Kiedy najlepiej złożyć wizytę w Machu Picchu?

Kiedy najlepiej złożyć wizytę w Machu Picchu?

 

Jak zmobilizować ludzi z całego globu do zabawy? Stworzyć listę popularnych turystycznych miejsc i wydać dekret o wybraniu najlepszych siedmiu. Tak więc od 1 stycznia 2006 roku do 6 lipca 2007 roku w grę tą (pod przewodnictwem szwajcarskiej firmy) zabawił się cały świat. I tym oto sposobem w jednym worku znalazł się indyjski grobowiec Taj Mahal, widoczny z kosmosu Wielki Mur Chiński, starożytne Koloseum, czerwona Perta w Jordanii, meksykańskie Piramidy Chichen Itza, olbrzymia statua Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro i tajemnicze Machu Picchu.

 

Sprawa jest nieco skomplikowana (i naciągana), zresztą sami zauważcie, że dwa spośród cudów znajdują się w najludniejszych państwach świata (głosować mógł każdy, wielokrotnie). Dlatego nie oznacza to w żadnym wypadku, że tych siedem miejsc jest najlepszych na świecie, bo są niby cudowne, jak to na cuda przystało. Ale że na wyobraźnię współczesnych ludzi dobrze działa lista jakichś rzeczy NAJ, utworzono i taką, żeby napędzać wielki portfel turystyki XXI wieku. No cóż, sama też dałam się w to wkręcić. Pocieszam się, że o tyle dobrze, bo świadomie. Jeśli więc przyjdzie Wam kiedyś do głowy myśl zobaczenia owych cudów, prędzej czy później Wasze kroki skierują się w stronę Wiecznego Miasta w Peru – owianego wielką tajemnicą królestwa Inków – Jegomościa Machu Picchu.

 

Do Ameryki Południowej przyciągnęło mnie kilkanaście innych powodów, Machu Picchu miało być dodatkiem. Jak się potem okazało, bardzo zacnym dodatkiem. Stąd też o nim Wam dzisiaj piszę.

 

Nie opiszę jednak moich ochów i achów podczas spoglądania na dzieło Inków, ale to, co zwykle bardziej Was interesuje – kasa. Rozwieję też dylemat, o której porze dnia ów cud prezentuje się lepiej, i na której z dwóch gór szybciej wylać ostatnie poty. Dla mega widoku ma się rozumieć.

 

IMG_20190213_060829.jpg
Macchu Picchu – zdjęcie zrobione telefonem, przeze mnie rzecz jasna

 

Kiedy wybrać się do Machu Picchu: tłoczno czy mokro?

 

Ponieważ Peru leży na innej półkuli niż Polska, pory roku są tam odwrócone. A właściwie są całkiem inne: sucha i mokra. Słuchając przewodników, najlepszą porą na wyprawę w te srony jest okres od połowy maja do września, który charakteryzuje mało opadów, chłodniejsze wieczory i ranki. Ale odwrotnie proporcjonalną do deszczu ilość turystów. Czyli tłumy.

Wybierając listopad i następujące po nim miesiące aż do marca, podejmujecie ryzyko nie zobaczenia Machu Picchu, bo będą chmury, mgła, a nawet powódź błotna czy wodna, liczyć musicie się też z tym, że nawet droga z Cusco może być nieprzejezda. A nikt Wam zainwestowanych już w bilet pieniędzy nie odda, nawet jeśli nie wystawiliście nosa poza Cusco, bo tak lało, że drogi były zupełnie nieprzejezdne.

Skutecznie Wam odradziłam podróż w tą stronę globu na przełomie roku? Nie chcę przekreślać tego co wyżej napisałam, tylko dlatego, że tak mówią przewodniki. Sama Machu Picchu odwiedziłam w lutym. Już w Cusco straszyli, że mosty zarwane, drogi zamknięte, można zginąć, Machu całe w chmurach, nic nie zobaczę. Ale nie poddałam się. I wiecie co? Było idealnie: cudny wschód słońca, turystów można było policzyć na palcach wszystkich kończyn jednego zdrowego człowieka.

Co polecam? Decyzję zostawiam Wam: pewna pogoda i dużo ludzi kontra wolna przestrzeń i lekki dreszczyk niepokoju.

 

cof_vivid
nie musiałam wycinać żadnego turysty ze zdjęcia
cof_vivid
i tutaj też nie! taka nagroda czeka Was, kiedy wybierzecie się z wizytą od listopada do marca

 

 

Rozwiejmy kolejny dylemat: o wschodzie słońca czy w samo południe będąc wyspanym i najedzonym?

 

O ile w punkcie pierwszym dałam Wam pole manewru, tutaj nie mam wątpliwości: koniecznie rano w pierwszej turze, pierwszym możliwym autobusem (albo pieszo, ale wtedy marsz najlepiej rozpocząć o 4).

 

Wchodzę za mury ogrodzenia Machu Picchu, które otulone są jeszcze poranną mgłą. Wdrapuję się nieco wyżej, odwracam się, żeby zaczerpnąć trochę tchu, chmury i mgła opuszczają to miejsce i moim oczom ukazuje się ten niezapomniany widok, który po dziś dzień wywołuje lekki dreszczyk. I pragnienie powrotu!

 

Decyzję musicie podjąć już w momencie kupowania biletów. Pierwsza pora to 6 rano, potem co godzinę aż do 14. Zwiedzanie kończy się po 6,5 godziny. Według mnie czas ten jest wystarczający. Bilety kupicie klikając w link. Na pewno nie odkładajcie ich zakupu na ostatni moment (dostępne są z rocznym wyprzedzeniem). Ilość miejsc jest ograniczona i choć wydawać by się mogło, że 2500 osób dziennie to dużo, uwierzcie mi, to nie dużo i w szczycie sezonu bilety rozchodzą się migiem. Zapłacicie za nie kartą debetową bądź kredytową (cierpliwości, jest to żmudny i denerwujący proces), po zakupie koniecznie je wydrukujcie i zabierzcie ze sobą w podróż. Tak samo jak i paszport, który wraz z biletem będzie Wam niezbędny do przekroczenia bramki w Machu Picchu.

Podsumowując: 6 rano to idealny moment na stanie oko w oko z zaginionym Miastem Inków.

 

cof_vivid
według mnie Machu Picchu prezentuje się najpiękniej tuż po wschodzie słońca
cof_vivid
i kolejne zdjęcie, na którym nie ma żadnych turystów
cof_vivid
wszystkie zdjęcia robiłam telefonem, z wrażenia zapomniałam, że dźwigam w plecaku aparat wraz z trzema obiektywami

cof_vivid

 

 

Przejdźmy dalej: zwiedzanie bardziej na luzie czy idziemy na całość?

 

Na zwiedzenie całego obiektu Machu Picchu, jak pisałam wyżej, przeznaczone jest 6 i pół godziny. To dużo czy za mało? Według mnie w sam raz. Cały ten czas można przeznaczyć tylko budowli Inków. Można też spędzić te cenne minuty w muzeum. Albo wspiąć się na jedną z dwóch otaczających gór.

Osobiście nie zastanawiałam się ani chwili, którą opcję wybrać. Jedyny dylemat brzmiał: która góra da mi lepszy widok. Z perspektywy czasu wiem, że gdybym nie doszła na szczyt, po dziś dzień czułabym niedosyt.

Możecie się zastanawiać, czy nie lepiej te 6,5 godziny przeznaczyć na dogłębne poznanie samego miasta, a nie jakieś tam wchodzenie na góry (jakieś tam w moim wypadku pochłonęło połowę tego czasu). Ale moja podpowiedź mimo wszystko brzmi: NIE, (przecinek) idźcie na górę. Czas, który pozostanie Wam na samo już miasto po (lub przed) trekkingiem, będzie w sam raz. Nawet na foteczki. Nawet na ściganie alpak. Nawet na chwilę odsapnięcia i zjedzenie drugiego śniadania z mega widokiem.

Według mnie, zdobycie jednego z dwóch (podczas jednorazowej wizyty w Machu Picchu można wejść tylko na jedną z nich) szczytów jest tą wisienką na torcie Machu Picchu.

 

cof_vivid
Huayna Picchu zdobyta
cof_vivid
taki widok należy się zmęczonym wędrowcom, wspinającym się na andyjskie szczyty
dav_vivid
a w dolu, pod chmurami oczywiście Machu Picchu
fbt
czas na selfie z aplakami zawsze się znajdzie

 

 

 

Ostatni i największy dylemat: którą górę wybrać?

 

To, uwierzcie mi, jest największy dylemat każdego wędrowca w Machu Picchu.

Góry są dwie: Machu Picchu Mountain i Huayna Picchu.

Góra Machu Picchu to ta, która na zdjęciach jest tłem do Wiecznego Miasta. Wznosi się na 3082 metry npm. Na szczyt prowadzi dobrze oznaczony i zadbany szlak, dosyć szeroki, nie ma problemu z mijaniem napotkanych turystów. Czas wejścia i zejścia podawany jest jako 3,5 godziny. Góra ta polecana jest rodzinom z dziećmi i osobom starszym. Jej zdobycie zajmuje dłużej, ale podejścia są łagodniejsze. Maksymalna ilość osób to 800 dziennie.

To wszystko co teraz napisałam, wyszperałam w Internecie. Bo można wybrać tylko jedną górę podczas jednego dnia wizyty. Sama wybrałam Huayna Picchu i to o niej mogę się wypowiedzieć. Jeśli napotkacie na blogach namawianie do wyboru jednej z nich, potraktujcie to z przymrużeniem oka, chyba, że autor odwiedził Machu Picchu conajmniej dwa razy i każdorazowo wybrał inną z nich, dotarł na sam szczyt i wrócił cały i zdrowy na dół.

Wejście na Huayna Picchu (2720 metrów npm, dziennie 400 osób) nie było łatwe, chociaż z moją kondycją nie jest najgorzej. Strome, wąskie podejścia, nierzadzko niezbędne okazywały się zamontowane w skale łańcuchy. Nie raz musiałam zatrzymywać się po przejściu 20 metrów, żeby odsapnąć. Inni mieli podobne problemy. Huayna Picchu nie jest polecana małym dzieciom, osobom starszym i z problemami zdrowotnymi. Odradza się też ją tym z lękiem wysokości. Miejscami szlak był zatłoczony, zwłaszcza w późniejszych godzinach (późniejszych, tutaj mam na myśli godzinę 10, podejście zaczęłam o 7).

Chociaż przeklinałam pod nosem, że zdecydowałam się na wchodzenie (serio, nie było łatwo), ilekroć odwracałam się za siebie i widziałam ruiny miasta Inków, chciałam iść wyżej i wyżej. Planowo wejście i zejście miało zająć 2,5 godziny, ale ze wszystkimi przystankami, zdjęciami i podziwianiem widoku (i nie oszukujmy się, chwilami, tymi dłuższymi, na zaczerpnięcie tchu), zajęło mi to dobre 4 godziny.

Wybór należy do Was

Obojętnie, którą z gór wybierzecie, daję głowę, że widok będzie obłędny i niezapomniany. Rada moja taka: którąkolwiek górę wybierzecie, wykupcie najwcześniejsze wejście, za czym przemawia: mało turystów na szlaku (kiedy schodziłam i zobaczyłam kolejkę czekających na wejście na późniejszą porę, cieszyłam się, że wybrałam godzinę 7), nie będzie jeszcze aż tak gorąco, i po trzecie, rozstępujące się chmury, kiedy zerkałam na Machu Picchu w dole to była najlepsza nagroda za mój wysiłek.

 

ozedf_vivid
ta góra przede mną to właśnie Huayna Picchu
dav_vivid
widok na Machu Picchu ze szczytu Huayna Picchu

 

 

No dobra. Tyle pisania, a Wasz wzrok pewnie przeskakuje linijki w poszukiwaniu cyferek o odpowiedzi na pytanie: a ile to kosztuje?

Cena jest jednakowa przez cały rok, o każdej porze dnia. Same ruiny Machu Picchu to 65 dolarów. Dodatkowa góra (jednakowa cena): 80 dolarów. Muzeum – dopłata 7 dolarów (w godzinach od 12 do 16 za darmo). Jeszcze raz wstawiam link, gdzie możecie kupić bilety.

Ciekawostka: Peruwiańczycy za bilet wstępu zapłacą 28 dolarów (42 dolary wraz z górą). A osoby należące do Andean Community (obywatele Kolumbii, Boliwii i Ekwadou) 35 dolarów, z górą 50 dolarów.

 

Ważne – zanim Wasza noga stanie w Machu Picchu

  1. Bilety kupcie z wyrzedzeniem czasowym, w szczycie sezonu nawet kilka miesięcy przed planowaną podróżą.
  2. Jeśli zależy Wam na którejś z gór, a zwłaszcza Huyana Picchu, tym bardziej wcześniej pomyślcie o biletach, 2-3 miesiące wcześniej to takie minimum. Potem bilety są już niedostępne.
  3. Na zwiedzanie zabierzcie ze sobą wodę i jakieś małe przekąski – na terenie obiektu nie ma możliwości zakupienia niczego zwalczającego głód.
  4. Jeśli wybierzecie najwcześniejszą porę, zorientujcie się w swoim hotelu w Aguas Calientes czy o tak wczesnej porze możecie liczyć na śniadanie. Większość z nich oferuje takowe nawet o 5 rano. Dopytajcie dzień wcześniej!
  5. Jeśli przypadkiem zdarzy Wam się omyłkowo wyjść poza mury Machu Picchu w czasie swojego zwiedzania (zdarza się wyjątkowo często – w tym mnie), przejdźcie ponownie przez bramki, nie wpadajcie w panikę tak jak zrobiłam to ja. Dlatego bilet zachowajcie nie tylko jako pamiątkę.

 

cof_vivid
jak zwiększyć przyjemność zwiedzania Machu Picchu (i nie tylko)?
cof_vivid
unikać szczytu sezonu
dav_vivid
wstać wcześnie rano

 

Wiecie już kiedy najlepiej wybrać się do Zaginionego Miasta, wiecie też, że warto się trochę pomęczyć i wdrapać na jedną z dwóch gór towarzyszących Machu Picchu. Ale czy w ogóle warto lecieć pół świata do Miasta Inków?

Każde miejsce na ziemi warte jest odwiedzenia. Tym bardziej te, klasyfikowane jako cuda, bez względu jakim sposobem na listę cudów wskoczyły. Machu Picchu jest zachwycające, tajemnicze, pobyt w nim powoduje ciary. Najchętniej wspominanym przeze mnie momentem wizyty w tej andyjskiej krainie jest pierwsze zetknięcie z nim, kiedy ruiny spowite były chmurami, turystów było jak na lekarstwo, a ci co tam byli, jeszcze nie do końca rozbudzeni, byli nieszkodliwi. Zaś kiedy zeszłam z góry Huayna Picchu, była może 11.30, momentami cieżko było przejść, było głośno, tłoczno. Machu Picchu straciło swój urok i tajemniczość. Zresztą jak każde miejsce, gdzie człowiek gromadzi się tłumnie.