Recepta na tanie zwiedzanie Europy

Na początku małe wyjaśnienie – w tym wpisie znajdziecie najpotrzebniejsze informacje organizacyjne dotyczące czegoś takiego jak EUROTRIP – niskobudżetowej objazdówki po krajach Europy Zachodniej. Jeśli chcecie sprawdzić gdzie i co ciekawego można zwiedzić czy robić, zajrzyjcie w zakładkę Wyprawy – Eurotrip.

IMG_1754
ze znalezieniem chętnych na Eurotrip nie miałam najmniejszego problemu

 

Ale na początek – jak to się zaczęło!

 

A może by tak pojechać w tym roku w więcej niż jedno miejsce? – pomyślałam jakiś czas temu. Tylko jak to zorganizować mając ograniczony czas urlopu (pracowałam jeszcze wtedy w Polsce, na etacie, z 26-dniami urlopu, których tamtego sierpnia nie zostało już wcale tak dużo).

Tyle nad tym myślałam, aż pewnego razu mnie olśniło! Zbiorę ekipę, obmyślę interesującą trasę, znajdę odpowiedni samochód (niekoniecznie w takiej kolejności) i … w drogę! Z ekipą i planem trasy nie było większego problemu. Inaczej sytuacja wyglądała z samochodem. A że ostatecznie zebrała nam się grupka sześcioosobowa, w grę wchodziła tylko podróż busem.

 


EUROTRIP – PLAN TRASY

Jeśli chodzi Wam po głowie wyprawa przez Europę, wcale nie trzeba wielkich przygotwań do niej. Jak ułożyłam plan na eurotrip? Jeszcze wtedy pracowałam w Polsce, dosyć często zdarzało mi się brać nocne dyżury. A że ruchu wtedy wielkiego nie było a w razie dzwonka, żeby nie zrywać się zaspana, siedziałam i dumałam co chciałabym w tej Europie Zachodniej zobaczyć. I dosłownie wędrując palcem po “mapie” (w tym wypadku po monitorze komputera aptecznego) utworzyłam szkic trasy. Kiedy już bardziej go doszlifowałam, skonsultowałam to z doświadczonym pracownikiem pewnego biura podróży i podróżnikiem. I co usłyszałam? Że trasa jest faktycznie bardzo interesująca, wrażeń nie będzie na niej brakować, ale jest bardzo, bardzo wymagająca i mam wyrzucić z niej chociaż połowę miejsc. Pomyślałam – NIE MA MOWY! Nie wydawało mi się w niej nic aż tak bardzo hardcorowego, żeby przerosło nasze podróżnicze zapędy. I tak na liście Eurotipa znalazły się: Niemcy, Austria, Liechtenstein, Szwajcaria, Włochy, Francja, Monako, Hiszpania, Gibraltar (to Wielka Brytania) i Portugalia.

DSC_0043_1
Szwajcaria
IMG_1906
w dole Monako i Morze Śródziemne
IMG_2520
Gibraltar a w oddali kawałek Afryki
IMG_2954
prawie wyschnięte jeziorko na południu Portugalii
IMG_2983
słoneczne Algarve
IMG_3565
widok na Portugalię ze wzgórz Sintry
IMG_3991
Madryt przed Zamkiem Królewskim

W wielkim skrócie, jeśli sami planujecie taki trip, zwłaszcza jeżeli ma on przebiegać przez Zachodnią Europę, czyli same kraje Unii Europejskiej, możecie pojechać naprawdę gdzie tylko Was poniesie. Jeśli będzie to jeszcze letnia pora, nie powinno Wam stanąć na drodze nic (no może krowa – tak jak i nam stanęła w środku nocy na środku drogi gdzieś w okolicy Pampeluny – a może z racji miejsca był to byk?) – ze względu na pogodę spać można pod chmurką.

W planowaniu trasy ze strony logistycznej nie zawiódł oczywiście wujek google, ale wielką i nieocenioną pomocą okazała się strona viamichelin, gdzie poza zwykłą mapą, mogłam przeanalizować jak w zależności od wybranej drogi, będą wyglądały koszty paliwa i przejazdów przez płatne odcinki. Bardzo często wracam do tej strony.

Już będąc w trasie (a cały trip odbył się jeszcze zanim Internet w UE był darmowy – włączaliśmy go w ostateczności) używaliśmy nawigacji, którą dostaliśmy przy wynajmie busa – niestety dostaliśmy ją wieczorem tuż przed wyjazdem i nie mieliśmy  czasu na jej aktualizację, przez co nie raz (o dziwo bardzo często nocami) nie do końca wiedzieliśmy czy dobrze nas kieruje. W takich chwilach niezbędna okazywała się zwykła papierowa mapa i umiejętność jej czytania, co zwykle spadało na mnie – przez większość Eurotripa byłam pilotem.

W krajach Unii Europejskiej nie musicie martwić się o kontrole graniczne, nie raz to, że jesteście już w innym państwie zauważycie tylko po SMSie od swojego operatora o nowych cenach. Kontrola dopadła nas tylko na granicy Austriacko-Szwajcarskiej i wjeżdżając na Gibraltar – bez większych kłopotów i przygód.

 


WYPOŻYCZENIE BUSA

Z tym miałam największy problem. Właściciele wypożyczalni busów słysząc słowo Portugalia łapali się za głowę. Ku mojemu zdziwieniu! I tak telefon za telefonem, jedna odmowa porzedzała kolejną. Nie licząc osobistych odwiedzin coraz dalej znajdujących się wypożyczalni. Byłam coraz bardziej sfrustrowana, bo chęci na odwiedzenie miejsc z rozpiski rosły odwrotnie proporcjonalnie do liczby portugaliofobowych zarządców wypożyczalni.

Ale wreszcie los zaczął nam sprzyjać. Upolowaliśmy busa i to aż ze stolicy. Oferta była tak atrakcyjna, że nie wierzyliśmy w nasze szczęście dopóki nie ujrzeliśmy busa na własne oczy przy wrocławskim PKP. Bus do nas przyjechał – czysty, wygodny, jeszcze prawie pachnący nowością.

Jeśli planujecie przejechać tysiące kilometrów, warto wynająć lub wybrać się na taki trip w miarę pewnym autem, nie jakimś starym gruchotem. Nie chcecie przecież objazdówki po europejskich warsztatach samochodowych. Ale nawet najnowsze auto może nawalić, dlatego w tym wypadku nie oszczędzajcie na ubezpieczeniu. Firma, która wynajęła nam busa zaopatrzyła nas we wszystkie wymagane dokumenty, dostaliśmy też w cenie pełne ubezpieczenie Assistance, które w razie czego zapewniało nam auto zastępcze obojętnie w którym państwie dopadałaby nas awaria. Na szczęście nic takiego nam się nie przytrafiło. Ale mimo wszystko lepiej dmuchać na zimne.

IMG_2067
to jedyne zdjęcie z busem – wybaczcie jakość!

EKWIPUNEK

Po odebraniu busa wypadało “nauczyć się” nim jeździć. Tak też zrobiliśmy i udaliśmy się do położonego na obrzeżach Wrocławia supermarketu. Spędziliśmy w nim sporo czasu, celowo! Aby zredukować koszty całej wyprawy do najniższego możliwego poziomu przetrwania, postanowiliśmy zakupić jedzenie albo raczej “jedzenie” i dowieźć je aż do brzegu oceanu (optymistyczna część naszej ekipy – w tym ja – liczyła, że starczy i na drogę powrotną) – czyli zupki chińskie, słoiki z gotowymi sosami, ryż i jeszcze więcej zupek chińskich.

Pozostało już tylko szczelnie wypełnić bagażnik busa tymi zakupionymi delikatesami, jak i innymi niezbędnymi rzeczami, które przez kolejne dwa tygodnie miały stać się naszym całym dobytkiem. Jeśli też wybieracie się na objazdową wycieczkę z założeniem, że noce spędzać będziecie gdzieś na łonie natury, nie zapomnijcie zabrać:

  • namiotu i śpiwora,
  • dmuchanego materaca – polecam! bo 2-3 noce spać na twardej ziemi można, ale jeżeli chcecie przez kilka tygodni intensywnie, ale też swobodnie zwiedzać, musicie być wyspani i wolni od bólu kręgosłupa,
  • latarki – rozkładać obóz raczej zawsze będziecie pod osłoną nocy – szkoda na to czasu za dnia, a po drugie, lepiej nie rzucać się w oczy,
  • palnika i polowych garnków, patelni – jak ma być tanio, nie zawsze będziecie stołować się w restauracjach, przyda się też zapas butli z gazem,
  • talerzy i sztućców – bardziej sprawdzą się te jednorazowe plastikowe, u nas nie zawsze była możliwość ich umycia od razu po obiedzie, a nieprzyjemnie było wracać do tej czynności po kilku dniach i zdrapywać zaschnięte resztki jedzenia,
  • sznurka do suszenia prania i proszku do prania,
  • worków na śmieci – żeby zawsze zostawić po sobie porządek, uwierzcie, worki to bardzo, bardzo przydatna rzecz na takim tripie,
  • powerbanków, ładowarek i przejściówek, żeby podczas jazdy móc ładować jak najwięcej urządzeń – przy sześciu osobach nie wyobrażam sobie kolejki (a raczej walki) do jednego gniazdka,
  • narzędzi samochodowych w razie awarii – nie będę się rozpisywać, nie znam się na tym 🙂
  • ciepłych ubrań – nawet jak wyjeżdżacie latem, decydując się na spanie na dziko, nie zapominajcie o czymś naprawdę ciepłym. Zwłaszcza jeśli częścią Waszej wyprawy mają być okolice nad oceanem – uwierzcie, tam nawet w środku lata nad ranem może być bardzo zimno,
  • dokumentów, ubezpieczenia, kart płatniczych, gotówki – o ile Eurotrip przez Zachodnią Europę nie wymaga pod tym względem większych przygotowań, jadąc np. przez Skandynawię albo Bałkany, warto zaopatrzyć się w jakieś drobne danego kraju.

 


PRZEPISY DROGOWE

Nie we wszystkich krajach jest tak samo jak w Polsce (prędkość, światła, kamizelki i inne). Nie będę tutaj się rozpisywała o każdym z nich po kolei, bo i tak nikt tego nie przeczyta. Na czas tripa miałam skótowy szkic o najważniejszych ustępstwach – wcale nas to nie uchroniło przed mandatami. Ale nie musieliśmy się nimi martwić na wakacjach – kilka tygodni po powrotcie do Polski dopadła nas sprawiedliwość i to w euro! Przekraczając kolejne granice, zawsze znajdziecie tablicę informacyjną o ograniczeniach prędkości – zwolnijcie i zerknijcie na szybko okiem. O ile przez wszystkie kraje udało nam się wybrać trasy nieodpłatne (chcieliśmy zaoszczędzić, ale też nacieszyć oczy widokiem innym niż autostradowe barierki), w Portugalii poddaliśmy się – zmęczenie zrobiło swoje, poza tym stan dróg darmowych w tym kraju jest o tyle kiepski, że pochłonęłoby nam to mnóstwo czasu, którego już nie mieliśmy. W Portugalii nie ma bramek (poza mostem w Lizbonie – tym najdłuższym w Europie), są zdalne czytniki na autostradach. Przed opuszczeniem kraju trzeba uregulować płatność na którejś ze stacji benzynowych. W Internecie przeczytałam informację, że płatność trzeba uregulować przed wjazdem na autostradę (chyba, że mamy na przedniej szybie zamontowany specjalny czytnik), ale pytając na stacjach, nikt nie potwierdził tej informacji. Świetną stroną z zebranymi wszystkimi drogowymi informacjami jest ta tutaj – znajdziecie tu nie tylko ograniczenia prędkości, ale też wymagane dokumenty, niezbędne wyposażenia samochodu  w odwiedzanych przez Was krajach, ale też to, czy musicie mieć zapalone światła i jaka jest dopuszczalna zawartość alkoholu w wydychanym przez kierowcę powietrzu. Polecam!

 


TANKOWANIE

Ceny paliwa zmieniają się dosyć często. Zanim wyruszycie, zerknijcie jak one się kształtują w państwach na Waszej liście i zaplanujcie, gdzie najbardziej opłaca się Wam taknować – możecie to zrobić tutaj. Jeśli byliśmy w kraju z drogim paliwem a auto domagało się GO na tyle instensywnIe, że nie dowiozłoby nas do tańszego kraju, wlewaliśmy w nie tylko niezbędną ilość paliwa.

 


SPANIE NA DZIKO

Oczywiście spanie na dziko poza Skandynawią jest w Europie nielegalne. Co szczerze mówiąc mnie samą oburza! Dlatego przyznam się publicznie, że złamałam ten przepis nie raz. Ale nigdy, przenigdy nic ani nikt przez to nie ucierpiał i zawsze zostawiłam po sobie dane miejsce w takim stanie, w jakim je zastałam. Dlatego nie czuję się winna. I tak po cichu przyznam się, że nie mam zamiaru na tym poprzestać. Bo spanie na dziko gdzie popadnie jest czymś, czego opisać się nie da w żaden sposób!

O czym musicie pamiętać? Żeby miejsca noclegowego szukać dyskretnie, a jak już je znajdziecie, żeby zachowywać się cicho i szanować przyrodę, która dała Wam schronienie.

Najczęściej kiedy zbliżał się zmrok szukaliśmy na googlemap (wtedy nie żałowaliśmy Internetu) miejsca jak najbardziej zielonego. Dobrze jakby była przy nich jakaś rzeczka, ale mała, nie rwąca i głęboka i żeby nie było żadnych zabudowań. Zanim wyjechaliśmy na Eurotrip rad udzielał mi mój własny ojciec, który swego czasu takim sposobem zwiedził całe Bałkany (i w moich oczach jest ekspertem od wyszukiwania noclegów na dziko – i to takich z atrakcjami, jak opowiadał – gdzieś na Bałkanach wyszedł rano z namiotu, a wokół niego tysiące owiec!). Jeszcze nie udało mi się znaleźć takiego noclegu, ale za to miałam okazję spać na progu parku narodowego we Włoszech, na przystanku autobusowym nad jeziorem Lugano, na plaży przy wybrzeżu Morza Śródziemnego w Hiszpanii w namiocie rozłożonym między kilkunastoma kamperami, na klifach w Portugalskim Algarve (zdecydowanie najpiękniejszy nocleg w życiu), ale też na glinie w Lizbonie (dowód na to, że na takim tripie alkohol się nie sprawdza), z racji okropnego zmęczenia tuż na zjeździe z autostrady na małym kawałku trawy między asfaltem gdzieś we Francji. I mogłabym tak jeszcze wymieniać. Takich nocy się nie zapomina nigdy.

DSC_0275
lubię spać „na dziko”, bo żaden hotel nie zapewni mi takich widoków
IMG_2322
ani takich!
IMG_3499
gdzieś w Lizbonie – ten nocleg wymagał solidnego czyszczenia nie tylko butów

Każdemu rozkładaniu obozowiska towarzyszy też przyrządzanie jedzenia – nieoceniony okazał się biedronkowy grill. Ale też zdarzyło nam się jeść na cmentarzu w Andaluzji – tylko tam znaleźliśmy wodę, jeść niedzielny obiad na wielkich kamieniach, czy zalewać zupki chińskie na Lazurowym Wybrzeżu.

IMG_3370
czekamy aż zagotuje się woda na zupę
IMG_2269
uroczysta kolacja 🙂

TOALETA

Z toaletą bywało różnie. O ile na polskich i czasem niemieckich stacjach benzynowych zdarzały się prysznice, w innych zachodnich krajach o dziwo nie jest to tak typowe. Przez co (nie odwracajcie się ode mnie plecami) na Eurotripie musiałam obyć się czasem bez prysznica przez kilka dni. Da się przeżyć i to. Ale były też nocne kąpiele w górskiej rzeczce, prysznic nad brzegiem morza, golenie nóg w umywalce na stacji benzynowej i płukanie zębów białym winem. Dwa razy podczas kilkunastodniowego tripu skorzystaliśmy z campingu. Przede wszystkim żeby wykąpać się w ciepłej wodzie.

IMG_3791
gdzieś nad brzegiem Morza Śródziemnego
20150917_192649
zachód słońca nad Oceanem Atlantyckim

 

Jak widzicie, zaledwie kilkunastodniowe wakacje mogą dostarczyć tylu przygód i emocji, że można o tym pisać i pisać. Jeśli chociaż raz zdecydujecie się pojechać przed siebie zupełnie na właśną ręką, prawie jestem pewna, że zarazicie się takim sposobem poznawania świata i będzie to przygoda jedyna w swoim rodzaju!

IMG_3252
wcale nie trzeba wydać dużo pieniędzy żeby mieć niezapomniane wakacje

 

 

Trzymam kciuki za Wasze i moje noclegi na dziko 🙂

 

 

Jedna myśl na temat “Recepta na tanie zwiedzanie Europy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s