Recepta na ZDROWE INDIE

Indie – egzotyczny kraj położony w dalekiej Azji, z tak różną od Polski kulturą, klimatem, ale też i chorobami tam panującymi. Jak przygotować się do podróży i jakie farmaceutyczne specyfiki zabrać ze sobą, aby zwiedzanie przebiegało bez przykrych dolegliwości?

Zacznę od szczepionek. Wybierając się do Indii nie musicie zaszczepić się przeciw żadnej chorobie – nikt od Was nie będzie wymagał ani przy ubieganiu się o wizę, ani przy przekraczaniu granicy zaświadczenia o jakiejkolwiek szczepionce. Ale dla zachowania własnego bezpieczeństwa dobrze jest wspomóc się szczepieniami zalecanymi.

Zaszczepić możecie się w dowolnej stacji epidemiologicznej albo u swojego lekarza rodzinnego. W pierwszym przypadku zwykle sprawnie uporacie się ze wszystkimi szczepionkami – jeśli lekarz podczas badania poprzedzającego nie stwierdzi żadnych przeciwwskazań poda wam od razu potrzebne szczepionki. W drugim prawdopodobnie po badaniu lekarskim otrzymacie receptę na szczepionki i sami będziecie musieli wykupić je w aptece, po czym wrócić do przychodni na szczepienie (z dowiadczenia wiem, że nie każdy lekarz rodzinny podejmuje się podania zastrzyków). Zaletą drugiej opcji jest natomiast cena, bo sami wybieracie aptekę gdzie jest ona najkorzystniejsza (stacje epidemiologiczne oferują dużo wyższe ceny).

Warto pomyśleć o szczepieniach nie później niż 4 tygodnie przed planowanym przylotem do Indii.

Podczas mojej wyprawy do Indii szczepiłam się przeciw WZW A (przeciw WZW B byłam szczepiona w przeszłości), durowi brzusznemu oraz błonicy, tężcowi i polio.


 

A jak to jest z tą nieszczęsną malarią? W całych Indiach (poza częścią himalajską) ryzyko zapadnięcia na malarię jest od niskiego do bardzo wysokiego, dlatego przed wylotem koniecznie sprawdźcie  tutaj Wasz podróżniczy obszar. Nie istnieje szczepionka chroniąca przed chorobą, ale dostępne są leki, które zmniejszają ryzyko zachorowania (niestety nie dają stu procentowej pewności).

Jeśli wybieracie się do wschodnich Indii, zwłaszcza do części graniczącej z Bangladeszem, Mjanmą czy Bhutanem (rejon Asam – największe ryzyko zakażenia) zaopatrzcie się we właściwe leki! Nieco mniejsze (ale wciąż wysokie) ryzyko istnieje w środkowym pasie kraju od Morza Arabskiego aż po Zatokę Bengalską oraz na Goa. W pozostałej części ryzyko jest niższe. Najlepiej każdy wyjazd do Indii skonsultować ze swoim lekarzem.

Jeśli decydujecie się na profilaktykę malarii, przyjmowanie tabletek zaczniecie 2 dni przed przylotem do Indii (2 tygodnie w przypadku Mefloquine) i będziecie kontynuować CODZIENNIE podczas pobytu (raz w tygodniu tego samego dnia w przypadku Mefloquine) i w zależności od leku tydzień (Malarone) lub 4 tygodnie (doksycyklina i Mefloquine) po przylocie do Polski. Przy terapii doksycykliną warto pamiętać, żeby dodatkowo chronić skórę przed słońcem, bo lek może spowodować pojawienie się przebarwień. Poza tym wszystkie leki przeciwmalaryczne mogą spowodować dolegliwości żołądkowo-jelitowe i zawroty głowy.

Warto dokładnie przemyśleć korzyści i szkody długotrwałej (do Indii zwykle nie leci się na kilka dni) terapii przeciwko malarii.

Przed zakażeniem pomaga też noszenie odpowiednich ubrań (wiem, że w ponad trzydziestostopniowym ukropie niełatwo i nieprzyjemnie jest nosić długie rękawy) zwłaszcza wieczorową i nocną porą kiedy “atakują komary” oraz stosowanie skutecznych odstraszaczy przeciw nim. Polecam te spraye z 30-50% zawartością DEET – do kupienia w Polsce i Indiach, chociaż w himalajskiej części Indii napotkałam problem z zakupem repelentu (prawda jest taka, że na wysokości ponad 3000m n.p.m. prawdopodobieństwo spotkania komara jest niskie).

Przez większą część mojego pobytu w Indiach przebywałam właśnie powyżej 3000 metrów , dlatego nie decydowałam się na terapię antymalaryczną. Kiedy zwiedzałam tereny objęte wyższym ryzykiem zachorowania, stosowałam spray z DEET (choć przyznam szczerze, że nie jakoś regularnie, ale nie jestem specjalnie lubiana przez komary).


 

Pora na kilka słów o chorobie wysokościowej, której (szczerze muszę przyznać) obawiałam się najbardziej. Nigdy wcześniej nie przebywałam na wysokości powyżej 2500m n.p.m., a wybierając się do Indii miałam wylądować na 3500 metrów w Leh. Nie stosowałam żadnej profilaktyki.

Typowym objawem choroby wysokościowej jest ból głowy, duszność, trudność z oddychaniem – zadyszka nawet przy niewielkim wysiłku fizycznym, nudności, wymioty, omamy, bezsenność, drażliwość, a w cięższych przypadkach niewydolność oddechowa prowadząca do obrzęku płuc i mózgu a nawet śmierci.

Po wylądawaniu w Himalajach na początku nic szczególnego się nie działo, ale kiedy przyszło mi pokonać 10 schodów do hotelu, czułam się jakbym przebiegła conajmniej półmaraton. Potem zadyszka dopadała mnie nawet przy myciu włosów. Po tygodniu przebywania na wysokości 3500 metrów co prawda nie sapałam już pod prysznicem i wchodząc po schodach, ale raz próbując pobiec za motocyklem (z którego zostałam zrzucona), długo nie mogłam złapać oddechu, choć przebiegłam może z 50 metrów. Jednak kiedy wybrałam się nad jezioro Pangong (4250m n.p.m.) i spędziłam tam noc, myślałam, że to moja ostatnia noc i w Indiach i w życiu. Czułam, że się duszę, budziłam się co chwilę pewna, że kończy się powietrze. Współtowarzysze też cierpieli z powodu wysokości (omamy, nieustanne bóle głowy, a nawet wymioty). Maksymalna wysokość, na której się znalazłam to 5360 metrów – Chang La, z której i ja i reszta ekipy musieliśmy “uciekać” niżej ze względu na bardzo dokuczliwy brak tlenu, co objawiło się trudnym do zatamowania krwawieniem z nosa, silnymi bólami głowy i trudnościami z oddychaniem.

Lekiem na to całe zło jest acetazolamid (w Polsce znany jako Diuramid – stosowany w jaskrze, padaczce i obrzękom przy nadciśnieniu, za granicą sprzedawany jako Diamox). Lek ten można zacząć brać jeszcze przed postawieniem stopy na takiej wysokości i kontynuować przez cały czas pobytu (zwykle dwie tabletki dwa razy dziennie). My braliśmy Diuramid tylko przy dokuczliwych objawach, sporadycznie, ale pomógł wszystkim zwalczyć dolegliwości.

Poza tym bardzo, bardzo ważne jest picie dużej ilości płynów (3-4 litry dziennie!). Dobrze też słuchać swojego organizmu i nie szarżować, stopniowo zwiększać wysokość o nie więcej niż 300-500 metrów dziennie, unikać papierosów i alkoholu, a kiedy zajdzie potrzeba odpocząć i nie przemieszczać się wyżej. W razie pogorszenia stanu zdrowia należy jak najszybciej zjechać albo zejść na niższe wysokości i poszukać pomocy medycznej.


 

Wybierając się do północnej część Indii (Kashmir, Ladakh) bardzo polecam zabrać sól morską do nosa i nawilżające krople do oczu. Nikt z nas nie zaopatrzył się w takie specyfiki, w indyjskich aptekach nie mogliśmy dostać niczego nawet zbiżonego składem, a w tamtym momencie dużo bym dała za chociaż jedną kropelkę leku na obrzękniętą do granic możliwości błonę śluzową nosa. Powietrze w tej części Indii jest tak suche, że każdy oddech i mrugnięcie daje o sobie znać.


 

Wspomnę jeszcze o odmniennej indyjskiej florze bakteryjnej. Przed wyjazdem zastanawiałam się, czy nie rozpocząć probiotykowej suplementacji, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Jeśli ktoś ma bardzo wrażliwy żołądek na kilka dni przed wyjazdem (nie tylko do Indii, ale również innych państw z podejrzanymi drobnoustrojami) może rozpocząć wspomaganie “dobrymi bakteriami”. Dodatkowo w indyjskiej apteczne MUSI znaleźć się nifuroksazyd (Endiex) i loperamid (Stoperan, Imodium, Laremid). Nifuroksazyd sprawdza się lepiej, bo jest lekiem na biegunki bakteryjne, które też przeważają wśród tych atakujących w Indiach. Warto też zaopatrzyć się w elektrolity zapobiegające odwodnieniu w przypadku awarii (w razie czego można wspomóc się wodą z łyżką soli, najlepiej tej himalajskiej).

Ale w przypadku podróży do Indii ważna jest przede wszystkim profilaktyka przeciwbiegunkowa, czyli przestrzeganie zasad higieny i unikanie picia wody z kranu (nawet zęby lepiej płukać wodą butelkowaną). Kupując w marketach wodę w butelce zwracajcie uwagę, czy zakrętka jest zakręcona “firmowo”, zdarza się niestety czasem, że do butelek wlewana jest woda prosto z kranu, co da się zauważyć po sposobie zakręcenia butelki.

W Indiach niekoniecznie panuje zasada, że im droższa i bardziej czysta restauracja, tym mniejsze ryzyko zakażenia (zdarzało mi się kosztować jedzenie przygotowane na ulicy), ale ważne jest, żeby wybierać dania gotowane albo smażone, lepiej unikać w nich świeżych warzyw i owoców (najlepiej całkowicie wstrzymać się od zamawiania sałatek i surówek). Jeśli kupujecie owoce i warzywa na straganie, wybierajcie te, które sami obierzecie ze skórki, po uprzednim opłukaniu z wodzie z butelki.


 

Co jeszcze musi znaleźć się w naszej apteczce wyruszając do Indii? To co zabieramy wszędzie, czyli leki przeciwbólowe, przeciwalergiczne, zestaw plastrów opatrunkowych, coś na ból gardła, krople na katar.

W Indiach nie miałam problemu ze znalezieniem apteki w żadnej z odwiedzonej części kraju. Trochę trudniej natomiast było z dogadaniem się w nich po angielsku. Pamiętajcie, że nie znajdziecie w indyjskich aptekach tych samych leków co w Polsce, a często nawet substancje czynne znacznie różnią się od tych znanych nam u siebie.

Mam nadzieję, że ten wpis ułatwi Wam pakowanie się i pomoże zdrowo zwiedzić Indie.

Powodzenia!

2 myśli na temat “Recepta na ZDROWE INDIE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s