O północy w Paryżu

Z  czym kojarzy Wam się Paryż? Bo mi od razu na myśl przychodzi wieża Eiffla. Potem Łuk Triumfalny, Luwr i Sacré Cœur wznoszące się na wzgórzu Montmarte. Potem jeszcze chrupiące bagietki i maślane croissanty, zapach kawy o poranku mieszający się z dymem papierosa, kolorowe makaroniki rozpływające się w ustach i bąbelki białego wina. A potem francuska dyskretna elegancja, niewidzialny makijaż, moda na miarę Chanel i przekrzywiony berecik na głowie. I na to wszystko mogą wystarczyć Wam trzy dni! Ale przygotujcie się na intensywne zwiedzanie i kilkadziesiąt kilometrów.

 

Na początek kilka słów organizacyjnych.

Kiedy odwiedzić Paryż? Paryż można zwiedzać cały okrągły rok, ale najbardziej zadowoleni będziecie wybierając miesiące wiosenne albo jesienne, latem zaś spodziewajcie się wszędzie tłumów turystów, co nie dla wszystkich jest przyjemne. Byłam w Paryżu w marcu, było ciepło i bez deszczu, można nawet było pokusić się o wyjście bez kurtki, ale brakowało mi pączków na drzewach i powiewu prawdziwej wiosny. Druga połowa kwietnia będzie idealna – może ktoś z Was się skusi 🙂

Jak dostać się do Paryża? Do stolicy Francji  dolecicie bezpośrednio z Wrocławia, Krakowa i Warszawy. Do wyboru macie trzech przewoźników: Ryanair (tańszy – czasem można kupić bilet w dwie strony za 150 zł), który zabierze Was na lotnisko pod Paryżem – Paryż Beauvais oraz LOT i Airfrance, który ląduje na lotnisku Paryż Charles de Gaulle (droższy bilet, ale łatwiej dostaniecie się do centrum miasta). Szczegóły sprawdzicie na niezawodnym skyscannerze, który pomoże Wam też wybrać najbardziej dogodną cenę. Z tego drugiego lotniska do centrum macie około 30 km (pociąg plus metro), z lotniska Beauvais to już prawie 100 km, wsiądźcie w autobus odjeżdżający z lotniska 30 minut po przylocie – bilet kupicie wcześniej online albo w automacie na lotnisku (w drodze powrotnej bilet kupicie w kasie na przystanku) – 17 euro w jedną stronę, nie ma zniżki przy zakupie biletu od razu w dwie strony – szczegóły srawdzicie tutaj tutaj. Autobus wysadzi Was przy stacji metra niedaleko Łuku Triumfalnego – Porte Maillot, a stamtąd metrem dostaniecie się już wszędzie. Stacja Porte Maillot jest bardzo duża, ale ścieżka do przystanku skąd odjeżdżają autobusy na lotnisko jest jasno oznaczona – ciężko jest tam się zgubić. Nie wiem czy akurat ja tak trafiłam czy tak jest zawsze, ale sama organizacja wsiadania do autobusów kierujących się na lotnisko była najsłabszym punktem mojego pobytu w Paryżu – odjechałam stamtąd z półgodzinnym opóźnieniem, na szczęście samolot mi nie zwiał. Alternatywą jest znalezienie przejazdu na blablacar.fr – raz mi się udało, kierowca wysadził mnie jeszcze za paryską obwodnicą i przeżyłam prawdziwe chwile grozy, kiedy jadąc do centrum miasta w całym wagonie metra byłam jedyną białą kobietą.

Nocleg w Paryżu? Noclegu zwykle szukam na airbnb, ale czasem robię wyjątki, bo są miejsca na świecie, gdzie nocleg w hotelu (booking.com) w jednakowych warunkach wychodzi taniej – i tak właśnie jest w Paryżu. Najważniejsze żebyście znaleźli nocleg niedaleko dowolnej stacji metra i był on w obrębie obwodnicy miasta (poza jej okręgiem robi się niebezpiecznie). Przemieszczanie się po Paryżu jest łatwe i niedrogie. Jeśli tak jak ja przybywacie do miasta na 3 dni, najbardziej opłaca się zakupić 10 biletów jednorazowych (pojedynczy bilet 1,90 euro, przy zakupie 10 cena za jeden wynosi 1,49 euro). Metro jest świetnie oznakowane, już po kilku przejazdach czułam się jak u siebie. Większość głównych atrakcji Paryża położona jest niezbyt daleko od siebie, można spokojnie zwiedzić je spacerem (długim ale jednak spacerem).

 

To tyle wstępu. Poniżej przygotowałam dla Was trzydniową trasę zwiedzania Paryża. Zwiedzać miasto będziecie po swojemu, ale może coś z moich zapisek Wam się przyda 🙂

 


 

Dzień 1 – pierwsze spojrzenie na żelazną damę

Wieża Eiffla to symbol Paryża i Francji, a pokusiłabym się nawet o zapisek, że to dla ludzi zza oceanu symbol samej Europy. Ale zwiedzanie Paryża zaczęłam od części Montmarte, głównie z powodu miejscówki mojego hotelu. Tak jak i ja, możecie rozpocząć od sławnego Moulin Rouge (specjalnie przed wylotem do Paryża ponownie obejrzałam Moulin Rouge żeby być na świeżo), który trochę mnie rozczarował, nie wygląda aż tak oszałamiająco jak na filmie, ale tłumaczę to sobie tym, że nie wchodziłam do środka! 🙂 Jeśli chcecie uczestniczyć w jednym ze spektakli i podziwiać popis kankana na żywo, przygotujcie od 100 euro wzwyż (a widziałam bilety i za 400 euro), bilet kupicie tutaj tutaj.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
położony w dzielnicy czerwonych latarni kabaret Moulin Rouge

Montmarte to dzielnica artystów, kiedyś zamieszkiwana między innymi przez Picassa, van Gogha czy Chopina, ale też przez artystyczną cyganerię. Różni się od reszty miasta wąskimi krętymi i stromymi uliczkami, do samego Paryża została przyłączona dopiero pod koniec XIX wieku. Będąc na Montmarte pospacerujcie po tych wąskich uliczkach wypełnionych butikami, pracowniami artystycznymi, wykwintnymi restauracjami i kawiarniami. Montmarte to też uliczki, po których przechadzała się Amelia, tytułowa bohaterka filmu Jenueta – muzyka z tego filmu doskonale oddaje klimat tej części Paryża – posłuchajcie sami. Na Montmarte koniecznie przejdźcie się po Rue des Abbesses, gdzie miejsc na poranne śniadanie albo pyszną kolację jest tyle, że każdy znajdzie coś idealnego dla siebie. Możecie wstąpić do Le Consulat, albo tak jak Amelia do Cafe des 2 Moulins. Polecam Wam przytulną knajpkę Le relais de la butte – jeśli usiędziecie na dworze będziecie mieli widok na niższe partie Paryża.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W tej części miasta nie możecie pominąć paryskiej perełki – Sacré Cœur – bazyliki wybudowanej jako podziękowanie za uchronienie Paryża podczas wojny z Prusami w 1870 roku. Możecie bezpłatnie wejść do jej środka codziennie w godzinach od 7 do 22.30. Nie rozumiałam, kiedy znajomi mówili mi, że do bazyliki trzeba się wspiąć. Zrozumiałam to, kiedy stanęłam u progu wysokich schodów, pokonanie których doprowadziło mnie do niemałej zadyszki, chociaż z moję kondycją nie jest tak źle! Ale widok na Paryż wynagrodził mi ten trud. Możecie usiąść na szerokich schodach i cieszyć się wspaniałą panoramą francuskiej stolicy. Polecam Wam sprawdzić widok w ciągu dnia, ale też po zachodzie słońca, kiedy z Waszej prawej strony zacznie do Was mrugać ta żelazna dama.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
strome schody na szczyt Montmarte
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Sacrè Cœur
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
widok na Wieżę Eiffla ze szczytu Montmarte

Wróćcie w dół na Plac Pigalle słynący z kasztanów sprzedawanych podobno na każdym kroku. Według opowiadań zapach pieczonych kasztanów miał się unosić w powietrzu na całym placu i okolicy, co wcale nie było prawdą, przechodziłam przez ten plac kilkanaście razy i tylko raz natknęłam się na sprzedawcę kasztanów. Kasztanów spróbowałam, byłyby zdecydowanie lepsze serwowane w polewie czekoladowej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kasztany na placu Pigalle

Z Placu Pigalle odjeżdża metro (linia 2 i 12), którym dojedziecie do największego paryskiego cmentarza Pere-Lachaise. To zabytkowy cmentarz z olbrzymimi nagrobkami, nieco zaniedbany, ale to dodaje mu tajemniczości. Na cmentarzu pochowany jest między innymi Fryderyk Chopin, Edith Piaf czy Jim Morrison. Odnalezienie grobu chociażby Chopina było niemałym wyzwaniem – co prawda przy wejściu na cmentarz znajdziecie mapkę z ponumerowanymi grobami, a obok niej listę nazwisk, ale odnaleźć poszukiwane groby pomogła mi dopiero googlowska nawigacja. Niby to cmentarz, ale trochę przypomina park, a szukanie grobów to wciągająca zabawa. Ale warto tutaj wstąpić.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeśli nie straszne Wam spacery po mieście, z cmentarza przejdźcie (możecie też przejechać ten odcinek metrem) do części Le Marais – jednej z najchętniej odwiedzanych przez turystów i homoseksualistów. Znajdziecie tu uliczki pełne modnych sklepów i dobrze ubranych ludzi. Wstąpcie na Plac des Vosges, a w znajdującej się tuż przy nim Café Hugo wpadnijcie na coś orzeźwiającego, ale też po to, by podziwiać wnętrze tej jednej z popularniejszych paryskich kawiarni. Nie możecie ominąć Rue des Rossierss – najbardziej malowniczej uliczki w tej części miasta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kawałek Placu des Vosges w dzielnicy Le Marais

Z Le Marais już tylko kawałek do słynnej Katedry Notre-Dame położonej na wyspie na Sekwanie. Przespacerujcie się po Pont des Arts – moście miłości kiedyś udekorowanym kłódkami, które ze względów bezpieczeństwa zdjęto (45 ton kłódek!) w 2015 roku. Przy samej katedrze przygotujcie się na tłumy turystów z aparatami – to przecież jedna z głównych atrakcji miasta. Jeśli chcecie wejść do środka, za bilet zapłacicie 10 euro. Niedaleko znajdziecie kolejną malowniczą kawiarnię Au Vieux Paris d’Arcole – zwłaszcza z zewnątrz jest bardzo fotogeniczna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
bazylika Notre Dame

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przechodząc na drugą stronę Sekwany przeniesiecie się do Dzielnicy Łacińskiej, takiej studenckiej części miasta ze słynną Sorboną w jej sercu. Nie możecie tutaj nie spróbować najlepszych ptysi w mieście! Znajdziecie je w Odette, koniecznie zamówcie chociaż po jednej słodkości i zjedzcie ją na pierwszym piętrze – wystrój bardzo paryski, a ptysie są obłędnie pyszne. Aż żałuję, że wzięłam tylko jednego. Po drodze będziecie mijać księgarnię Shakespare & Company – nie wchodziłam do środka, ale zatrzymałam się na chwilę przed frontowymi drzwiami, wciągając się w czytanie literackich mądrości.

dav

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeśli macie jeszcze siły na przebieranie nogami, wybierzcie się na ostatnią prostą pod wieżę Eiffla – wzdłuż brzegu Sekwany, przechodząc przez Plac Concorde, most Aleksandra III, z którego w oddali już bedziecie mogli spojrzeć na wieżę. Możecie też skorzystać z metra.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
widok na wieżę z mostu Alexandra III

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieżę Eiffla podziwiałam od każdej możliwej strony i moim zdaniem na pierwszy raz najlepiej wybrać stronę od placu Trocadero (przystanek metra – Trocadero) – obserwowałam ludzi po raz piewszy w życiu spoglądających na wieżę właśnie od strony tego placu – przeżycia i dla nich i dla mnie obserwatora – bezcenne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
wieża od strony Placu Trocadero

 

Opisana przeze mnie trasa, pokonana w większości pieszo biegnie przez około 22 kilometry. To takie darmowe pierwsze spojrzenie na Paryż.

Kiedy zrobiło się ciemno i trochę odpoczęłam w hotelowym pokoju, wybrałam się już na krótszą przechadzkę po Montmare – Moulin Rouge zdecydowanie lepiej wygląda nocą, nieco gorzej prezentuje się ulica ciągnąca się od budynku kabaretu do placu Pigalle – chyba najgęściej rozmieszczone sexshopy na świecie! Dzień zakończyłam w jednej z restauracji, mimo 8 stopni na dworze, wybrałam miejsce na zewnątrz lokalu, co jest popularne i dość przyjemne w całym Paryżu, ze względu na grzejniki umieszczone pod sufitem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Moulina Rouge po polsku to Czerwony Młyn

 


 

Dzień 2 – rundka po paryskich muzeach

W Paryżu jest tyle muzeów, że nie sposób odwiedzić je wszystkie nawet w tydzień. Nie jestem fanem takiego spędzania czasu w podróży, ale grzechem byłoby nie odwiedzić tych najważniejszych z nich. Żeby nie zbankrutować, polecam Wam zakup karty Muzeum Pass (cena na 2 dni to 48 euro, na 4 dni 62 euro, na 6 dni 74 euro). Karta pomoże Wam też sprawniej zwiedzić interesujące Was miejsca – ominiecie kolejki do kas biletowych (czasem nawet takie z kilkugodzinnym staniem). Zanim ją kupicie, wypiszczcie te muzea, które chcecie zwiedzić wraz z cenami wstępu i sprawdźcie tutaj, czy znajdują się one na liście zniżkowej karty. Jeśli tak, kartę możecie kupić online tutaj (ale doliczana jest niemała kwota przesyłki – 14,50 euro) albo na lotnisku Charles de Gaulle (nie musicie jej aktywować w dniu zakupu, karta jest ważna przez 2, 4 albo 6 kolejnych dni), w większych muzeach albo punktach informacji turystycznej. Dobra wiadomość dla wszystkich poniżej 26 roku życia – wejście do większości muzeów na terenie Paryża macie za darmo (potrzebujecie tylko jakiś dokument tożsamości potwierdzający Wasz wiek). Planując wizyty w poszczególnych muzeach koniecznie sprawdźcie też dni ich otwarcia, sporo z nich nie jest czynnych w poniedziałki. Po więcej informacji odsyłam Was jeszcze raz na stronę karty Museum Pass.

Drugi dzień rozpoczęłam od podziwiania gmachu Opery Garnier. Poprzestałam tylko na zobaczeniu jej z zewnątrz (wejście do środka to koszt 12 euro – nie obowiązuje tutaj karta Museum Pass). Zaraz obok opery znajdziecie galerię handlową, jak dla mnie bardziej dzieło sztuki – pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się będąc w galerii pełnej sukienek, torebek i kosmetyków gapić się tylko na sufit i ściany budynku, a nie wystawy i manekiny – to Galeries Lafayette. Wejdziecie tam zupełnie za darmo i to na sam jej dach, co absolutnie musicie zrobić, bo widok stamtąd na Paryż jest wart czekania na windy albo wchodzenia po niekończących się schodach. Na tarasie widokowym jest też restauracja, gdyby dopadł Was głód, ale przygotujcie się na stanie w kolejce do wolnego stolika.

dav
gmach Opery Garnier
dav
paryskie cudo – Galeries Lafayette
dav
sufit galerii handlowej

Mój żołądek nie pozwolił mi długo czekać w tamtej kolejce, dlatego na pierwszy posiłek wybrałam restaurację Capucine Café i najpierw nie mogłam oderwać wzroku od jej wystroju, potem od tego co kelnerka postawiła przede mną, a potem z zachwytu nad zamówionym deserem o mało nie zaczęłam skakać ze szczęścia. Nie wiem jak się nazywało to co zamówiłam, ale był to zdecydowanie najsmakowitszy deser jaki kiedykolwiek jadłam. Gdyby nie eleganccy Paryżanie zasiadający przy sąsiednich stolikach, jestem pewna, że wylizałabym czekoladę z talerza do ostatniej okruszynki 🙂

dav
ślinka mi cieknie na taki widok!

Po takim słodkim śniadaniu byłam gotowa na dalsze odkrywanie Paryża, nawet to związane z muzeami. Zaczęłam od Orangerie Museum (wejście 9 euro, otwarte w godzinach 9 – 18, nieczynne we wtorki – obejmuje Museum Pass) z główną atrakcją Nenufarami – Liliami wodnymi Moneta – kilka owalnych pomieszczeń z olbrzymimi malowidłami na ścianie robią wrażenie, zrobiłyby jeszcze większe podczas zwiedzania bez innych turystów (tak jak i większość miejsc na świecie).

dav
słynne Lilie wodne Moneta

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drugiej stronie ogrodów Tuileries znajdziecie Museum des Arts Décoratifs (wstęp 13 euro, czynne 11-18, w czwartki do 21, nieczynne w poniedziałki – obejmuje Museum Pass) – to takie muzeum z eksponatami dekoracyjnymi. Byłam w nim krótko, nie jest duże, dla mnie nie było też interesujące. Przejdźcie na drugą stronę Sekwany, gdzie znajdziecie kolejne muzeum, jedno z tych, które będąc w Paryżu odwiedzić trzeba – to Museum d’Orsay – zebrane są w nim dzieła sztuki francuskiej: obrazy, rzeźby, fotografie i meble. Kiedyś budynek ten służył jako dworzec kolejowy, czego pozostałością są dwa olbrzymie zegary na ostatnim piętrze. Jeden znajdziecie w głównym holu, drugi w kawiarni Café des Hauteurs. Przez zegary, zwłaszcza ten w restauracji, widać idealnie Sacré Cœur – to miejsce w całym muzeum, które spodobało mi się najbardziej. Jest tam też bogato zdobiona sala restauracyjna, można w niej napić się wina albo gorącej czekolady. Przyznam, że z muzeum wyszłam na lekko chwiejnych nogach. Cena wstępu dla osób bez Museum Pass to 11 euro, czynne jest od 9 do 18:30, w czwartki do 21:45 (warto wybrać się tu w czwartek i podziwiać przez wielkie dworcowe okna zachód słońca nad wzgórzem Montmarte), muzeum nieczynne jest w poniedziałki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Museum d’Orsay
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
pozostałość po dawnym dworcu kolejowym
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
przez jeden z zegarów idealnie widać Sacrè Cœur

Żeby chwilę odsapnąć od tych muzeowych sal, wybrałam się na najpyszniejsze makaroniki do paryskiej sieciówki Laduree – koniecznie zróbcie to samo! Chociaż ojczyzną makaroników są Włochy, te które znajdziecie w Laduree to prawdziwe niebo w gębie! Pierwsze paryskie makaroniki powstały już w 1862 roku i tak niezmiennie przez te wszystkie lata aż do dziś możecie rozkoszować się tymi małymi ciasteczkami. Przed pochłonięciem kilogramów tych pyszności uchroniła mnie tylko cena – pudełko 6 kolorowych makaroników to koszt około 20 euro. Może wydawać się to rozpustą, ale uwierzcie mi, że te małe ciasteczka są warte swej ceny 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jakby mało Wam było luksusów, wybierzcie się też do znajdującego się niedaleko eleganckiego butiku Chanel na 31 Rue Cambon – ceny porażają jeszcze bardziej niż te za małe ciasteczka, bo kto kupuje sukienkę za 3 tysiące euro? Ale i tak warto przeżyć parę minut w tak ekskluzywnym sklepie, gdzie nie musicie troszczyć się o otwieranie drzwi, obsługa poniesie Wam nawet torebkę, przyniesie też szklankę wody. Z bólem serca musiałam opuścić to miejsce z pustymi rękoma. Ale może kiedyś tam jeszcze wrócę…

dav
sukienka warta 3 tysięcy euro!

Wstąpcie jeszcze na chwilę na Plac Vendôme – żeby jeszcze przez kilka minut pozostać w tym innym bogatym świecie – to okrągły plac z wysoką kolumną na środku upamiętniającą Napoleona, przypominającą rzymską kolumnę Trajana. Plac pochodzi aż z czasów Ludwika XIV. Na placu znajdziecie między innymi hotel Ritz – uważany za jeden z najbardziej luksusowych hoteli na świecie. Możecie wejść do środka i pospacerować po bogato zdobionych korytarzach, schodach, możecie nawet usiąść na tych najwygodniejszych fotelach (tak mi się przymajniej wydaje, nikt mnie z takiego fotela nie przegonił, nawet jak siedziałam i pstrykałam fotkę za fotką). Cena za noc w tym hotelu zaczyna się od tysiąca euro. Oceńcie sami czy warto – sprawdźcie galerię hotelu Ritz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kolumna w centralnej częście placu Vendome

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Niedaleko placu znajdziecie jeszcze jedno muzeum – darmowe muzeum perfum Fragonard oraz sklep, które jest dobra atlernatywą dla Wielkiego Muzeum Perfum, gdzie za wstęp zapłacicie 14 euro, nie obowiązuje w nim karta Museum Pass. We Fragonard znajdziecie małą wystawę pokazującą produkcję perfum.

dav
Fragonard – muzeum perfum

dav

Żeby ochłonąć od tego przesytu i bogactwa, zajrzyjscie jeszcze do kościoła Marii Magdaleny, bardziej przypominającego budowlę rzymską. Nigdy jeszcze nie widziałam plakatu reklamowego zawieszonego na sakralnym budynku – a tutaj olbrzymi plakat Calvina Kleina zakrywa prawie połowę głównej fasady. Teraz już pora tylko na odpoczynek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
główna fasada kościoła Marii Magdaleny z reklamą…

 

Dzień 3 – pożegnanie z Wieżą Eiffla

Ostatni dzień w Paryżu rozpoczęłam bardzo wcześnie, bo prawie tuż po wschodzie słońca (chciałam zdążyć na ten wschód, ale chęć pozostania w ciepłym łóżku była silniejsza) stanęłam na krańcu pól Marsowych i podziwiała żelazną Eifflę tym razem od jej drugiej strony. Na szczęście tak wcześnie rano nie było tam jeszcze tylu turystów, którzy co prawda mi nie przeszkadzają, ale sami wiecie jak trudno zrobić zdjęcie bez czyjejś głowy albo stopy na drugim planie, zwłaszcza jeśli chodzi o taką modelkę jaką jest sama wieża Eiffla (przy polach Marsowych i tak największą przeszkodą jest płot, który szpeci każde zdjęcie).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wieża Eiffla od strony Pól Marsowych

dav

Z Pól Marsowych przejdźcie na drugą stronę Sekwany. Też tak zrobiła, musiałam wieżę jeszcze obfotografować od strony Trocadero, efekt znajdziecie na zdjęciach poniżej. Na śniadanie wybrałam przytulną knajpkę przy placu Trocadero Le Malakoff – polecam, mają przepyszne jedzenie, a ceny mimo takiej lokalizacji nie porażają.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wieża o poranku – widok z Placu Trocadero

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z nowymi siłami po ciepłym posiłku przespacerujcie się Avenue Kléber aż do samego Łuku Triumfalnego. Mając kartę Museum Pass nie musicie płacić za wstęp (bez karty zapłacicie 9,50 euro), na szczyt łuku możecie wejść od 10 do 23. Widok na Paryż jest niesamowity, zwłaszcza na część z wieżą. Ale też dzielnica biurowo-handlowa z wysokimi szklanymi budynkami La Defénse prezentuje się nieźle z tego punktu obserwacyjnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Łuk Triumfalny
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
widok na Montmarte
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
widok na Pola Elizejskie
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
widok na dzielnicę La Defénse
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
widok na Wieżę Eiffla

Po orzeźwiającej wizycie na dachu Łuku spacerem wybierzcie się do Luwru przez Pola Elizejskie nucąc pod nosem TO. Champs Elysées to ta najbardziej reprezentacyjna paryska aleja, łącząca plac Charles’a De Gaulle’a, na którym stoi łuk z Placem de la Concorde (po polsku Plac Zgody), gdzie znajdziecie diabelski młyn. Pola Elizejskie to prawie dwukilometrowa szeroka ulica bardzo popularna wśród turystów, nie tylko ze względu na znajdujące się tam liczne restauracje, kawiarnie, modne butiki, kina i teatry, czy hotele. Lubię tą część Paryża za to, że jest tak bardzo paryska – modna, przestrzenna i zawsze wypełniona turystami. To tutaj odbywają się ważne paryskie imprezy i wystawy, to tutaj co roku kończy się Tour de France. Kiedyś często przechadzała się tędy sama Maria Antonina. Zbliżając się do Luwru będziecie mieli okazję pospacerować jeszcze po Ogrodach des Tuileries, a jeśli dopadnie Was zmęczenie, usiądźcie na jednej z ławek albo krzeseł wystawionych przy którejś z fontann i cieszcie się promieniami słońca rozświetlającymi przestrzeń wokół Was.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
gdzieś na Placu Zgody (Concorde)
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
spacerem przez Ogrody Tuileries
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ogrody Tuileries przy Luwrze

Zbliżając się do Luwru w pierwszej kolejności zobaczycie wielką szklaną piramidę (chociaż istnieje duże prawdopodobieństwo, że najpierw rzucą Wam się w oczy olbrzymie ilości ludzi stojących w kolejce do muzeum). Te wszystkie budynki, które Was otaczają należą do Luwru. Właśnie zmierzacie, żeby zwiedzić wnętrza ich wszystkich – podobno żeby zwiedzić jako tako cały Luwr potrzeba 5 godzin – bo Luwr to największe na świecie muzeum sztuki. Przyznam się, że ja wyszłam po 1,5 godzinie, z czego ostatnie pół godziny spędziłam na poszukiwaniu wyjścia z niego. To nie że było tam tak nudno (nawet dla mnie – niezbyt wielkiego miłośnika takich miejsc, muzeum było ciekawe i zrobiło na mnie niemałe wrażenie), ale moje nogi nie chciały już ze mną współpracować, domagały się solidnego odpoczynku. Luwr zwiedzicie codziennie poza wtorkami od 9 do 18 (w środy i piątki do 21:45). Bilet wstępu kosztuje 15 euro (bezpłatnie z kartą Museum Pass). Najbardziej znanym dziełem przechowywanym w Luwrze jest Mona Lisa Leonarda da Vinci – rozpocznijcie od zobaczenia właśnie tego obrazu, póki macie jeszcze dużo siły i zapału do skupienia uwagi na obrazach i rzeźbach. Mona Lisę znajdziecie w częście Denon (w holu głównym wybieracie spośród części Denon, Richelieu a Sully – możecie oczywiście zwiedzić każdą z nich) na piętrze I, podążajcie za znakami. Tak jak pisałam wyżej, Luwr mnie pokonał (bardziej moje nogi), musiałam wrócić do hotelu, żeby zregenerować siebie. Bo wieczorem chciałam zobaczyć migającą wieżę Eiffla.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pół godziny przed zachodem słońca ponownie stanęłam na środku placu Trocadero, ludzi było nie mniej niż w ciągu dnia – chciałam wykorzystać dobre fotograficzne światło. Potem czekałam aż wieża zacznie migać – kto widział już to chociaż raz w życiu wie, że widok taki jest niezapomniany. W czasie letnim pierwsze miganie zaczyna się o 22, w zimowym o 21 – każde miganie trwa jakieś 3 minuty. Poza miganiem, nocną porą wieża świeci – wygląda wtedy jak złota wieża. Kilka minut przed 21 z różnych stron Trocadero można było usłyszeć krzyki i oklaski ludzi niecierpliwie czekających na to miganie, jakby wołaniem można było przyspieszyć czas. Ale to zachowanie turystów jeszcze dodało uroku oczekiwaniu (i upewniło mnie, że pod koniec marca wieża zacznie migać jednak o 21 a nie 22, czego nie byłam pewna siadając na murku na Trocadero, bo dzień wcześniej przestawiliśmy zegarki na czas letni). Równo o 21 wieża zaczęła migać tysiącami świateł – przeżycie bezcenne! Na samą myśl o tym momencie uśmiecham się sama do siebie. I chcę tam wrócić. Taką namiastkę tamtej chwili znajdziecie poniżej. Namiastkę – musicie przeżyć to na własnej skórze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
próbując uchwycić całą wieżę
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
migająca Eiffla – zdjęcie z wydłużonym czasem naświetlania
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
migająca Eiffla – zdjęcie ze „zwykłym” czasem

Jeśli chcecie wejść na Wieżę Eiffla, możecie to zrobić codziennie od 9:30 do 23:45 – im bliżej godzin zamknięcia, tym mniejsze kolejki turystów (Paryż za dnia łatwiej zobaczyć na przykład ze szczytu Łuku Triumfalnego albo tarasu Galerii Lafayette, a nocą warto wybrać wjazd na wieżę). Niestety wejścia na wieżę nie obejmują żadne zniżki, a cenowo wygląda to tak: na 2 piętro zapłacicie 10 euro, za wjazd windą na ten sam poziom – 16 euro (wejście schodami nie jest takie złe!). Jeśli jednak chcecie dostać się na sam szczyt wieży, za wjazd windą zapłacicie 25 euro, za wejście schodami na 2 poziom, a potem wjazd windą na szczyt – 19 euro. Możecie też połączyć podziwianie Paryża z wieży z kuchnią francuską – na 1 i 2 piętrze znajdziecie wykwintne restauracje serwujące dania kuchni francuskiej (wcześniej zarezerwujcie stolik tutaj, wcześniej – w tym przypadku to dwa miesiące wcześniej). W restauracji obowiązuje dress code – zapomnijcie o shortach i krótkich rękawach albo sportowym outficie), poza tym na każdym z tych pięter są też bary z przekąskami do zjedzenia na miejscu albo zabrania na wynos. Na drugim piętrze jest też bar z makaronikami – możecie zjeść je na miejscu albo zabrać ze sobą na sam szczyt wieży i popić je serwowanym właśnie na szczycie budowli szampanem. Fajny pomysł na spędzenie ostatniego wieczoru w Paryżu.

Na zakończenie pobytu w Paryżu chciałam spróbować żabich udek – uwierzcie, że tak popularne danie kuchni francuskiej było niemożliwe do upolowania z całej okolicy Wieży Eiffla! Ostatecznie musiałam się zadowolić paryską zupą cebulową, ślimakami i crémem brûlee. I to o północy w Paryżu! Palce lizać!  – no może mniej jeśli chodzi o ślimaki…

dav
paryska zupa cebulowa
dav
kolejny przysmak – ślimaczki w sosie pietruszkowo-czosnkowym
dav
ale najpierw trzeba wydłubać ślimaka z muszli
dav
a na deser créme brûlee

 

Musiałabym spędzić w Paryżu jeszcze conajmniej kilka dni, żeby odhaczyć kolejne miejsca z mojej listy. Na pewno tam jeszcze kiedyś wrócę, może wtedy uda mi się zwiedzić Wersal i Disneyland 🙂 ale na pewno przejdę się znowu Champs Elysées, posiedzę na ławce w Ogrodzie Tuileries i będę się gapić na Wieżę Eiffla z placu Trocadero popijając truskawki winem Chardonnay Blanc.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s