Na Kanarach byli już chyba wszyscy znani podróżnicy, youtuberze, blogerzy. Byli też moi bliżsi i dalsi znajomi. Nigdy nie zapomnę zdziwienia na twarzy tych ostatnich na wieść, że ja sama na Kanarach jeszcze nie byłam. Choć poznałam je dość dobrze wirtualnie, choć wiele razy już prawie kliknęłam ZAPŁAĆ w apce z tanimi lotami, choć planowałam przenieść się tam na kilka miesięcy i zdalnie pracować z ponoć zawsze ciepłej krainy, dopiero pod koniec 2025 roku po raz pierwszy stanęłam na kanaryjskim krańcu Europy. Za jednym tygodniowym razem odwiedziłam trzy wyspy: Gran Canarię, La Gomerę oraz Teneryfę. Wpis ten dedykuję tej pierwszej, o kolejnych przeczytacie klikając TU i TU (już niedługo!).
Teneryfa – tak dobrze znana wszystkim królowa Kanarów, bo chyba śmiało mogę ją tak tytułować, to największa i najbardziej zaludniona wyspa w archipelagu Wysp Kanaryjskich. Choć administracyjnie należy do Hiszpanii (i Unii Europejskiej), geograficznie leży u wybrzeży Afryki, na wysokości Sahary. To sprawia, że znajdziecie tu unikalną mieszankę europejskiego komfortu z egzotycznym, oceanicznym vibe’em.
Zanim przejdziemy do naszej listy must see, warto, żebyście poznali fundamenty tej niezwykłej wyspy. Mówi się o niej Isla de la Eterna Primavera, czyli, podobnie jak o Maderze, wyspa wiecznej wiosny. Bo temperatury rzadko spadają tu poniżej 18°C i rzadko przekraczają 30°C. Musicie jednak wiedzieć, że Teneryfa ma dziesiątki mikroklimatów. Południe wyspy jest suche, słoneczne i pustynne. Północ zaś zielona, wilgotna i często spowita chmurami. Dlatego, jeśli planujecie objechać wyspę, w Waszym bagażu muszą znaleźć się zarówno kąpielówki, jak i porządna bluza!
Teneryfa kompletnie może Was zaskoczyć! Zobaczycie, że wyspa ta to nie tylko słynne kurorty, ale przede wszystkim niesamowita różnorodność, którą możecie chłonąć wszystkimi zmysłami. Od surowych, wulkanicznych pustyń, przez gęste lasy mgliste, aż po kolonialne perełki – Teneryfa to Kanary w miniaturze!
Jeśli chcecie naprawdę poczuć receptę na udaną podróż, wynajmijcie samochód. Autobusy (nazywane tu guaguas) działają sprawnie, ale nie dowiozą Was w najbardziej dzikie zakątki Anagi czy na ukryte miradores przy zachodzie słońca. Drogi są świetnej jakości, choć te górskie wymagają od kierowcy odrobiny skupienia i braku lęku wysokości! Auto w naprawdę dobrej cenie czeka na Was pod tym linkiem.
Teraz gdy macie już bazę, możemy przejść do konkretów. Jesteście gotowi na listę miejsc na Teneryfie, które skradną Wasze serca? Specjalnie dla Was przygotowałam zestawienie absolutnych punktów must see, które sprawią, że Wasza podróż na Teneryfę będzie niezapomniana. Zapnijcie pasy i ruszajcie ze mną w wirtualną podróż!
Park Narodowy Teide: nie tylko spotkanie z wulkanicznym gigantem
To bezsprzecznie serce wyspy, gdzie poczujecie się tak, jakbyście wylądowali na innej planecie. Serio! Cały park narodowy to gigantyczna kaldera, nad którą dominuje najwyższy szczyt Hiszpanii – Pico del Teide (3718 m n.p.m.). Udało mi się zdobyć El Teide i to nie byle jak, bo w nocy! O wszystkim, co musicie wiedzieć przed wizytą na najwyższym szczycie Hiszpanii, przeczytacie w tym wpisie.
Jeśli jednak myśleliście, że Park Narodowy Teide to tylko jedna góra, to przygotujcie się na spore zaskoczenie. To obszar o powierzchni niemal 190 km², gdzie każdy kilometr trasy serwuje inne, kosmiczne widoki. Oto moje ulubione punkty:
Roques de García i Roque Cinchado
To najbardziej ikoniczne formacje skalne, które pewnie kojarzycie z pocztówek. Najsłynniejszą skałą jest Roque Cinchado, zwany Palcem Bożym, który wygląda, jakby przeczył prawom grawitacji.
Nie ograniczajcie się tylko do punktu widokowego przy parkingu. Polecam Wam przejście krótkiej, około 2-godzinnej pętli wokół skał (szlak nr 3). Zobaczycie tam m.in. Katedrę – monumentalną ścianę zastygłej lawy.
Minas de San José
To miejsce, w którym poczujecie się jak na planie filmu science-fiction (i słusznie, bo kręcono tu m.in. Starcie Tytanów). To ogromne pole jasnego, wulkanicznego żwiru, który tworzy surrealistyczne wydmy.
Uważam, że to idealne miejsce na sesję zdjęciową. Kontrast błękitnego nieba z pomarańczowym pyłem jest obłędny. Nie ma tu wyznaczonych trudnych szlaków, możecie po prostu spacerować po tym sypkim terenie i chłonąć ciszę.
Llano de Ucanca
To największa równina wewnątrz kaldery, która wygląda jak dno wyschniętego jeziora. Otaczają ją pionowe ściany skalne, co sprawia, że poczujecie się tu naprawdę mali wobec potęgi natury.
Zatrzymajcie się tu tuż przed zachodem słońca. Skały zmieniają wtedy kolor na intensywnie czerwony, a cienie wydłużają się, tworząc spektakl, którego nie zapomnicie.
Obserwatorium Astronomiczne Teide
Czy wiecie, że niebo nad Teneryfą jest jednym z najczystszych na świecie? Na zboczach gór znajduje się jedno z najważniejszych obserwatoriów astronomicznych na półkuli północnej. Charakterystyczne białe kopuły wyglądają na tle wulkanu niesamowicie.
Możecie zarezerwować wycieczkę z przewodnikiem (koniecznie online!), podczas której dowiecie się, jak bada się słońce i gwiazdy. To świetna opcja dla fanów nauki! Możecie też wybrać się na szczyt El Teide nocą, wtedy Droga Mleczna będzie na wyciągnięcie ręki. Jak to zrobić? Przeczytajcie tutaj.
Szlak Samara (Sendero de Samara)
Park Teide to przede wszystkim mnóstwo szlaków trekkingowych. Jeśli szukacie miejsca z mniejszą liczbą turystów, uderzajcie na szlak Samara. To łagodna pętla prowadząca wokół bocznych stożków wulkanicznych. Zobaczycie tu niesamowity kontrast: intensywnie czarny żużel wulkaniczny, z którego wyrastają soczyście zielone sosny kanaryjskie.
Z tego miejsca rozpościera się jeden z najlepszych widoków na boczny profil Teide oraz sąsiedni szczyt Pico Viejo. Co najważniejsze, szlaku tego nie musicie rezerwować! Na mapach szukajcie go pod symbolem PNT-13. Całość to nieco ponad 4,5 km.
Praktycznie:
- Wstęp do samego parku jest bezpłatny, ale jeśli planujecie wjazd kolejką linową u podnóża El Teide, w sezonie musicie zarezerwować bilety online z dużym wyprzedzeniem.
- Do parku prowadzą cztery główne drogi (z północy, południa, wschodu i zachodu). Każda z nich oferuje inne widoki – jeśli możecie, wjedźcie jedną, a wróćcie drugą!
- Większość punktów widokowych posiada małe, bezpłatne zatoczki – parkingi. Pamiętajcie jednak, by nie zostawiać w aucie nic wartościowego na widoku.
- Nawet jeśli w Puerto de la Cruz czy Los Cristianos jest 25 stopni, w parku może być tylko 10, a nawet mniej. Pamiętajcie, że nawet na Teneryfie warstwy to Wasz najlepszy przyjaciel! W parku będą Wam potrzebne też okulary i filtry przeciwsłoneczne.





Malpaís de Güímar: nieziemska wędrówka
To miejsce nie było na mojej liście liście must see Teneryfy. Trafiłam tu zupełnie przypadkowo, kiedy przygnało mnie tu poszukiwanie słońca. Jakże się cieszę, że poznałam to miejsce! To przykład kolejnego spotu na Kanarach, które wygląda jak miejsce nie z tej ziemi!
To teren uformowany przez lawę, który wygląda jak zastygła rzeka ognia porośnięta rzadkimi roślinami. Przejdziecie tu szlakiem wśród kaktusów i wulkanicznych stożków, czując pod stopami surową potęgę ziemi. To miejsce, gdzie zazwyczaj będziecie tylko Wy, wiatr i szum oceanu. Brzmi jak bajka, prawda?
Praktycznie:
- Wstęp do parku jest bezpłatny.
- Trasy trekkingowe są dobrze oznaczone, ale pamiętajcie o wygodnych butach, bo wulkaniczne podłoże bywa ostre i zdradliwe. Nie ma tu mowy o klapkach czy sandałach!
- Przyda się też butelka wody oraz przekąski, zwłaszcza jeśli wybierzecie dłuższy szlak. Darmo szukać tu sklepów.
- W przypadku złej pogody szlak, z powodu bezpieczeństwa, może zostać zamknięty nawet na kilka dni.





Masca: wioska zawieszona w chmurach
Przez większość osób to właśnie Masca uważana jest za topowe miejsce całej Teneryfy, czego sama do końca nie mogę pojąć. Fakt, że Masca robi wrażenie, zwłaszcza w promieniach wschodzącego słońca, ale z tym NAJ to zdecydowanie gruba przesada.
Bez wątpienia Masca wywoła u Was gęsią skórkę, zanim jeszcze dotrzecie do celu. Dlaczego? Bo droga prowadząca do tej maleńkiej osady w górach Teno jest uznawana za jedną z najbardziej widowiskowych (i wymagających!) tras w Europie. Czekają tu na Was dziesiątki ciasnych zakrętów, ale widok zrekompensuje Wam każdy trud.
Sama zaś Masca jest ładna, urocza, widowiskowa, może nawet instagramowa. Ale moim zdaniem nie jest widowiskiem numer jeden na Teneryfie. Czy warto tu przyjechać? Pewnie! Tym bardziej wcześnie rano, kiedy słońce cudownie doświetla słynną skałę. Wtedy też jest szansa, że uda Wam się zaparkować na parkingu.
Praktycznie:
- Wioska Masca jest darmowa do zwiedzania. Pamiętajcie jednak, że jest to wioska, w której ciągle mieszkają ludzie. Uszanujcie ich prywatność spacerując wąskimi uliczkami miejscowości.
- Jak już pisałam wyżej, parking przy Masca jest bardzo mały. Dlatego polecam Wam przyjechać tu wcześnie rano, aby uniknąć tłumów i autokarów. Oraz by zapewnić sobie miejsce na parkingu.
- Co do autokarów i mniej wprawnych kierowców, zdarza się, że potrafią zablokować trasę dojazdową do Masca. Dosłownie! Byliśmy świadkiem, jak niezbyt wprawny kierowca busa na kwadrans zablokował drogę, bo niezbyt umiejętnie radził sobie z zakrętami. Ucierpiała nawet karoseria busa…
- To idealne miejsce na kawę z widokiem, który zapamiętacie na długo. Na kawę (śniadanie albo lunch) wybierzcie La Fuente.





Parque Rural de Anaga: najbardziej zielona część wyspy
Jeśli marzycie o soczystej zieleni i mrocznym, tajemniczym klimacie, góry Anaga Was nie zawiodą. To najstarsza część wyspy, gdzie odkryjecie lasy laurowe (podobne jak cudowny Fanal na Maderze), pamiętające czasy sprzed milionów lat. Musicie tu przejść przez magiczny Túnel de las Hadas (Tunel Wróżek) oraz stanąć na punkcie widokowym Pico del Inglés, skąd przy dobrej widoczności zobaczycie oba wybrzeża wyspy. Na deser zostawcie sobie zjazd do wioski Taganana i spacer po dzikiej, czarnej plaży Benijo. Poza tym czekają tu na Was zjawiskowe szlaki oraz mnóstwo rewelacyjnych widoków na Teneryfę i ocean.
Praktycznie:
- Wstęp do parku jest całkowicie bezpłatny.
- Przygotujcie się na dużą wilgotność i mgły – to one tworzą ten unikalny klimat, raj dla fanów trekkingu i fotografii. Pamiętajcie też, że drogi tutaj bywają bardzo śliskie.
- Można tu spędzić nawet kilka dni, spacerując, plażując, chodząc po górach, fotografując. Po więcej informacji zapraszam Was tutaj.
- Ponieważ jest to najbardziej wilgotna i kapryśna pogodowo część Teneryfy, uwzględnijcie to w Waszym planie oraz liście rzeczy do spakowania.





Los Gigantes: olbrzymy budzące respekt
Jeśli chcecie poczuć się naprawdę mali wobec potęgi natury, musicie skierować się na zachodnie wybrzeże wyspy. To tutaj znajdują się Acantilados de los Gigantes, czyli gigantyczne, bazaltowe ściany, które wyrastają prosto z oceanu na wysokość nawet 600 metrów! Guanczowie, pierwotni mieszkańcy wyspy, nazywali je Ścianami Piekieł i patrząc na ich mroczny, surowy majestat, trudno się im dziwić.
Z czego słynie to miejsce? Przede wszystkim z niesamowitych widoków, ale Los Gigantes to także najlepsza baza wypadowa na rejsy w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. W wodach między Teneryfą a La Gomerą (doskonale widać ją stąd) te morskie ssaki mieszkają na stałe, więc szansa, że je spotkacie, jest całkiem wysoka!
Miasteczko ma typowo wakacyjny, ale nieco spokojniejszy charakter niż południowe kurorty. Spotkacie tu wielu amatorów sportów wodnych i fotografów polujących na idealne światło, które po południu przepięknie „maluje” strukturę klifów. Jeśli lubicie pływać i nie straszne Wam wyzwania, wybierzcie się do naturalnego basenu Isla Cangrejo. Możecie tam bezpiecznie moczyć się w oceanicznej wodzie, mając Olbrzymy niemal na wyciągnięcie ręki.
Praktycznie:
- Parkowanie w miasteczku, zwłaszcza w pobliżu portu, to wyższa szkoła jazdy. Ulice są wąskie i bardzo strome. Polecam szukać miejsca nieco wyżej i do centrum dotrzeć spacerem.
- Podziwianie klifów z lądu (np. z punktu widokowego Mirador Archipenque) jest całkowicie bezpłatne.
- Choć z lądu klify wyglądają potężnie, to dopiero z pokładu łodzi, płynąc tuż u ich podnóża, zrozumiecie ich prawdziwą skalę. To doświadczenie, którego nie zastąpi żadne zdjęcie. Jeśli zdecydujecie się na rejs, ceny zaczynają się od około 25-40 € za osobę, w zależności od czasu trwania i wielkości łodzi.





Playa de Las Teresitas: jedyna złota plaża na Teneryfie
To jedyna taka plaża na wyspie, na której poczujecie się jak na Karaibach. Zamiast czarnego piasku, który naturalnie występuje na Wyspach Kanaryjskich, znajdziecie tu złoty pył sprowadzony prosto z Sahary. Plaża jest szeroka, otulona setkami palm i osłonięta falochronem, co sprawia, że woda jest tu zawsze spokojna, cieplejsza i idealna do długich kąpieli.
Praktycznie:
- Plaża jest bezpłatna, posiada ogromny darmowy parking oraz pełne zaplecze sanitarne.
- W weekendy spotkacie tu mnóstwo lokalsów, co tworzy radosną, rodzinną atmosferę. Ale i większy gwar. Co kto lubi!
- Spacerując po molo na krańcu plaży uważajcie na niespodziewane fale, które mogą Was tam naprawdę zaskoczyć. PRzy gorszej pogodzie mogą być zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia.




El Médano: raj dla wolnych duchów
Jeśli kochacie surferski luz i wiatr we włosach, El Médano stanie się Waszym ulubionym miejscem. To miasteczko o unikalnym charakterze, gdzie nad szeroką, naturalną plażą dominuje Montaña Roja (Czerwona Góra). Poczujecie tu niesamowitą energię, obserwując setki kolorowych latawców kitesurferów tańczących na wietrze. To też doskonałe miejsce dla miłośników fotografii! To właśnie po to ostatnie pojawiłam się tu ja.
Praktycznie:
- Wstęp na plażę jest wolny, tak samo jak i parking tuż przy niej – zaparkujcie wzdłuż drogi.
- To świetne miejsce na spacer promenadą i zjedzenie obiadu w jednej z wielu knajpek serwujących świeże ryby w bardzo luźnej, wakacyjnej atmosferze.
- Jeśli chcecie popatrzeć na surferów i miłośników kitu z innej perspektywy, wybierzcie się (spacerem lub autem) na Muelle Público de El Médano. Mocno tu wieje, ale czego się nie zrobi dla dobrego zdjęcia? Ja sama uwielbiam wiatr i czułam się tu niczym ryba w wodzie!





San Cristóbal de La Laguna: kolonialna perła UNESCO
Zatrzymajmy się też na chwilę w miastach Teneryfy! W La Laguna poczujecie prawdziwy, kanaryjski klimat bez pośpiechu. To dawna stolica wyspy, która zachwyci Was kolorowymi fasadami kamienic, rzeźbionymi, drewnianymi balkonami i urokliwymi dziedzińcami. Miasto tętni życiem dzięki studentom, a każda uliczka kryje w sobie historię, która posłużyła jako wzór do budowy miast w Ameryce Łacińskiej, m.in. Hawany, Antigua w Gwatemali czy Granady w Nikaragui.
Miasto słynie przede wszystkim z niesamowitego układu urbanistycznego. La Laguna była pierwszym miastem pokoju – zbudowano ją bez murów obronnych, na planie regularnej siatki, co w XV wieku było rewolucją. Słynie z przepięknych, kolorowych fasad kamienic z charakterystycznymi drewnianymi balkonami oraz ukrytych, zielonych dziedzińców (patios), do których warto zaglądać przez otwarte bramy. To także miasto uniwersyteckie, więc historyczna powaga miesza się tu z energią młodych ludzi, setkami klimatycznych knajpek i zapachem świeżo palonej kawy.
W porównaniu do słonecznych kurortów na południu, tutaj spotkacie głównie lokalsów i studentów. Turystów jest sporo, ale miasto jest na tyle rozległe, że rzadko odczuwa się tu przytłaczający tłok. Panuje tu specyficzna atmosfera slow life – nikt się nie spieszy, a głównym zajęciem po południu jest el paseo, czyli niespieszny spacer głównymi deptakami (Calle Herradores i Calle Obispo Rey Redondo).
Praktycznie:
- Możecie tu łatwo dotrzeć tramwajem z Santa Cruz lub autem, choć znalezienie bezpłatnego parkingu w centrum bywa wyzwaniem. Miasto to wąskie uliczki i znalezienie wolnego miejsca, zwłaszcza w szczycie sezonu graniczy z cudem.
- To najlepsze miejsce na degustację lokalnych win i tapas w którejś z uroczych knajpek. Dodatkowo ceny w restauracjach są tu zazwyczaj niższe niż w kurortach na południu.
- Wiele zabytkowych kamienic mieści dziś instytucje publiczne, biblioteki lub sklepy. Nie bójcie się wejść do środka – często kryją one oszałamiające dziedzińce z kanaryjskiej sosny, o których nie piszą we wszystkich przewodnikach.

Candelaria: duchowe serce wyspy
Candelaria to miejsce, które podczas objazdu wyspy często mija się pędząc autostradą, a to wielki błąd! Sama dodałam ją do swojej listy po obejrzeniu youtubowego odcinka mojego ulubionego podróżnika – pana Roberta Makłowicza!
Jeśli chcecie zrozumieć tożsamość mieszkańców Teneryfy i poczuć dumę, jaką darzą swoją historię, musicie tu zjechać. To miasteczko to religijna stolica archipelagu, ale spokojnie – nawet jeśli nie interesuje Was turystyka sakralna, Candelaria oczaruje Was swoim nadmorskim klimatem i potęgą historii pierwotnych mieszkańców wyspy.
Dwie rzeczy sprawiają, że Candelaria jest absolutnie wyjątkowa. Po pierwsze: Bazylika Matki Boskiej z Candelarii, w której znajduje się figura słynnej Czarnej Madonny, patronki całych Wysp Kanaryjskich. Po drugie, i dla wielu najbardziej spektakularne: dziewięć ogromnych, brązowych posągów Menceyes, czyli królów Guanczów. Ci potężni wojownicy stoją na placu tuż przy samym brzegu oceanu, dumnie spoglądając w stronę wody.
W Candelarii poczujecie zupełnie inny vibe niż w turystycznych centrach typu Playa de las Américas. Tutaj życie toczy się wokół głównego placu (Plaza de la Patrona de Canarias). Spotkacie tu wielu pielgrzymów, ale także lokalne rodziny spacerujące z dziećmi. Najwięcej ludzi przybywa tu w niedziele oraz podczas wielkiego święta 15 sierpnia, kiedy cała wyspa zjeżdża się, by oddać hołd swojej patronce. W tygodniu jest tu bardzo spokojnie i dostojnie.
Praktycznie:
- Mam dla Was dobrą wiadomość: zwiedzanie Candelarii jest całkowicie bezpłatne. Wstęp do bazyliki, podziwianie posągów królów oraz spacer wzdłuż wybrzeża nie kosztuje ani centa.
- Posągi Menceyes są monumentalne! Każdy z nich przedstawia króla innego królestwa, na które przed podbojem podzielona była wyspa. To świetne miejsce na sesję zdjęciową. Kontrast brązu rzeźb z błękitem oceanu i białą pianą fal rozbijających się o murek robi niesamowite wrażenie.
- Ceny w lokalnych kawiarniach, cukierniach (pastelerías) czy barach są bardzo przyjazne dla portfela i to nawet w samym centrum miasta, przy znanym Wam już placu głównym. Polecam oddać się tu lenistwu i skosztować słynnego kanarskiego barraquito. Na zdrowie!
- Zaraz za bazyliką, wzdłuż oceanu, znajduje się mała kapliczka w jaskini Cueva de Achbinico. To właśnie tam pierwotnie Guanczowie czcili figurę Madonny, którą znaleźli na brzegu morza jeszcze przed przybyciem Hiszpanów. To jedno z najbardziej mistycznych miejsc na wyspie.
- Candelaria to dawna wioska rybacka. Jeśli szukacie świeżych owoców morza w rozsądnych cenach, skierujcie swoje kroki w stronę portu. Lokalne restauracje serwują tam pyszne dania dnia, które rano pływały jeszcze w oceanie.



Moja pierwsza podróż na Kanary pokazała mi coś znacznie ważniejszego niż tylko listę miejsc do odhaczenia. Zrozumiałam, że Wyspy Kanaryjskie to nie jest jeden produkt z seryjnej produkcji. Choć leżą stosunkowo blisko siebie, każda z nich to zupełnie inna bajka.
Teneryfa to bez wątpienia królowa, która potrafi przytłoczyć swoim bogactwem, ale i rozkochać w sobie od pierwszego wejrzenia. Miłośnicy wyspy twierdzą, że to właśnie Teneryfa najbardziej ze wszystkich Wysp Kanaryjskich potrafi zachwycić różnorodnością. Jest to też idealny punkt startowy. Jest tu wszystko: od luksusu, przez historię, aż po dziką naturę.
Pamiętajcie tylko o jednym: nie dajcie się zamknąć w hotelowym kurorcie. Teneryfa (i całe Kanary) najlepiej smakują tam, gdzie wieje wiatr, a pod butami chrzęści wulkaniczny żużel!
A jeśli planujecie swój lot na Kanary, nie bójcie się „skakać” między wyspami. Promy i lokalne samoloty kursują tu sprawnie, a różnica w krajobrazach między jedną a drugą wyspą sprawi, że poczujecie się, jakbyście podczas jednych wakacji odwiedzili kilka różnych zakątków świata.








0 komentarzy