Bośnia i Hercegowina to kraj, który nie ma na sobie filtru z mediów społecznościowych. Jedni powiedzą: szkoda… Ale na szczęście jest na świecie jeszcze cała rzesza ludzi, na których takie właśnie hasło działa jak magnes i przyciąga z niewyobrażalną siłą.
Sama znalazłam się tu podczas bałkańskiej objazdówki, którą wraz ze swoją ekipą śmiem nazywać wesoło: Bałkantripem (dla odmiany naszego poprzedniego wielkiego tripa – Eurotripa). Cóż mogę rzec? Bośnia i Hercegowina to raj dla ludzi aktywnych, nieszukających gotowych, wygodnych rozwiązań, ale oczekujących prawdy, potu, widoków od których pęka serce i smaków, za które w zachodniej Europie płaci się krocie. To też smutna lekcja historii, którą warto bliżej poznać.
Pakujcie plecaki i odwiedźcie ten niewielki bałkański kraj już tego lata! Aby Wasza podróż w ten bałkański zakątek była jak najbardziej efektywna, poniżej zostawiam Wam wyczerpującą listę najlepszych perełek Bośni i Hercegowiny.
Sarajewo – wyjątkowa stolica kraju
Nie mogłabym zacząć inaczej niż od stolicy Bośni i Hercegowiny. Sarajewo to miasto, które często określane jest mianem najbardziej niedocenianej stolicy na Bałkanach, a dla mnie stanowi absolutne serce regionu! Jest urocze, a do tego naszpikowane historią. Mimo że zazwyczaj unikam standardowych tras wycieczkowych, tutaj historia jest tak gęsta i ważna, że trzeba się w nią zanurzyć.
Swoją eksplorację zacznijcie od Mostu Łacińskiego (Latinska ćuprija). To właśnie w tym niepozornym miejscu w 1914 roku młodziutki Gawriło Princip zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda, zapoczątkowując tym samym wybuch pierwszej wojny światowej. Choć to smutne wydarzenie, nie wyobrażam sobie być w Sarajewie i tutaj nie zawitać. Tuż obok znajdziecie potężny Ratusz (Vijećnica). Budynek został doszczętnie zniszczony podczas oblężenia w 1992 roku, ale na szczęście precyzyjnie go odrestaurowano, dzięki czemu dziś znów dominuje w krajobrazie.
Prawdziwa dusza miasta kryje się jednak w Baščaršiji, czyli starym mieście, które wygląda tak, jakby czas zatrzymał się w piętnastym wieku. Spacerując z aparatem po tych wąskich uliczkach, czułam absolutną magię tego miejsca, mijając stoiska z miedzianymi dzbankami przypominającymi lampy Aladyna i pamiątkami wykonanymi z łusek po nabojach. Koniecznie dotrzyjcie do Placu Gołębi, gdzie stoi słynna, drewniana fontanna Sebilj. Lokalna legenda głosi, że kto napije się z niej wody, na pewno wróci do Sarajewa. No cóż, nie napiłam się wody z fontanny, zobaczymy więc czy będzie mi jeszcze dane powrócić do Sarajewa…
Podczas intensywnej eksploracji stolicy koniecznie skierujcie swoje kroki na Cmentarz Męczenników Kovači. Wiecie doskonale, że z zasady omijam klasyczne nekropolie, jednak to zatrzęsienie białych, smukłych nagrobków rozlewających się na stromym, zielonym zboczu miasta dosłownie zapiera dech w piersiach i zmusza do głębokiej refleksji. To tutaj, w absolutnej ciszy przerywanej jedynie szumem wiatru, pochowano żołnierzy oraz cywilów, którzy stracili życie podczas tragicznego oblężenia w latach dziewięćdziesiątych, co uświadamia prawdziwą skalę niedawnej tragedii i pozwala w pełni zrozumieć mroczną, trudną historię tego niezwykle gościnnego miasta.
Na koniec dnia, jeśli chcecie podziwiać stolicę Bośni i Hercegowiny w promieniach zachodzącego słońca, wybierzcie się na wzgórze Trebević. Jeśli wybierzecie opcję wjazdu zrekonstruowaną kolejką linową, poczujecie dreszczyk emocji. Obłędny widok na Sarajewo to nie wszystko co czeka na was na górze! Słyszeliście może o betonowym torze bobslejowym z Zimowych Igrzysk Olimpijskich ’84? Nie, nie zjedziecie nim dzisiaj Wy w zamian za wytrenowanych sportowców, ale jestem pewna, że zrobicie tu dziesiątki fantastycznych zdjęć, bo tor dziś porośnięty mchem i pokryty graffiti to bardzo wdzięczny obiekt do fotografowania.

Szczyt Maglić i Park Narodowy Sutjeska
Skoro o pagórkach i górach była mowa wyżej, pozostańmy w tym temacie. Tym razem polecam Was nie byle jaki pagórek, a najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny – Maglić. Wznosi się na imponujące 2386 m n.p.m. Pewnie mało kogo uda mi się namówić do wylewania siódmych potów wdrapując się na jakąś kapryśną górę na swoim URLOPIE! Ale Park Narodowy Sutjeska to w końcu nie tylko szczyt Maglić, dlatego nie skreślajcie tego punktu jeszcze!
Maglić to absolutny król Parku Narodowego Sutjeska i miejsce, które bezlitośnie zweryfikuje Waszą formę. Zanim się tu wybierzecie musicie wiedzieć, że Maglić to góra wybitnie kapryśna, stroma i nie wybaczająca najmniejszych błędów. Samo dotarcie do jej podnóży – najczęściej w okolicach płaskowyżu Prijevor – wymaga mocnego auta terenowego i stanowi już niezłą przygodę, wiele osób swoją przygodę z górą kończy właśnie tutaj.
Prawdziwe wyzwanie zaczyna się jednak dopiero na szlaku. Wspinaczka prowadzi przez osypujące się piaski, luźne kamienie i momentami niemal pionowe, skalne fragmenty, które wycisną z Was siódme poty. Jeśli planujecie zmierzyć się z tym masywem, musicie mieć absolutną pewność co do swojej kondycji, bo góra potrafi szybko pokonać turystów nieprzygotowanych na tak ekstremalny wysiłek. Ale jak to zwykle bywa, kiedy po żmudnej i często bolesnej wspinaczce staniecie wreszcie na szczycie, błyskawicznie zapomnicie o każdym kryzysie na trasie. Panorama, która otwiera się z wierzchołka, jest po prostu obłędna. Obejmuje ona morze ostrych, dramatycznie poszarpanych bałkańskich szczytów, a głęboko w dolinie majaczy wspaniałe, szmaragdowe jezioro Trnovačko, które swoim idealnym kształtem serca przypomina pocztówkowy retusz, choć znajduje się już po stronie czarnogórskiej.
Wróćmy jeszcze na chwilę do samego parku parku Sutjeska. Ten gromny obszar kryje w sobie potężny, zielony skarb, jakim jest Perućica – jeden z ostatnich zachowanych na kontynencie europejskim lasów pierwotnych. Wstęp do tego dzikiego, nienaruszonego ludzką ręką gąszczu jest możliwy tylko pod okiem licencjonowanego przewodnika, ale to absolutnie fascynujące, pełne pokory doświadczenie. Spacerując w gęstym cieniu potężnych, kilkusetletnich drzew, uświadomicie sobie, jak wyglądała Europa tysiące lat temu, zanim człowiek zaczął agresywnie ingerować w przyrodę. To miejsce daje do myślenia.

Rafting po rwących rzekach
Skoro mowa o cudach natury i solidnym wysiłku, nie możemy pominąć wodnych żywiołów. Bośnia i Hercegowina to absolutny raj dla miłośników raftingu, a na tapecie mamy tu dwie niesamowite rzeki: Tara oraz Neretwa. Zacznę od tej pierwszej, którą miałam okazję dość dobrze poznać podczas szalonego i niezapomnianego raftingu w Czarnogórze, o którym więcej pisałam w tym wpisie.
Zastanawiacie się pewnie, co rzeka Tara, kojarzona głównie z Czarnogórą, robi w zestawieniu must see Bośni i Hercegowiny? Odpowiedź jest prosta – Tara na swoim końcowym, niesamowicie malowniczym odcinku tworzy naturalną granicę między tymi dwoma państwami. To właśnie dlatego z bośniackiej strony (szczególnie w okolicach miejscowości Foča) startuje cała masa świetnie zorganizowanych spływów pontonowych, które łączą oba te kraje. Co więcej, z hydrograficznego punktu widzenia to szalenie ciekawy przypadek! Sama rzeka Tara powstaje wysoko w górach z połączenia dwóch mniejszych potoków: Opasanicy i Verušy. Jednak to nie koniec jej transformacji – dokładnie na granicy bośniacko-czarnogórskiej, w okolicach miejscowości Šćepan Polje, nasza graniczna bohaterka wpada w ramiona rzeki Pivy, by od tego momentu wspólnie tworzyć potężną rzekę Drinę. Kanion Tary to najgłębszy tego typu twór w całej Europie, więc emocje są tu gwarantowane, a jeśli zdecydujecie (za moim przykładem) na rafting po rzece Tara, popłyniecie rwącą wodą i w Czarnogórze i w Bośni i Hercegowinie.
Jeśli jednak szukacie potężnych wrażeń zlokalizowanych w stu procentach na terytorium Bośni i Hercegowiny, Wasze kroki (a raczej wiosła!) powinny skierować się ku Neretwie. Jeśli myśleliście, że widzieliście już wodę o idealnym kolorze, poczekajcie, aż spojrzycie na ten niesamowity, głęboko szmaragdowy nurt przecinający potężny kanion w okolicach miejscowości Konjic.
Oglądanie obu tych rzek z brzegu to jednak zdecydowanie za mało dla głodnych wrażeń dusz. Wskoczenie do pontonu to absolutny bałkański must do. Co ważne, nie musicie być wyczynowymi sportowcami, żeby podjąć to wyzwanie. Ostrzegam jednak – po kilku godzinach intensywnego zmagania się z żywiołem poczujecie mięśnie, o których istnieniu mogliście zapomnieć, nawet jeśli tak jak ja regularnie przerzucacie żelastwo na siłowni i nie obca Wam jest codzienna joga na macie. Wokół obu rzek znajdziecie mnóstwo świetnych obozów raftingowych, w których licencjonowani i niezwykle charyzmatyczni skipperzy zadbają o Wasze bezpieczeństwo. A co najlepsze? Po dopłynięciu na metę, kiedy wyjdziecie na brzeg zmęczeni i cali mokrzy, lokalni gospodarze zazwyczaj ugoszczą Was gorącą, tradycyjną czorbą.

Mostar – atrakcja numer jeden
Rzeka Neretwa płynnie doprowadziła nas do perełki Bośni i Hercegowiny – Mostaru i jego starego mostu. Nie wyobrażam sobie odwiedzić tego kraju i nie spędzić kilku godzin spacerując po wyślizganej kostce Mostaru spoglądając na most i śmiałków skaczących z niego wprost do lodowatej wody. Most jest tak popularny, ale przy tym niezmiernie wyjątkowy, dlatego postanowiłam poświęcić mu oddzielny wpis, do którego dostaniecie się klikając w ten link.

Počitelj – kamienne miasteczko
Počitelj to absolutny architektoniczny ewenement na mapie Bośni i Hercegowiny. Miasteczko, zbudowane w całości z jasnego kamienia, dosłownie „przykleiło się” do stromego, skalistego zbocza i układa się w spektakularny amfiteatr, którego sceną jest płynąca w dole szmaragdowa Neretva. To żywy skansen, w którym przeplatają się wpływy średniowieczne i osmańskie. Choć w 1993 roku, podczas wojny w Bośni, miejscowość została brutalnie zniszczona, dzięki starannym pracom rekonstrukcyjnym znów zachwyca odwiedzających i znajduje się na liście informacyjnej UNESCO.
To idealny przystanek na trasie (np. między Mostarem a wodospadami Kravica), by na chwilę przenieść się w czasie. Co warto tu zobaczyć? Twierdza (Kula) Gavrankapetanovicia, czyli najwyższy punkt miasteczka i jego najbardziej fotogeniczna wizytówka. Średniowieczne mury i baszty stanowiły ważny punkt obronny. Wspinaczka na sam szczyt potrafi zmęczyć, ale widok z okien zrujnowanej wieży na rzekę, meczet i dachy domów to absolutny klasyk, dla którego warto tu przyjechać.
Meczet Šišman Ibrahim-paszy (Hajji Alija) został wzniesiony w 1562 roku, jest jednym z najpiękniejszych przykładów klasycznej architektury osmańskiej w kraju. Zniszczony podczas wojny, został pieczołowicie odbudowany. Wyróżnia się strzelistym minaretem i ogromnym dziedzińcem. Obok niego rośnie potężny, stary cyprys, który ocalał z wojennej pożogi.
Wieża Zegarowa (Sahat-kula), XVI-wieczna wieża górująca nad miastem. Co ciekawe, w przeciwieństwie do większości wież na Bałkanach, ta w Počitelju nie jest na planie kwadratu, lecz ośmiokąta. Jej dzwon (pochodzący podobno z Krety) został przetopiony na amunicję na początku XX wieku.
Nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie dodała jeszcze beztroskiego, spontanicznego spaceru po wyślizganych uliczkach miasta. Im późniejszą (albo wcześniejszą) porę w ciągu dnia wybierzecie, tym więcej satysfakcji zapewni Wam taki spacer.

Višegrad i most Sokollu Mehmed-paszy
Położony we wschodniej części Bośni i Hercegowiny Višegrad to miasto, którego serce od stuleci bije w rytmie rzeki Driny. Byż może kojarzycie tę nazwę z lekcjo historii, a jeśli nie, wiedzcie, że to właśnie tutaj znajduje się jeden z najważniejszych i najpiękniejszych zabytków w całym kraju – monumentalny most z czasów osmańskich, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To właśnie dla tego mosto musiałam tu przybyć.
Most Sokollu Mehmed-paszy to niekwestionowana gwiazda regionu! Zbudowany w XVI wieku (w latach 1571–1577) na polecenie wielkiego wezyra Mehmeda-paszy Sokolovicia, a zaprojektowany przez najsłynniejszego osmańskiego architekta, Mimara Sinana. Most wspiera się na 11 potężnych łukach i stanowi arcydzieło ówczesnej inżynierii. Na jego środku znajduje się charakterystyczny portal (kapija) – tradycyjne miejsce spotkań, dyskusji i odpoczynku okolicznych mieszkańców. Most zyskał światową sławę dzięki powieści „Most na Drinie”. Jej autor, Ivo Andrić, spędził w Višegradzie dzieciństwo, a za swoją twórczość otrzymał w 1961 roku literacką Nagrodę Nobla. Będąc tutaj, warto spojrzeć na budowlę właśnie przez pryzmat tej epickiej opowieści o losach zwykłych ludzi splecionych z burzliwą historią regionu.
Aby w pełni docenić majestat i symetrię mostu, nie ograniczajcie się tylko do spaceru po nim. Najlepsze zdjęcia i widoki uzyskacie podczas krótkiego rejsu małymi łódkami turystycznymi po szmaragdowej rzece Drinie. Tutejsi flisacy chętnie snują podczas rejsu lokalne anegdoty. Most wygląda najpiękniej, pewnie Was tu nie zdziwię, o wschodzie lub zachodzie słońca.
Obowiązkowym punktem wizyty jest wypicie tradycyjnej, parzonej w dżezwie bośniackiej kawy w jednej z kawiarni znajdujących się na brzegu, tuż przy moście. To idealny moment na zatrzymanie się, spróbowanie słodkiego rahat lokum i wczucie w powolny, bałkański rytm (tzw. merak).
W centrum miasteczka, w bezpośrednim sąsiedztwie mostu oraz przy wejściu do kompleksu Andrićgrad, znajdują się wygodne, ogólnodostępne parkingi. Samo miasteczko jest niewielkie, więc bez problemu i pośpiechu zwiedzicie wszystkie najważniejsze punkty na piechotę.

Blagaj i klasztor Derwiszów
Jestem przekonana, że jeśli interesowaliście się już Bośnią i Hercegowiną od turystycznej strony, słyszeliście o tym miejscu. Zaledwie kilkanaście kilometrów od gwarnego Mostaru znajduje się miejsce, w którym potęga natury i ludzka duchowość łączą się w sposób absolutnie spektakularny. Blagaj to niewielka miejscowość, która skrywa jeden z największych skarbów Bośni i Hercegowiny – wciśnięty pod pionową, dwustumetrową skałę historyczny klasztor, spod którego wypływa rzeka.
Tuż przy samej skale znajdziecie klasztor Derwiszów (Tekija), zbudowany około 1520 roku dom modlitewny muzułmańskiego zakonu sufich (derwiszów). To perła architektury osmańskiej, charakteryzująca się bielonymi ścianami i drewnianymi elementami, która dosłownie przylega do surowej skały. Wnętrze skrywa tradycyjne dywany, rzeźbione sufity i pomieszczenia przeznaczone do medytacji (zikr). Z okien klasztoru roztacza się niesamowity widok na turkusową wodę. Pamiętajcie, że klasztor to wciąż czynne i święte miejsce dla muzułmanów, dlatego obowiązują tu ścisłe zasady ubioru. Przed wejściem należy zdjąć buty. Kobiety muszą mieć zakryte ramiona, kolana oraz włosy (warto mieć w plecaku własną chustę, choć przy wejściu można bezpłatnie wypożyczyć odpowiednie okrycia). Mężczyźni również muszą mieć długie spodnie (lub wypożyczyć chustę do obwiązania się w pasie).
To tu znajduje się też źródło rzeki Buny (Vrelo Bune). Dziś to jedno z najpotężniejszych i najpiękniejszych źródeł krasowych w całej Europie. Z ciemnej jaskini u podnóża klifu woda wypływa z zawrotną prędkością (wiosną to nawet 43 tysiące litrów na sekundę!). Woda w rzece ma zaledwie kilka stopni Celsjusza, co latem tworzy wokół niesamowicie przyjemny, chłodzący mikroklimat. Za niewielką opłatą lokalni przewodnicy zabierają turystów na krótkie rejsy małymi, gumowymi łódeczkami bezpośrednio do wnętrza jaskini, z której wybija woda. Sama jednak zdecydowanie Wam to odradzam!
Blagaj to jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych w kraju. Aby uniknąć tłumów i upału, a także nacieszyć się prawdziwym mistycyzmem tego miejsca, najlepiej przyjechać tu wcześnie rano lub późnym popołudniem, kiedy wycieczki autokarowe wracają już do hoteli.

Bośniackie wodospady
Bośnia i Hercegowina to kraj niezwykle bogaty w zjawiskowe formacje wodne. Kiedy turysta wpisuje w wyszukiwarkę hasło wodospady w BiH, zazwyczaj wyskakuje mu jeden dominujący wynik – słynna Kravica. Trudno się temu dziwić. Nazywana „bośniacką Niagarą”, robi kolosalne wrażenie. Woda spływa tu potężnymi kaskadami z kilkudziesięciu metrów prosto do naturalnego, szmaragdowego basenu, w którym latem można legalnie się kąpać. Należy jednak pamiętać, że ogromna popularność ma swoją cenę: w sezonie wakacyjnym to miejsce pęka w szwach. Jeśli chcecie zmyć z siebie pył podróży w spokoju, wizytę w Kravicy zaplanujcie na wczesne godziny poranne, tuż po otwarciu kas.
Nie wszyscy jednak wiedzą, że Bośnia i Hercegowina może pochwalić się również innymi wodnymi cudami, które oferują zupełnie inną, bardziej kameralną atmosferę. Co jeszcze warto zobaczyć na wodnym szlaku?
Wodospad Koćuša to doskonała alternatywa dla zatłoczonej Kravicy, położona zaledwie kilkanaście kilometrów dalej. Oferuje równie zachwycający pokaz siły natury i szeroką ścianę spadającej wody, ale dzięki mniejszej rozpoznawalności pozwala cieszyć się tym widokiem bez tłumów i komercyjnego zgiełku. To idealne miejsce na spokojny przystanek. Jeśli kupiliście bilet wstępu do wodospadu Kravica (zrobicie to w kasie na miejscu, albo online pod tym linkiem), możecie na tej samej wejściówce odwiedzić wodospad Koćuša.
Jajce i Młynki Plivskie – unikat na skalę europejską! Jajce to prawdopodobnie jedyne miasto, w którego samym sercu z hukiem spada 22-metrowy wodospad (w miejscu ujścia rzeki Plivy do Vrbasu). Będąc tam, wystarczy wybrać się na krótki spacer w górę rzeki, by dotrzeć do kompleksu kilkusetletnich, drewnianych młynków wodnych (Mlinčići). Zostały one niezwykle malowniczo wkomponowane w naturalne kaskady pomiędzy jeziorami.

Park Narodowy Una
W tym punkcie udowodnię Wam, że Bośnia i Hercegowina na swoje Jeziora Plitvickie (o tych prawdziwych, chorwackich, przeczytacie w tym wpisie). Rzeka Una to dla wielu – w tym zdecydowanie i dla mnie – najpiękniejsza rzeka na całych Bałkanach. Jej niesamowity, jaskrawo szmaragdowy kolor wręcz razi po oczach i wydaje się niemal nierealny. Aby chronić ten unikalny, nieskażony ekosystem, w północno-zachodniej części kraju utworzono Park Narodowy Una. To rozległy teren, który skrywa w sobie dwa absolutnie wyjątkowe, choć zupełnie różne od siebie kompleksy wodospadów. Zdecydowanie warto odwiedzić oba, by zobaczyć, jak odmienne oblicza potrafi mieć ta sama rzeka.
Wodospad Štrbački Buk to główna gwiazda parku i pokaz niesamowitej, dzikiej siły natury. Rzeka Una z potężnym hukiem przetacza się tutaj przez wysokie, skalne progi. Teren wokół wodospadu został świetnie przygotowany dla turystów – poprowadzono tu system drewnianych kładek i platform widokowych zawieszonych tuż nad spienioną wodą, co pozwala bezpiecznie i z bardzo bliska podziwiać ten żywioł. Fotografie stąd to absolutny must have z wyjazdu.
Drugi, Martin Brod, położony nieco dalej na południe, oferuje zupełnie inne, znacznie bardziej kameralne doświadczenie. To rozległy kompleks kaskad i mniejszych wodospadów, wplecionych w zieleń i tradycyjną zabudowę wsi. Nie znajdziecie tu spektakularnych, wybudowanych platform ani tłumów z aparatami. Tutaj natura i spokój grają pierwsze skrzypce. Spacer wzdłuż rzeki w tym miejscu to czyste ukojenie dla oczu i uszu.
Musicie wiedzieć, że dotarcie do Štrbački Buk bywa wyzwaniem. Ostatnie kilometry prowadzą dość wąską, szutrową i wyboistą drogą. Nie zniechęcajcie się jednak – standardowe auto osobowe da sobie z nią radę, wymaga to po prostu powolnej i ostrożnej jazdy. Droga dojazdowa do Martin Brod jest z kolei znacznie bardziej przystępna i w większości asfaltowa.
Park Narodowy Una jest obszarem chronionym i płatnym. Bilety kupuje się w oficjalnych punktach kontrolnych (budkach) przy wjazdach do poszczególnych stref parku. Warto mieć przygotowaną gotówkę (marki transferowalne). W pobliżu wejścia do Štrbački Buk znajdziecie niewielkie punkty gastronomiczne i ławeczki, gdzie można odpocząć. W Martin Brod infrastruktura jest minimalna, co tylko potęguje autentyczny klimat tego miejsca.

Medziugorje (Međugorje)
Niezależnie od osobistych przekonań religijnych, Medziugorje to miejsce o unikalnym fenomenie socjologicznym i duchowym, które od 1981 roku, za sprawą domniemanych objawień maryjnych, przyciąga miliony pielgrzymów z całego świata. Ta niegdyś spokojna, hercegowińska miejscowość przekształciła się w tętniące życiem centrum kultu, w którym głęboki mistycyzm i wyciszenie kontrastują z mocno rozwiniętą komercją i infrastrukturą turystyczną.
Co trzeba tu zobaczyć? Na pewno Górę Objawień (Podbrdo), bo to właśnie tutaj, na surowym, kamienistym zboczu, według relacji miało dojść do pierwszych spotkań z Matką Bożą. Ścieżka prowadząca na szczyt jest stroma i wyłożona ostrymi głazami, a wzdłuż niej ustawiono odlane z brązu płaskorzeźby przedstawiające tajemnice różańca.
Zwróćcie też uwagę na gorę Križevac – znacznie wyższe i bardziej wymagające fizycznie wzniesienie. Na jego szczycie już w 1933 roku, na długo przed pierwszymi doniesieniami o objawieniach, miejscowi parafianie wznieśli potężny, betonowy krzyż. Droga na szczyt służy pielgrzymom jako plenerowa Droga Krzyżowa.
Na koniec – kościół św. Jakuba, czyli centralny punkt miejscowości. Wokół świątyni stworzono rozbudowaną infrastrukturę ułatwiającą obsługę tłumów: ołtarz polowy mogący pomieścić tysiące wiernych, dziesiątki zewnętrznych konfesjonałów umożliwiających spowiedź w kilkudziesięciu językach oraz rzeźbę Chrystusa Zmartwychwstałego, wokół której nieustannie gromadzą się wierni.
Zarówno Podbrdo, jak i Križevac to góry niezwykle wymagające pod kątem podłoża. Kamienie wyślizgane przez miliony stóp są gładkie i bardzo zdradliwe. Wejście tam w klapkach, sandałach czy trampkach o płaskiej podeszwie jest niebezpieczne. Niezbędne będą stabilne buty sportowe lub trekkingowe. W miesiącach letnich (szczególnie w lipcu i sierpniu) temperatury w Hercegowinie są ekstremalnie wysokie. Ze względu na całkowity brak cienia, wspinaczkę na oba wzgórza należy planować bardzo wcześnie rano (najlepiej tuż po wschodzie słońca) lub późnym popołudniem. Konieczny jest duży zapas wody i nakrycie głowy.

Dzikie konie z Livno
Na koniec moja osobista bośniacka PEREŁKA! U podnóża góry Cincar, tuż nad miastem Livno, kryje się jeden z najbardziej niezwykłych i najmniej znanych fenomenów przyrodniczych w Europie. Na rozległym płaskowyżu Kruzi żyje na wolności stado liczące obecnie ponad 800 koni. Technicznie rzecz biorąc, nie są to konie dzikie, lecz zdziczałe – to potomkowie zwierząt pociągowych, które w drugiej połowie XX wieku (wraz z postępującą mechanizacją rolnictwa oraz w wyniku wojny na Bałkanach) zostały wypuszczone przez miejscowych rolników na wolność. Przez dekady zwierzęta te zaadaptowały się do surowych warunków górskich, a dziś widok pędzącego stada na tle nieskażonej natury to doświadczenie, które na długo zapada w pamięć.
Główną atrakcją jest samo obcowanie ze zwierzętami w ich naturalnym środowisku. Konie poruszają się w mniejszych i większych grupach rodzinnych. Obserwowanie ich zachowań, interakcji i swobody na ogromnych, krasowych przestrzeniach na wysokości ponad 1200 m n.p.m. przypomina prawdziwe afrykańskie safari, przeniesione w bałkańskie realia.
Samo otoczenie robi równie gigantyczne wrażenie co zwierzęta. Surowe, pofalowane łąki, strome zbocza, rozrzucone wapienne głazy i poczucie absolutnej izolacji od cywilizacji stanowią genialne tło do fotografii krajobrazowej.
Choć na płaskowyż można wjechać na własną rękę, kategorycznie odradza się to osobom bez odpowiedniego doświadczenia i rasowego samochodu terenowego (4×4). Szutrowe drogi są strome, wyboiste i pełne ostrych kamieni. Najbezpieczniejszym i najbardziej efektywnym rozwiązaniem jest wykupienie wycieczki (tzw. wild horses safari) u lokalnych przewodników w Livnie. Dysponują oni odpowiednimi pojazdami i doskonale wiedzą, gdzie w danym dniu przebywają stada.
Płaskowyż jest niezwykle wietrzny, a warunki atmosferyczne na tej wysokości bywają kapryśne i potrafią zmienić się w kilkanaście minut. Nawet w środku upalnego, bałkańskiego lata koniecznie zabierzcie ze sobą do plecaka ciepłą bluzę lub kurtkę przeciwwiatrową (softshell).
Pamiętajcie, że konie, mimo iż często ciekawskie i podchodzące do samochodów, pozostają zwierzętami dzikimi. Należy zachować spokój, nie wykonywać gwałtownych ruchów i nie hałasować. Pod żadnym pozorem nie wolno karmić ich ludzkim jedzeniem. Lokalni przewodnicy zazwyczaj mają przy sobie odpowiednie przekąski (np. marchewki) i poinstruują Was, czy i jak można bezpiecznie poczęstować zwierzęta.
Standardowa wycieczka z przewodnikiem z Livna na płaskowyż i z powrotem trwa zazwyczaj od 3 do 4 godzin. To idealny przystanek, który można zaplanować na pierwszą połowę dnia podczas przejazdu przez zachodnią część Bośni i Hercegowiny.









0 komentarzy