KANARY: Gran Canaria – 10 MUST SEE wyspy imprez

sty 27, 2026 | Europa, Hiszpania, Kanary, Wyróżnione | 0 komentarzy

recepta_na_podroz_faro

To właśnie od Gran Canarii zaczęłam swoją przygodę z Wyspami Kanaryjskimi. Akurat tej wyspy nie planowałam, ale akurat na Gran Canarię były najtańsze loty. Sami rozumiecie. Miałam tu spędzić dwa dni, by potem udać się na La Gomerę i Teneryfę.

Przyznam szczerze, że przed wylądowaniem na Gran Canarii miałam mnóstwo obaw. W mojej głowie ta wyspa funkcjonowała głównie jako „imprezowa stolica Kanarów”, mekka młodych Brytyjczyków szukających głośnych klubów i zabawy do białego rana. Spodziewałam się betonowej dżungli, hoteli-molochów wyrastających jeden na drugim i dudniącej muzyki, przed którą nie ma ucieczki. I choć takie miejsca oczywiście istnieją (wystarczy zajrzeć do Playa del Inglés), Gran Canaria zafundowała mi jedną z najpiękniejszych lekcji pokory.

Okazało się, że ta wyspa ma niesamowite, drugie oblicze – dzikie, przyrodniczo oszałamiające i niezwykle autentyczne. Zaskoczyło mnie to, że wcale nie trzeba było uciekać daleko od cywilizacji, aby zaznać absolutnej ciszy i bliskości z naturą. Pamiętajcie więc, że Gran Canaria to nie tylko huczne imprezy. Często nazywana jest kontynentem w miniaturze, który rzuca wyzwanie zmysłom odwiedzających.

Ponieważ Gran Canaria zaskoczyła mnie na tyle mocno, poniżej dzielę się z Wami moją receptą na tę wyspę – 10 punktów, które udowadniają, że jej serce bije w rytm natury, a nie tylko nocnych klubów.

Dunas de Maspalomas, czyli wersja kanarskiej Sahary

Dunas de Maspalomas to miejsce, które sprawi, że Gran Canaria spodoba Wam się od razu! Wygląda jak coś totalnie nie europejskiego, a przecież właśnie z Europą Kanary nam wszystkim się kojarzą. Co to takiego? To gigantyczny obszar 400 hektarów złotych gór piasku, które nieustannie „płyną” pod wpływem wiatru. Przez lata wierzono, że piasek ten przywędrował tu prosto z Sahary, jednak nauka mówi coś znacznie ciekawszego: to dzieło samego oceanu. Powstały one z drobno zmielonych szczątków koralowców i muszli, które prądy morskie wyrzucały na brzeg przez tysiąclecia. Niektórzy badacze twierdzą, że swój ostateczny, dzisiejszy kształt wydmy zyskały po wielkim tsunami z 1755 roku, które uderzyło w te wybrzeża.

Dziś ten teren jest chronionym rezerwatem przyrody, w którym możecie poczuć absolutną wolność. Kontrast między intensywnie żółtym piaskiem a głębokim błękitem oceanu jest tak silny, że trudno oderwać wzrok. To żywy organizm – każdego dnia wiatr rzeźbi tu inne wzory, a piasek potrafi zasypać ścieżki w ciągu kilku godzin. To idealne miejsce, by usiąść na grani wydmy i obserwować, jak słońce powoli chowa się za horyzontem, malując wszystko na krwistopomarańczowy kolor.

Praktycznie:

  • Wstęp na wydmy jest całkowicie bezpłatny. Nie wymaga też rezerwacji.
  • UWAGA! Nie zaleca się chodzenia po wydmach, o czym głoszą rozwieszone na ogrodzeniu tabliczki. Niestety, bardzo dużo ludzi to ignoruje.
  • Jeśli punkt wyżej Was zasmucił, nic straconego! Tuż przy wydmach wytyczona jest ścieżka, która zwykle i tak cała jest w piachu, poczujecie więc namiastkę piasku pod stopami. Pamiętajcie, by nie iść tam boso w południe – piasek nagrzewa się do temperatur, które mogą dotkliwie poparzyć stopy!
  • Najlepszy punkt wejścia w okolicę wydm to pasaż przy hotelu Riu Palace Maspalomas.
  • Jeśli chcecie pójść na całość, zarezerwujcie nocleg w którymś z okolicznych hoteli. Wtedy ten dość surrealistyczny widok będziecie mogli podziwiać przez okno co dnia.

recepta_na_podroz_dunas
recepta_na_podroz_dunas
recepta_na_podroz_dunas
recepta_na_podroz_dunas

Roque Nublo – monolit w samym sercu wyspy

Roque Nublo to bazaltowy strażnik Gran Canarii, który wznosi się dumnie na wysokość 80 metrów na środku surowego płaskowyżu. Powstał miliony lat temu jako tzw. nek wulkaniczny – twardy rdzeń dawnego wulkanu, który przetrwał potężne procesy erozji, podczas gdy miększe skały wokół niego po prostu zniknęły. Dla pierwotnych mieszkańców wyspy, Guanczów, było to miejsce o charakterze mistycznym, oś świata i punkt kontaktu z bogami, gdzie składano dary w nadziei na deszcz i pomyślność. Patrząc na to miejsce, nie trudno się im dziwić…

Wędrówka pod sam monolit to doświadczenie, które zapada w pamięć. Stojąc u jego stóp, na wysokości blisko 1813 m n.p.m., czujecie niesamowitą potęgę natury i spokój, jakiego nie znajdziecie w żadnym kurorcie. Przy dobrej widoczności horyzont otwiera się tak szeroko, że zobaczycie sąsiednią Teneryfę z dumnym szczytem El Teide. To miejsce udowadnia, że Gran Canaria to góry i chmury, a nie tylko nadmorskie hotele.

Praktycznie:

  • Zwiedzanie jest darmowe, ale obecnie obowiązkowa jest rezerwacja przedziału czasowego na przejście szlaku. Rezerwacji dokonuje się na oficjalnej stronie internetowej. Pamiętajcie, że jeśli nie zjawicie się na czas na początku szlaku, może spotkać Was przykra niespodzianka w postaci anulowania tej oraz innych rezerwacji na Gran Canarii.
  • Jeśli zjawicie się tu bez rezerwacji, będziecie musieli dokonać jej na miejscu. Ale uwaga, jeśli nie będzie wolnych miejsc, nie zostaniecie wpuszczeni na szlak.
  • Popularny do tej pory parking (Degollada de La Goleta) został zamknięty na stałe. Teraz najbliższy spot do bezpiecznego zostawienia auta to Cruz de Los Llanos (około 5 km pieszo w obie strony do Roque Nublo).
  • Szlak Roque Nublo zaczyna się przy głównej drodze, skąd biegnie 1,5 kilometrów, aby dotrzeć do okolic naturalnego pomnika – Roque Nublo i jego brata – Roque de La Rana.
  • Więcej informacji znajdziecie na tej stronie.

Pico de las Nieves i Cruz de Tejeda

Pico de las Nieves (1949 m n.p.m.) to najwyższy punkt wyspy. Jego nazwa, po polsku Szczyt Śniegów wzięła się stąd, że w XVII wieku budowano tu specjalne studnie lodowe (pozos de nieve). Ludzie zbierali śnieg, ubijali go na lód i w specjalnych koszach transportowali nocami na grzbietach zwierząt w niższe partie wyspy.

Z kolei pobliski Cruz de Tejeda to od wieków główny węzeł komunikacyjny wyspy, gdzie pasterze krzyżowali swoje szlaki.

Obecnie oba punkty oferują jedne z najbardziej spektakularnych panoram w całym archipelagu. Z Pico de las Nieves możecie podziwiać, jak pofałdowana i górzysta jest Gran Canaria, a Cruz de Tejeda pozwala poczuć sielski klimat górskiego miasteczka zawieszonego nad przepaścią. To właśnie tutaj najlepiej widać, jak chmury często zatrzymują się na północnych stokach, tworząc morze chmur, z którego wystają tylko najwyższe szczyty.

Sama na szczyt Gran Canarii postanowiłam się nie wspinać, oszczędzałam siły na El Teide, o czym przeczytacie tutaj.

Praktycznie:

  • Wstęp w oba miejsca jest bezpłatny. Parking również jest bezpłatny.
  • Spośród trzech studni śnieżnych, które kiedyś istniały na szczycie Gran Canarii, dwie, które zostały odrestaurowane i są dostępne dla zwiedzających, znajdują się po stronie San Mateo: Studnia Śnieżna Los Canónigos i Duża Studnia Śnieżna. Są dobrze oznakowane i łatwo je znaleźć w okolicy szczytu.
  • Na punkt widokowy w Cruz de Tejeda można dojechać aż na sam koniec samochodem.
  • Pamiętajcie o ciepłym swetrze! Kiedy na plażach Gran Canarii jest upalnie, w Cruz de Tejeda może być dużo, dużo chłodniej.
  • Zatrzymajcie się w Tejeda na lunch i spróbujcie bienmesabe – słodkiej pasty z migdałów, która jest lokalnym skarbem kulinarnym.
  • Przy dobrej widoczności powietrza dojrzycie stąd El Teide.

recepta_na_podroz_tejeda
recepta_na_podroz_tejeda
recepta_na_podroz_tejeda
recepta_na_podroz_tejeda
recepta_na_podroz_nublo

Barranco de las Vacas, czyli kanaryjska Arizona

Kiedy przeczytałam o tym miejscu w Internecie, powątpiewałam, że to faktycznie na żywo może wyglądać dobrze. Jak się cieszę, że zdecydowałam się sprawdzić to na własne oczy!

To miejsce to prawdziwy geologiczny cud, który przez lata był tajemnicą znaną tylko lokalnym mieszkańcom. Barranco de las Vacas to wąwóz, w którym woda przez tysiące lat cierpliwie szlifowała porowatą skałę wulkaniczną. Wynikiem tego procesu są gładkie, falujące ściany o czerwonawym odcieniu, które do złudzenia przypominają słynny Kanion Antylopy w Arizonie, USA.

Mimo że odcinek ze spektakularnymi formacjami skalnymi ma zaledwie kilkanaście metrów długości, robi on kolosalne wrażenie. Przechodząc przez ten naturalny korytarz, poczujecie się jak w labiryncie czasu. To jedno z tych miejsc na wyspie, które najlepiej pokazuje, jak woda, nawet w tak suchym klimacie, potrafi być potężnym rzeźbiarzem.

Praktycznie:

  • Wstęp jest darmowy i nie wymaga rezerwacji.
  • Brak tu oficjalnego parkingu oraz oficjalnego szlaku, dlatego udając się tu szukajcie zatoczek przy drodze GC-550. Nie będzie trudno zlokalizować właściwego miejsca, bo zwykle cieszy się sporym zainteresowaniem, co poznacie po liczbie zaparkowanych aut.
  • Aby do niego wejść, trzeba przejść pod mostem drogowym. Bądźcie tu rano (8-9), aby uniknąć tłumów i uchwycić najlepsze światło padające do wnętrza kanionu.

recepta_na_podroz_vaca1
recepta_na_podroz_vaca1
recepta_na_podroz_vaca1
recepta_na_podroz_vaca1

Guayadeque Ravine – barranco, czyli wąwóz

Jesteście gotowi na kolejne WOW na Gran Canarii? Wąwóz Guayadeque to podróż do korzeni Kanarów. To jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie tradycja domów jaskiniowych nie jest skansenem, ale żywą, codzienną rzeczywistością. Pierwotni mieszkańcy, których już chyba dobrze znacie – Guanczowie, drążyli tu groty, by chronić się przed upałem i wrogami, a ich potomkowie mieszkają tam do dziś, mając w skałach kuchnie, sypialnie, a nawet Wi-Fi!

Spacerując dnem wąwozu, poczujecie bliskość z naturą i historią, która na Gran Canarii jest wyjątkowo trwała. Wąwóz jest porośnięty tysiącami kaktusów i drzew migdałowych, a jego pionowe ściany budzą prawdziwy respekt. To miejsce udowadnia, że człowiek potrafi żyć w pełnej symbiozie z trudnym, wulkanicznym terenem, nie niszcząc go, a stając się jego częścią. Oby powstało więcej takich inicjatyw!

Praktycznie:

  • Zwiedzanie wąwozu i osad jaskiniowych jest bezpłatne i nie wymaga rezerwacji.
  • Wąwóz możecie zwiedzać na wiele sposobów: pieszo, rowerem, konno, a jeśli brakuje Wam tak jak i mnie czasu, doskonale poznacie go przejeżdżając przez niego samochodem. Opuście szyby, jedźcie powoli i delektujcie się naturą, ciszą, widokami, zapachem.
  • Jeśli jednak chcecie przejść cały wąwóz pieszo, zarezerwujcie co najmniej pół dnia. Czeka Was 15 km urokliwego spaceru! Po więcej informacji zerknijcie tutaj.
  • Zjedzcie obiad w restauracji Tagoror – to ogromny lokal w całości wykuty w skale. Chłód jaskini w upalny dzień jest nie do opisania!

recepta_na_podroz_barranco
recepta_na_podroz_barranco
recepta_na_podroz_barranco
recepta_na_podroz_barranco

Cueva de los Pilares – skalne miasto dawnych Kanaryjczyków

Trafiłam tu przypadkiem, bo została mi ostatnia wolna godzina do zachodu słońca. Musicie dotrzeć tu i Wy. Najlepiej na zachód słońca. Nie pożałujecie!

Cueva de los Pilares to miejsce, które najlepiej oddaje geniusz inżynieryjny dawnych mieszkańców wyspy. Ten wielopoziomowy kompleks jaskiń został wykuty w miękkim tufie wulkanicznym setki lat temu, jeszcze przed przybyciem hiszpańskich konkwistadorów. Pierwotni mieszkańcy Gran Canarii nie traktowali jaskiń jako prymitywnych schronień – stworzyli w nich skomplikowane, pionowe osiedla, które zapewniały im bezpieczeństwo, doskonałą wentylację oraz stałą temperaturę przez cały rok.

Spacerując między poszczególnymi grotami, można dostrzec ślady dawnego życia: miejsca na paleniska, otwory służące do przechowywania ziarna oraz wykute w kamieniu przejścia łączące różne poziomy „budowli”. Stojąc w jednym z otworów wejściowych i patrząc na dno wąwozu, poczujecie dreszcz emocji na myśl o tym, że setki lat temu ktoś dokładnie w tym samym miejscu planował swoje zbiory lub wypatrywał nadchodzących gości. To miejsce uczy pokory wobec trudu, jaki włożono w ręczne wydrążenie tak ogromnego kompleksu przy użyciu najprostszych narzędzi z kamienia i drewna.

Praktycznie:

  • Zwiedzanie jaskiń jest całkowicie bezpłatne. Nie wymaga żadnych rezerwacji, a teren jest ogólnodostępny dla każdego, kto ma dość sił, by podejść pod górę.
  • Dojście do Cueva de los Pilares wymaga krótkiej, ale dość stromej wspinaczki kamienistą ścieżką. Koniecznie załóżcie buty z dobrą przyczepnością – sypki, wulkaniczny żwir potrafi być zdradliwy!
  • Większość turystów kończy wycieczkę na Quatro Puertas i potem wracają do samochodu i narzekają. Najbardziej imponująca sieć jaskiń ciągnie się z drugiej strony wzgórza. To właśnie ta bardziej przypomina zaginione miasto!
  • Najlepiej odwiedzić to miejsce późnym popołudniem, kiedy słońce wpada do grot, oświetlając ich wnętrza ciepłym, złotym blaskiem, co tworzy idealne warunki do zdjęć.

recepta_na_podroz_pilares
recepta_na_podroz_pilares
recepta_na_podroz_pilares
recepta_na_podroz_pilares
recepta_na_podroz_pilares

Mirador del Balcón i inne punkty widokowe

Mirador del Balcón to miejsce dla osób o mocnych nerwach, tym bardziej, jeśli ktoś ma lęk wysokości!

To szklana platforma widokowa zawieszona nad przepaścią na najbardziej dzikim, zachodnim wybrzeżu wyspy. Klify, które stąd widać, układają się w charakterystyczną linię nazywaną „Ogonem Smoka” (el rabo de dragón). To poszarpane, bazaltowe ściany, które pod kątem wpadają prosto do wzburzonego oceanu, tworząc krajobraz godny najbardziej epickich filmów fantasy.

Historia tego miejsca jest nierozerwalnie związana z budową dróg na Gran Canarii – przez dziesięciolecia ta trasa była uznawana za jedną z najbardziej niebezpiecznych w Hiszpanii ze względu na spadające kamienie. Dziś punkt widokowy jest bezpieczny i pozwala w pełni poczuć potęgę Atlantyku. To tutaj najlepiej zrozumiecie surowość wyspy i to, jak bardzo różni się ona od hotelowych basenów na południu.

Praktycznie:

  • Lubiecie to! Wstęp jest wolny i nie wymaga rezerwacji.
  • To jedno z najbardziej wietrznych miejsc na wyspie. Trzymajcie mocno telefony i kapelusze, bo bryza oceaniczna bywa tu niezwykle silna!
  • Zwykle tuż przy schodach prowadzących na platformę stoi pan z przyczepą obficie waładowaną w większości lokalnymi smakołykami. Przyjemniej ogląda się ładne widoki z czymś smacznym w ręku, prawda?
  • Nie poprzestańcie tylko na tym jednym punkcie! Wybrzeże Gran Canarii jest bardzo malownicze. Miejcie oczy szeroko otwarte!

recepta_na_podroz_maridor
recepta_na_podroz_maridor

Faro de Punta Sardina – surowy strażnik północy

Na północno-zachodnim cyplu wyspy, z dala od wszystkiego, stoi biało-czerwona latarnia Faro de Punta Sardina. To miejsce powstało w 1890 roku, by ułatwiać nawigację statkom płynącym między Gran Canarią a Teneryfą przez zdradliwe, oceaniczne prądy. Obecna wieża, choć nowsza, zachowała ten sam surowy klimat miejsca, w którym ląd bezpardonowo kończy się, ustępując miejsca bezkresnej wodzie.

Otoczenie latarni to obszar wulkanicznej surowości. Znajdziecie tu czarne skały, o które z ogromną siłą rozbijają się fale, oraz absolutny brak komercyjnej zabudowy! A dobrze wszyscy wiemy, że coraz trudniej o takie perełki. To miejsce dla tych, którzy chcą poczuć samotność podróżnika i spojrzeć w stronę horyzontu bez zbędnych rozpraszaczy. To tutaj poczułam, że natura na Kanarach jest nie do okiełznania, a latarnia jest jedynym ludzkim śladem w tym dzikim krajobrazie.

Praktycznie:

  • Zwiedzanie terenu wokół jest darmowe.
  • Droga dojazdowa prowadzi przez plantacje bananów – miejcie oczy otwarte, bo klimat tego miejsca jest niezwykle autentyczny i nieturystyczny.
  • Jak to bywa nad samym oceanem, może tu być bardzo wietrznie. Miejsce niezbyt przyjazne sukienkom!
  • To miejsce jest bardzo fotogeniczne, czego dowodem są poniższe zdjęcia.

recepta_na_podroz_faro
recepta_na_podroz_faro
recepta_na_podroz_faro
recepta_na_podroz_faro

Playa de Tufia i Playa de Aguadulce

Tufia to wioska rybacka, która skradła moje serce swoim spokojem. Trafiłam tu… przypadkiem w oczekiwaniu na samolot na La Gomerę! Zostawiam dla Was, bo plaża jest naprawdę bardzo urocza.

To skupisko biało-niebieskich domków przyklejonych do czarnych, lawowych skał, które przypominają architekturę greckich wysp. Miejsce to ma głębokie korzenie historyczne – dawniej była to osada rybaków, którzy cenili osłonięty od wiatru brzeg. Z kolei sąsiednia Playa de Aguadulce kryje obok siebie stanowisko archeologiczne – pozostałości dawnej osady Guanczów, którzy żyli tu w pełnej harmonii z morzem.

To, co zachwyca tu najbardziej, to kontrast. W Tufia macie do czynienia z czarnym, wulkanicznym piaskiem i krystalicznie czystą, spokojną wodą idealną do nurkowania. Kilka minut spacerem dalej, w Aguadulce, piasek staje się złoty, a zatoka nabiera turkusowego odcienia. Dwie plaże, dwa różne światy, a obie dzikie i wolne od hotelowego gwaru. To idealna „recepta” na odpoczynek blisko natury.

Praktycznie:

  • Bezpłatne miejsce, ale brak tu infrastruktury turystycznej (brak barów/toalet), co jest częścią uroku.
  • Tufia to raj dla nurków i amatorów snorkelingu. Koniecznie weźcie maskę – podwodne groty wulkaniczne są tu pełne życia!

recepta_na_podroz_playa
recepta_na_podroz_playa
recepta_na_podroz_playa
recepta_na_podroz_playa
recepta_na_podroz_playa

Przejażdżka wokół wyspy, czyli najlepsza recepta na przygodę

Nie da się poznać Gran Canarii (ani żadnej innej wyspy), siedząc w jednym miejscu. Prawdziwa historia tej wyspy jest zapisana w jej drogach, a legendarna trasa GC-200 to jej najbardziej emocjonujący rozdział. Ta droga, wijąca się wzdłuż klifów zachodniego wybrzeża, jest majstersztykiem inżynierii, który pozwala zobaczyć wyspę z perspektywy, o jakiej nie śniło się osobom zostającym w hotelach. Ale nie poprzestańcie tylko na niej! Jedźcie przed siebie, objedźcie wyspę na około!

Przejazd wokół wyspy to doświadczenie, które łączy wszystkie punkty naszej listy w jedną, spójną opowieść. Zobaczycie, jak krajobraz drastycznie zmienia się z każdym kilometrem – od suchych, niemal pustynnych wąwozów południa, po soczyście zielone doliny północy. To właśnie droga najdobitniej pokazała mi, że Gran Canaria to nie „wyspa imprez”, ale wyspa nieskończonych możliwości i przyrodniczych cudów, które czekają na każdego, kto odważy się zjechać z głównego szlaku.

Praktycznie:

  • Drogi na Gran Canarii oraz całych Kanarach są bezpłatne.
  • Jeśli to możliwe, zaplanujcie na tę trasę conajmniej pół dnia. Nie spieszcie się – zatrzymujcie się na każdym punkcie widokowym (mirador), bo każdy z nich serwuje zupełnie inną historię.
  • Wschód słońca na wschodzie wyspy, zachód na zachodzie – będzie malowniczo, magicznie, przepięknie!

recepta_na_podroz_drogi
recepta_na_podroz_drogi
recepta_na_podroz_drogi
recepta_na_podroz_drogi
recepta_na_podroz_drogi

Gran Canaria to wyspa, która nagradza ciekawskich. Moja podróż tutaj udowodniła mi, że warto odłożyć uprzedzenia na boku i dać się porwać naturze. Choć Gran Canaria i Teneryfa leżą blisko siebie, każda z nich ma inną duszę. Zresztą, to samo chyba można powiedzieć o całych Kanarach. Dlatego tak bardzo upieram się przy tym, żeby poznawania tego zakątka świata nie zamykać tylko na jednej z wysp!

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *