KANARY: La Gomera – 15 MUST SEE kameralnej wyspy

sty 30, 2026 | Europa, Hiszpania, Kanary, Wyróżnione | 0 komentarzy

recepta_na_podroz_playa_santiago

Już wiele razy przekonałam się, że to właśnie te mniej popularne miejsca, a przede wszystkim mniej rozsławione wśród turystów wyspy, zachwycają najbardziej! Pod tym względem La Gomera mnie nie zawiodła. Co więcej, nie zawiodła mnie pod żadnym względem!

La Gomera to wyspa niesamowicie urocza, nieco dzika, z mnóstwem krętych dróg dla tych najbardziej wytrwałych i wprawionych kierowców. To miejsce kameralne, o gęstej, bujnej i niemal tropikalnej roślinności, która sprawia, że czujecie się, jakbyście wylądowali w zupełnie innym świecie.

Podczas mojej podróży zrozumiałam, że choć jest to wyspa szczególnie umiłowana przez niemieckich emerytów (o ile w ogóle można tak powiedzieć, bo przecież o większości pięknych miejsc na świecie da się rzec to samo!), to ich obecność dodaje jej specyficznego spokoju i porządku. To wyspa, która nie krzyczy o Waszą uwagę, ale powoli i skutecznie Was w sobie zakochuje. Zapomnijcie o hotelowych molochach – tutaj rządzi natura i cisza przerywana gwizdanym językiem Silbo.

Poniżej poznajcie moje absolutnie największe perełki na niewielkiej La Gomerze. Podobne listy utworzyłam też dla Teneryfy i Gran Canarii. Jak zapewne zauważycie, te bardziej popularne Wyspy Kanaryjskie zawarłam w krótszych listach must see. Może oznaczać to tylko jedno – La Gomera to mój (i mam nadzieję, nie wyłącznie mój) kanaryjski NUMER JEDEN!

Parque Nacional de Garajonay: maderski Fanal w rozmiarze XXL

    To serce wyspy, które wygląda, jakby czas zatrzymał się w nim miliony lat temu. Ten las laurowy (laurisilva) jest żywym reliktem – kiedyś takie lasy pokrywały niemal całą Europę, ale zniknęły wraz z nadejściem epok lodowych. La Gomera, dzięki swojemu położeniu i zbierającym się tu chmurom, stała się dla nich bezpiecznym schronieniem. Park już w latach 80. trafił na listę UNESCO i jest uważany za jeden z najcenniejszych skarbów przyrodniczych na świecie. Podobny last znajdziecie na Maderze, to właśnie ten słynny Fanal. Jednak ten na La Gomerze ma naprawdę kolosalny rozmiar!

    Spacerując tutejszymi szlakami, niemal na pewno traficie na gęstą mgłę, która osiada na mchach i porostach zwisających z drzew. To zjawisko nazywane jest poziomym deszczem, mgła skrapla się na liściach i zasila glebę, dzięki czemu roślinność jest tu tak bujna przez cały rok. Poczujecie tu niesamowitą wilgoć i zapach pierwotnej natury, który jest zupełnie inny od wszystkiego, co znacie z kontynentalnej Europy.

    Jeśli miałabym zobaczyć tylko jedno miejsce na tej wyspie, zdecydowanie byłby to właśnie ten magiczny las.

    Praktycznie:

    • Wstęp do parku jest całkowicie bezpłatny. Nie wymaga też rezerwacji.
    • W parku tym macie do dyspozycji mnóstwo szlaków. Śmiało możecie tu zagubić się na kilka dni. Po więcej szczegółów odsyłam Was na tę stronę.
    • Pamiętajcie, że temperatura i znaczna wilgotność zwykle panująca w środku lasu wymagają cieplejszych ubrań. Dobrze sprawdzi się tu też kurtka przeciwdeszczowa oraz solidne obuwie.

    recepta_na_podroz_garajonay
    recepta_na_podroz_garajonay
    recepta_na_podroz_garajonay
    recepta_na_podroz_garajonay

    Alto de Garajonay: dach wyspy z widokiem na sąsiadów

      Ten punkt ściśle łączy się z tym poprzednim. Nie miałam go na pierwotnej liście La Gomery, ale postanowiłam pójść za ciosem i podobnie jak na Teneryfie, i tu chciałam zdobyć najwyższy szczyt.

      A zdobycie najwyższego szczytu La Gomery – Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.) jest bardzo proste i jeszcze bardziej przyjemne. Ale zacznijmy od początku, bo szczyt ten był dla pierwotnych mieszkańców wyspy, Guanczów, miejscem świętym. To tutaj składali dary bogom, wierząc, że są najbliżej nieba. Sama zaś droga na górę prowadzi przez baśniowe lasy wawrzynowe (znacie je z punktu u góry), które im wyżej, tym bardziej ustępują miejsca otwartej przestrzeni.

      Z samego wierzchołka, przy dobrej widoczności, rozpościera się panorama, która sprawia, że człowiek czuje się częścią czegoś wielkiego. Możecie stąd zobaczyć cztery inne wyspy: Teneryfę z dumnie sterczącym El Teide, La Palmę, El Hierro oraz majaczącą na horyzoncie Gran Canarię.

      Praktycznie:

      • Wejście na szczyt jest darmowe. System rezerwacji na czas pisania tego posta nie dotarł jeszcze na La Gomerę.
      • Najkrótszy szlak na szczyt prowadzi z parkingu Pajarito.
      • Po drodze nie omieszkajcie zboczyć na opisane oznaczone punkty widokowe. Jest pięknie!
      • Wybierzcie się tu na zachód słońca – widok El Teide „pływającego” na morzu chmur to scena jak z najpiękniejszego snu.

      recepta_na_podroz_alto_de_garajonay
      recepta_na_podroz_alto_de_garajonay
      recepta_na_podroz_alto_de_garajonay
      recepta_na_podroz_alto_de_garajonay

      Roque de Agando: bazaltowa wizytówka wyspy i raj dla drona

        Roque de Agando to najbardziej ikoniczna skała na Gomerze. Powstała miliony lat temu jako nek (znacie już to słowo z Gran Canarii) wulkaniczny – twardy rdzeń magmy, który zastygł w kominie wulkanu. Podczas gdy miększe skały wokół niego zostały zniszczone przez erozję, ten bazaltowy kolos oparł się siłom natury i dziś dominuje nad krajobrazem, wznosząc się na wysokość 1251 m n.p.m.

        Dla posiadaczy dronów to miejsce jest absolutnym wyzwaniem i nagrodą. Perspektywa z powietrza pozwala zobaczyć, jak pionowe ściany skały wyrastają z zielonej otchłani wąwozów. Cała zaś okolica, dość często miejscami spowita mgłą gwarantuje Wam bardzo interesujące zdjęcia. Trzeba jednak uważać na silne prądy powietrzne oraz restrykcje (Agando leży na granicy parku narodowego).

        Nie macie drona? Nic straconego! Nawet z ziemi, patrząc z punktu widokowego, poczujecie respekt przed tą monumentalną formą, która miliony lat temu była pulsującym sercem wulkanu. I te palmy w dolinie!

        Praktycznie:

        • Skałę najlepiej podziwiać z Mirador de los Roques. Znajduje się tu darmowy parking.
        • To jeden z najbardziej topowych spotów na wyspie, dlatego niech Was nie zaskoczą zatrzymujące się tu autokary uwalniające ze swoich wnętrz niemieckich emerytów.
        • Jeśli latacie dronem, bądźcie tu tuż po wschodzie słońca – światło jest wtedy miękkie, a wiatr zazwyczaj słabszy. Kolejną dobrą porą na genialne zdjęcie (i doznania wzrokowe) jest chwila przed zachodem słońca.

        recepta_na_podroz-roque-de_agando
        recepta_na_podroz-roque-de_agando
        recepta_na_podroz-roque-de_agando
        recepta_na_podroz-roque-de_agando

        Mirador de La Punta: okno na północne wybrzeże

          Nie miałam tego punktu na swojej liście. Zatrzymałam się tu, bo zatrzymali się inni. I dobrze się stało! To tu powstało jedno z moich najbardziej ulubionych zdjęć z Kanarów!

          Ten punkt widokowy to jedno z najlepszych miejsc, by zrozumieć potęgę oceanu uderzającego o strome brzegi La Gomery. Mirador de La Punta oferuje szeroką panoramę na dolinę Hermigua oraz pasmo górskie, które wpada prosto do wody. To tutaj najlepiej widać, jak człowiek musiał walczyć o każdy skrawek płaskiego terenu.

          Historia tego miejsca jest nierozerwalnie związana z dawnym eksportem bananów. Spoglądając w dół, możecie dostrzec pozostałości dawnego portu i potężne fale, które niegdyś utrudniały załadunek owoców na statki. Dostrzeżecie tu też urodziwą palmę na skraju lądu, bardzo krętą drogę, a odwracając głowę bardziej w prawo, jakże kolorową niewielką osadę, która doskonale wtopiła się w tarasy.

          Praktycznie:

          • Znaduje się tu niewielki parking na raptem kilka aut.
          • Spotkanie z widokiem na ocean zajmie Wam mniej niż 5 minut, a wspomnienia pozostaną na zawsze. I to jakie! Tylko zerknijcie w dół.

          recepta_na_podroz_la_punta
          recepta_na_podroz_la_punta
          recepta_na_podroz_la_punta
          recepta_na_podroz_la_punta
          recepta_na_podroz_la_punta

          Mirador de Abrante: szklany balkon i marsjańska wędrówka

            Skoro zatrzymaliśmy się przy punktach widokowych, na chwilę jeszcze zostańmy przy nich. Mirador de Abrante to konstrukcja, która przyprawia o zawrót głowy tych bardziej wrażliwych. To szklany balkon wysunięty o siedem metrów poza krawędź urwiska. Przejrzysta podłoga pozwala dosłownie „zawisnąć” kilkaset metrów nad wioską Agulo. To jednak nie tylko szklana platforma przyciąga tu podróżników. Cała okolica wygląda, jakbyście wylądowali na innej planecie. Sama zapamiętam to miejsce jako namiastka Australii.

            Ziemia w tej okolicy ma intensywnie czerwony kolor, co jest wynikiem utleniania związków żelaza w glebie. Okolica oferuje fantastyczne trasy trekkingowe – spacer po tym „marsjańskim” krajobrazie w otoczeniu błękitnego oceanu to jedno z najbardziej surrealistycznych doświadczeń. Kontrast między rdzawą ziemią a soczystą zielenią dolin poniżej jest nie do opisania. Jestem pewna, że jeszcze czegoś takiego nie widzieliście.

            Praktycznie:

            • I tym razem wstęp na punkt widokowy jest bezpłatny.
            • Niedaleko punktu widokowego znajduje się obszerny parking. Bezpłatny ma się rozumieć.
            • Możecie też zaparkować wzgłuż krętej drogi prowadzącej do szkalnego tarasu i przespacerować do niego przez marsjański krajobraz.
            • Pisałam już to wyżej, ale napiszę jeszcze raz! Po zejściu ze szklanego tarasu koniecznie przejdźcie się ścieżkami w kierunku czerwonych wzgórz na krótki, ale jakże widokowy trekking.

            recepta_na_podroz_abrante
            recepta_na_podroz_abrante
            recepta_na_podroz_abrante
            recepta_na_podroz_abrante

            Agulo: kolonialny cukierek wyspy

              Agulo nie bez powodu dorobiło się przydomka el bombón de La Gomera, czyli cukierek wyspy. Miasteczko jest spektakularnie położone na naturalnym, zielonym tarasie, niemal u stóp pionowej, krwistoczerwonej ściany Abrante, o której czytaliście wyżej. Agulo zostało założone na początku XVII wieku i do dziś jest uważane za najlepiej zachowaną osadę na całej wyspie. Spacerując tutejszymi brukowanymi uliczkami, poczujecie klimat dawnej Hiszpanii – białe fasady kamienic, rzeźbione drewniane drzwi i dachy pokryte czerwoną dachówką tworzą kompozycję idealną. Co ciekawe, Agulo przez lata było jednym z najbogatszych miast na Gomerze dzięki uprawie bananów, co widać w dumnej, niemal eleganckiej architekturze tutejszych domów.

              To, co zachwyca w Agulo najbardziej, to panujący tu niesamowity spokój. Miasteczko jest wręcz pedantycznie czyste i zadbane (może to ten wspomniany wpływ niemieckiego zamiłowania do porządku?), a w powietrzu unosi się zapach egzotycznych kwiatów, które wylewają się z niemal każdego ogródka, a nawet przystanków autobusowych.

              Praktycznie:

              • Zwiedzając miasteczko auto najlepiej zostawić na parkingu przy wjeździe do historycznego centrum, by nie przeciskać się przez ciasne uliczki.
              • Odwiedzając miasteczko niech na Waszej liście znajdzie się kościół San Marcos, tarasy z widokiem na Teneryfę, labirynt wąskich uliczek oraz mnóstwo spokoju.
              • Przyjedźcie tu tuż przed zachodem słońca. Kiedy słońce zaczyna chować się za klifami, ściana Abrante nad miastem staje się niemal purpurowa, a białe kopuły kościoła zaczynają lśnić.
              • To też idealny moment na spacer w dół ku oceanowi, do miejsca zwanego Pescante de Agulo, gdzie możecie zobaczyć ruiny dawnego systemu załadunku bananów.

              recepta_na_podroz_agulo
              recepta_na_podroz_agulo
              recepta_na_podroz_agulo

              Hermigua: dolina bananów i bliźniaczych skał

                Pozostając w tej samej części La Gomery zatrzymajmy się na chwilę w Hermigua. Ta długa, głęboka dolina rozciąga się od mglistych lasów Garajonay aż po sam brzeg wzburzonego Atlantyku, tworząc jeden z najbardziej żyznych i malowniczych zakątków archipelagu. To tutaj bije rolnicze serce wyspy, a dno wąwozu wypełnia niemal nieskończone morze plantacji bananów, których liście szeleszczą na wietrze jak jedwab. To w tej miejscowości znajdował się mój hotel i opis, który właśnie przeczytaliście obrazuje mój widok z okna każdego ranka. Bajka, prawda?

                Nad całością doliny czuwają Roques de San Pedro – dwie monumentalne, bliźniacze skały bazaltowe (Pedro i Petra), które według lokalnej legendy są parą nieszczęśliwych kochanków zamienionych w kamień. Ich surowe sylwetki, wyrastające nagle z soczystej zieleni, to jeden z tych widoków, które sprawiają, że odruchowo zwalniacie, by nacieszyć oczy tym nieoczywistym kontrastem.

                Historia Hermiguy to opowieść o uporze i walce z trudnym terenem. Przez wieki dolina była głównym eksporterem bananów i pomidorów, a ponieważ La Gomera nie posiada naturalnych, osłoniętych portów, mieszkańcy musieli wykazać się niezwykłą inżynieryjną wyobraźnią. Efektem tego jest Pescante de Hermigua – cztery potężne, betonowe kolumny stojące w oceanie tuż przy brzegu. To pozostałości po dawnym systemie dźwigów, który pozwalał ładować towary bezpośrednio na statki, omijając zdradliwe przybrzeżne fale. Dziś te „szkielety” dawnego portu wyglądają niesamowicie fotogenicznie, zwłaszcza w zestawieniu z krystalicznie czystym, naturalnym basenem oceanicznym, który powstał tuż obok.

                Praktycznie:

                • Tuż przy oceanie znajduje się naturalny basen Santa Catalina, ale UWAGA: na czas pisania tego posta basen jest tymczasowo nieczynny. Zanim się tam wybierzecie, sprawdźcie tutaj.
                • Czekają tu też na Was liczne ścieżki trekkingowe prowadzące przez tarasy uprawne oraz absolutnie unikalny widok na bliźniacze skały Pedro i Petra.
                • Jeśli chcecie poczuć klimat doliny od kuchni, zatrzymajcie się w Terraza Restaurante Los Telares. Palce lizać!

                recepta_na_podroz_hermigua
                recepta_na_podroz_hermigua
                recepta_na_podroz_hermigua

                Valle Gran Rey: Dolina Wielkiego Króla

                  Teraz zabieram Was w najbardziej fotogeniczne miejsce na La Gomerze! Valle Gran Rey. Miejsce to budzi respekt i nawiązuje do dumnej przeszłości wyspy. To tutaj urzędował legendarny Hupalupa, wielki wódz (Mencey) Guanczów, który w 1488 roku stanął na czele buntu przeciwko hiszpańskim najeźdźcom.

                  Dolina Króla jest potężnym, głębokim wąwozem, który wcina się w głąb lądu, chroniony przez monumentalne, pionowe ściany bazaltowych klifów. Spacerując tu, ma się wrażenie przebywania w naturalnej fortecy, która przez wieki zapewniała schronienie rdzennym mieszkańcom, a dziś jest oazą spokoju dla przyjezdnych. Krajobraz zdominowany jest przez TYSIĄCE palm daktylowych i misternie ułożone tarasy uprawne, które pokrywają zbocza niczym zielone schody. Ten widok bardziej przypomina tarasy ryżowe w Azji Południowo-Wschodniej niż typową Europę. I za to kocham dolinę najbardziej!

                  Dziś to miejsce szczególnie ukochali sobie niemieccy podróżnicy (i emeryci), co sprawia, że w lokalnych kawiarniach częściej niż hiszpańskie hola, usłyszycie Guten Tag. Mimo tej popularności, dolina nie straciła swojego kameralnego charakteru. Nie znajdziecie tu betonowych dżungli, a jedynie niską zabudowę, mnóstwo kwitnących bugenwilli i atmosferę, która zmusza do natychmiastowego zwolnienia tempa życia.

                  Praktycznie:

                  • Parkingi w niższych partiach (przy plażach) bywają zatłoczone, więc warto zostawić auto nieco wyżej i zejść pieszo, chłonąc widoki.
                  • Koniecznie znajdźcie czas na popołudniowy spacer z La Calera w dół ku oceanowi. To właśnie wtedy, gdy słońce zaczyna powoli chować się za klifami, dolina nabiera najbardziej intensywnych barw, a zieleń palm staje się niemal fluorescencyjna.
                  • Z punktem tym nierozerwalnie wiążą się trzy poniższe. Nie możecie ich pominąć!

                  recepta_na_podroz_valle_gran_rey
                  recepta_na_podroz_valle_gran_rey
                  recepta_na_podroz_valle_gran_rey

                  Mirador de La Retama: najlepszy widok na królewską dolinę

                    Tego punktu również nie było na mojej liście, a jest jednym z najpiękniejszych na całej La Gomerze! Spędziłam tu ponad kwadrans, a śmiało mogłabym drugie tyle. Czytajcie i oglądajcie dalej!

                    Mirador de La Retama to miejsce, w którym po raz pierwszy zrozumiecie, dlaczego Valle Gran Rey uchodzi za jeden z najbardziej spektakularnych wąwozów na świecie. Ten punkt widokowy, położony na wysokości blisko 800 m n.p.m., to trochę jak balkon zawieszony nad gigantyczną przepaścią. Historia tego miejsca jest zapisana w samych ścianach wąwozu – widać tu miliony lat geologicznej walki, warstwy lawy, piroklastów i lapilli, które erozja cierpliwie rzeźbiła przez wieki.

                    Z Mirador de La Retama rozpościera się widok na górną część Barranco de Valle Gran Rey, gdzie droga wije się niczym wąska nitka w szalonym zygzaku, opadając ku oceanowi. To idealny moment, by zatrzymać się przed finałowym zjazdem w dół. Coś czuję, że nawet jeśli nie zaplanujecie tu postoju, otaczające widoki wręcz zmuszą Was do tego! Znajdziecie tu kilka kamiennych stołów piknikowych, co czyni to miejsce idealnym na krótką przerwę z widokiem wartym więcej niż milion dolarów. Ciszę przerywa tu tylko szum wiatru i dalekie echo dzwonków kóz, które – w sposób zrozumiały tylko dla nich – potrafią wspinać się po tych niemal pionowych, skalnych ścianach. To kwintesencja dzikości La Gomery.

                    Praktycznie:

                    • Czeka tu na Was darmowy i obszerny parking bezpłatny, a sam punkt znajduje się bezpośrednio przy głównej drodze GM-1.
                    • Zatrzymajcie się tu tuż przed południem, gdy słońce oświetla dno wąwozu, wydobywając z niego wszystkie odcienie zieleni palm i błękitu majaczącego w oddali oceanu.
                    • Kolejnym doskonałym punktem z widokiem na wspaniałą dolinę jest Mirador de la Curva del Queso.

                    recepta_na_podroz_la_retama
                    recepta_na_podroz_la_retama
                    recepta_na_podroz_la_retama
                    recepta_na_podroz_la_retama

                    Playa del Inglés: wolność i czarny piasek

                      Tu będzie krótko!

                      To jedna z najbardziej dzikich plaż, położona na skraju Valle Gran Rey. Zachwyca czarnym wulkanicznym piaskiem oraz potężnymi falami uderzającymi o klify. Od lat 70. jest symbolem kontaktu z naturą i wolności. Dlatego, uwaga tu na… gołych Niemców! To miejsce kultowe dla naturystów. Jeśli nie jesteście przyzwyczajeni do nudyzmu, możecie poczuć lekkie zdziwienie, które poczułam i ja kręcąc się po plaży z aparatem. Plaża jest surowa, bez ratowników, ale tak malownicza, że aż trudno w to uwierzyć, że nadal jest dość słabo uczęszczana.

                      Praktycznie:

                      • Przyjdźcie tu na zachód słońca – kolory nieba na tle czarnego piasku są obłędne.
                      • Jeśli przychodzicie tu tylko dla widoków i zdjęć, bądźcie dyskretni, bo jeśli nie czytaliście dokładnie powyższego opisu, ta piękna plaża jest szczególnie umiłowana przez niemieckich naturystów! Ani oni, a tym bardziej Wy nie chcecie chyba golusieńkich modeli na kamienistej czarnej plaży. Uważajcie więc, gdzie kierujecie swój wzrok i obiektyw.

                      recepta_na_podroz_playa_del_ingles
                      recepta_na_podroz_playa_del_ingles
                      recepta_na_podroz_playa_del_ingles

                      Playa Valle Gran Rey: tu czas biegnie najwolniej

                      Zerkając na Dolinę Króla z któregoś z wyżej położonych punktów widokowych to właśnie tę plażę dostrzeżecie na dole. To główna plaża miasteczka – szeroka, z ciemnym piaskiem i doskonałą infrastrukturą. W przeciwieństwie do Playa del Inglés, woda jest tu zazwyczaj spokojniejsza i bezpieczniejsza do kąpieli. Nie ma tu skał wystających z oceanu, nie ma też gołych Niemców. Choć zdarzają się panie topless! I niekoniecznie są to tylko niemieckie emerytki.

                      To tutaj bije też towarzyskie serce doliny. Życie toczy się bez pośpiechu, w rytmie brzęku szkła i porcelany. Idealne miejsce, by połączyć plażowanie z wizytą w lokalnej knajpce. I to Wam serdecznie polecam! Choć ogólnie życie na wyspach, nie tylko tych Kanaryjskich, toczy się slow, to w tym miejscu jest ono jeszcze wolniejsze, jeszcze spokojniejsze, jeszcze bardziej slow.

                      Praktycznie:

                      • Temperatura powietrza i wody zdaje się tu być zawsze idealna. Nawet w środku zimy! Pamiętajcie o bikini i ręczniku.
                      • Poświęćcie co najmniej godzinę na bezczynne posiedzenie w którejś z knajpek przy linii morza. Małe piwo, dobra kawa albo słynne kanaryjskie baranquito sączone z widokiem na mniej lub bardziej wzburzone fale Atlantyku to recepta na idealne popułudnie w Dolinie Króla.

                      recepta_na_podroz_playa
                      recepta_na_podroz_playa
                      recepta_na_podroz_playa
                      recepta_na_podroz_playa

                      Playa Santiago: słońce i spokój

                      Pozostańmy jeszcze na chwilę na plaży. To właśnie od niej zaczęłam swoją przygodę z La Gomerą. Miasteczko Playa Santiago znajduje się rzut kamieniem od lotniska na wyspie, dlatego po odebraniu auta z wypożyczalni udałam się od razu tu. Tutaj też powróciłam na ostatnie godziny pobytu na mojej ulubionej (jak do tej pory) wyspie na Kanarach.

                      Playa Santiago to dawna wioska rybacka, która słynie z najlepszej pogody na wyspie. Plaże są kamieniste, co sprawia, że woda jest krystalicznie czysta i idealna do snorkelingu. Samo zaś miasteczko zachowało swój urok dzięki niskiej zabudowie. Znajdziecie tu przyjemną promenadę i port. To idealne miejsce na spokojny wieczór i zjedzenie świeżej ryby prosto z kutra.

                      Praktycznie:

                      • Możecie tu powtórzyć wszystkie czynności z punktu wyżej.
                      • Koniecznie udajcie się na spacer do końca plaży Playa Tecina. Dla fal, dla widoków, dla spokoju i wytchnienia.
                      • Tuż przy plaży Tecina znajduje się luksusowy hotel, do którego prowadzi winda w wydrążonej skale. Jeśli Was zaciekawiłam, klikajcie tutaj: Hotel Jardín Tecina.

                       

                      recepta_na_podroz_playa_santiago
                      recepta_na_podroz_playa_santiago
                      recepta_na_podroz_playa_santiago
                      recepta_na_podroz_playa_santiago
                      recepta_na_podroz_playa_santiago

                      Wioska Chipude i widok na Fortaleza

                      Wioska Chipude to jedno z tych miejsc na La Gomerze, gdzie czas nie tyle zwolnił, co zupełnie stanął w miejscu. Wioska jest bramą do południowych wąwozów i oferuje klimat, którego nie znajdziecie w nadmorskich kurortach: zapach palonego drewna, chłodne górskie powietrze (kurtki mile widziane!) i absolutną, przeszywającą ciszę, tak rzadko już spotykaną w XXI wieku.

                      Sama wioska nie zrobiła na mnie wrażenia. Dodałam ją do swojej listy must see La Gomery, ponieważ to w okolicy wioski czeka na Was jeden z najbardziej spektakularnych widoków na Kanarach! Dlatego też prawdziwym magnesem przyciągającym tu podróżników jest obraz La Fortaleza de Chipude (znaną dawniej jako Argodey). Ta monumentalna góra o idealnie płaskim wierzchołku i niemal pionowych ścianach jest potężnym monolitem bazaltowym, który dla pierwotnych mieszkańców wyspy, co wcale mnie nie dziwi, był miejscem najświętszym.

                      Praktycznie:

                      • Wejście na sam szczyt Fortalezy jest możliwe, ale wymaga dobrej kondycji i braku lęku wysokości – szlak jest stromy i prowadzi przez wąskie przesmyki w skale. Sama nie podjęłam się tego zadania.
                      • Jeśli poczujecie głód, skierujcie swoje kroki do legendarnego Baru Sonia. Zjecie tu najlepsze na wyspie carne de cabra (mięso kozie) lub gęsty potaje de berros.
                      • Najlepszy spot widokowy znajduje się tu: Mirador de Igualero.

                      recepta_na_podroz_fortaleza
                      recepta_na_podroz_fortaleza
                      recepta_na_podroz_fortaleza
                      recepta_na_podroz_fortaleza

                      Drago de Agalán: samotne sławne drzewo

                      Prawie miało tu nie być. Nie ze względu na słaby reasearch i pominięcie tego spotu na liście must see. To przez pogodę! Ubrani w dość letnie stroje, zatrzymując się na parkingu skąd rusza kręta, piesza ścieżka ku drzewu, prawie mieliśmy się poddać. Jak to dobrze, że mój mąż nie lubi się nigdy poddawać i wręcz zmusił mnie, żebym jednak wyszła z auta! Dzięki temu poznałam jedno z najpiękniejszych miejsc na wyspie. A dzięki temu, że pogoda była mocno niesprzyjająca, nie tylko Drago de Agalán, ale i całe otoczenie mieliśmy na wyłączność.

                      Drago de Agalán to bez wątpienia najbardziej dostojny mieszkaniec La Gomery. Smocze drzewa (Dracaena draco) to roślinne symbole Wysp Kanaryjskich, które z botanicznego punktu widzenia wcale nie są drzewami, lecz gigantycznymi sukulentami. Podczas gdy Teneryfa promuje swojego słynnego celebrytę – El Drago Milenario w Icod de los Vinos, który jest ogrodzony, płatny i otoczony kramami z pamiątkami – La Gomera serwuje Wam coś zupełnie innego. Dlatego tego na Teneryfie sama już odpuściłam.

                      Drago de Agalán jest pustelnikiem, który stoi samotnie na zboczu wąwozu w okolicach miejscowości Alajeró. Jest największym i najstarszym przedstawicielem swojego gatunku na tej wyspie. Szacuje się, że ma około 400 lat! Ale najlepsze jest to, że spotkanie z nim odbywa się na zasadach natury, a nie masowej turystyki.

                      Na koniec muszę dodać, że historia smoczych drzew jest przesiąknięta magią. Ich gęsta, czerwona żywica, zwana smoczą krwią, przez wieki była ceniona przez alchemików i lekarzy jako panaceum na wszelkie dolegliwości, a Guanczowie używali jej do mumifikacji zwłok.

                      Praktycznie:

                      • Co może być jeszcze lepsze niż samotne smocze drzewo? A no to, że to monumentalne drzewo rośnie sobie w ciszy w Barranco de Agalán i droga prowadząca do niego jest bardziej niż zjawiskowa! Sprawdźcie fotki poniżej.
                      • Dojście do drzewa jest całkowicie bezpłatne. Szlak zaczyna się w okolicach miasteczka Alajeró (jest dobrze oznaczony). Spacer w dół zbocza zajmuje około 15–20 minut (plus czas na zdjęcia). Droga w górę może zająć nieco więcej czasu i w słoneczny dzień przyda się butelka wody.

                      recepta_na_podroz_drago
                      recepta_na_podroz_drago
                      recepta_na_podroz_drago

                      San Sebastián de La Gomera: brama do historii

                      San Sebastián de La Gomera – to tu najprawdopodobniej zaczniecie i tu skończycie swoją przygodę z wyspą, bo to właśnie tutaj przybijają promy z Teneryfy. A musicie wiedzieć, że La Gomera jest bardzo często wybierana jako jedniodniowa wycieczka z Teneryfy.

                      San Sebastián de La Gomera jest żywym podręcznikiem historii wielkich odkryć geograficznych. To właśnie stąd, w sierpniu 1492 roku, Krzysztof Kolumb wyruszył w swoją najważniejszą wyprawę ku nieznanemu, która na zawsze zmieniła mapę świata. San Sebastián dumnie nosi więc miano La Isla Colombina (Wyspy Kolumba) i na każdym kroku przypomina o swoim związku z odkrywcą Ameryki. Poczujecie tu nieco inny niż w wyżej opisanych miasteczkach, ale nadal niesamowity, kolonialny klimat – kolorowe kamienice, brukowane uliczki i wciąż też wyspiarski spokój.

                      Obowiązkowym punktem jest Torre del Conde – przysadzista, średniowieczna wieża obronna stojąca pośrodku zielonego parku. To jedyna zachowana budowla tego typu na całych Kanarach, która służyła hiszpańskim panom jako schronienie przed powstaniami dumnych Guanczów. Nie możecie też pominąć Casa de Colón, czyli domu, w którym rzekomo gościł sam Kolumb, oraz kościoła Iglesia de la Asunción. Legenda głosi, że odkrywca modlił się tu o pomyślny wiatr przed wypłynięciem na zachód.

                      Praktycznie:

                      • Zwiedzanie miasta, parku oraz oglądanie zabytków z zewnątrz jest całkowicie bezpłatne. Parkingi w porcie są płatne, ale kawałek dalej, przy ulicach, bez trudu znajdziecie darmowe miejsca.
                      • Wstęp do Casa de Colónde kosztuje kilka euro. Po więcej informacji odsyłam Was na tę stronę.
                      • Udajcie się do lokalnego Mercado Municipal (targu miejskiego). To najlepsze miejsce, by zaopatrzyć się w receptę na Gomerę w słoiku, czyli Miel de Palma (syrop z palmy daktylowej) oraz słynny almogrote. Kupując tam, wspieracie lokalnych producentów i macie pewność, że produkty są najwyższej jakości.
                      • Ta stąd opdływają promy na Teneryfę oraz La Palmę.

                      recepta_na_podroz_san_sebastian
                      recepta_na_podroz_san_sebastian

                      Podsumowanie

                      Już azorskie wyspy, te mniej popularne i mniejsze jak Corvo czy Flores nauczyły mnie, że wielkość wyspy nie ma znaczenia dla siły jej oddziaływania. La Gomera jeszcze to potwierdziła. Choć Kanary leżą blisko siebie, każda – od Teneryfy po Gomerę – to inna opowieść. Ta mała, zielona wyspa to absolutny powrót do natury, do spokoju często z dala od cywilizacji. To poniekąd ucieczka przed naszym zwariowanym światem, przed przebodźcowanie, gwarem, tłumem, szumem.

                      La Gomera to moja wielka miłość od pierwszego wejrzenia!

                      0 komentarzy

                      Wyślij komentarz

                      Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *