Archipelag Lofotów, zawieszony między błękitem Morza Norweskiego a surowymi szczytami górskimi, zimą przeobraża się w krainę kontrastów. Czerwone i żółte domki rybackie tonące w śniegu, zorza polarna malująca niebo oraz wszechobecna cisza sprawiają, że to miejsce przyciąga poszukiwaczy arktycznych wrażeń z całego świata. Choć temperatury spadają poniżej zera, a dzień trwa zaledwie kilka godzin, odpowiednie przygotowanie pozwala odkryć tu krajobrazy, które na długo pozostają w pamięci.
O Lofotach marzyłam od kilku ostatnich lat. Kiedy kolejni znajomi powracali z nich z serią przepięknych zdjęć, marzyłam jeszcze bardziej. Ponieważ uwielbiam Skandynawię szczególnie w jej zimowej odsłonie, chciałam zobaczyć je przede wszystkim zimą, umalowane grubą pokrywą śnieżnego białego puchu, lśniącego w promieniach budzącego się po nocy polarnej słońca. Wyobrażałam je sobie, tym chyba nikogo nie zdziwię, ozdobione zieloną zorzową łuną na niebie.
Marzyłam i marzyłam, a że marzenia są po to, by je spełniać, w końcu udało mi się ziścić plan polowania na zorzę polarną na Lofotach!
I tu musimy się na chwilę zatrzymać. Tak bardzo wyczekiwana przeze mnie norweska zima na Lofotach zawitała tylko na krótki moment, zawitała jednak najbardziej intensywnie, zsuwając nasze wynajęte auto do rowu, pozbawiając nas tym sposobem kilku ciężko zapracowanych stówek. Uziemiła nas na krótki moment dosłownie na krańcu świata. Po czym zniknęła równie niespodziewanie jak się pojawiła, bo już drugiego dnia metrowe pokrywy śniegu znalazły się pod atakiem odwilży.
Jeśli śledzicie moje coroczne zorzowe wojaże, zapewne wiecie już, że kiedy pada deszcz, prawdopodobieństwo zobaczenia zorzy polarnej spada prawie do zera. I tak też było w przypadku moich Lofotów. Mimo tego Lofoty tylko wzmocniły moją szczerą i wierną miłość do północnego zakątka Europy i nadal to Norwegia jest ukochaną zimową stolicą mojego świata.
Wiem też, że to nie było moje ostatnie spotkanie z Lofotami! Po cichu też liczę, że jeśli dojdziecie do końca tego wpisu, nie odpuszczając ani jednego zdjęcia, Lofoty znajdą się również na Waszej podróżniczej liście (zimowych) marzeń.
UWAGA! Po techniczne informacje z Lofotami w roli głównej odwiedźcie ten wpis: NORWEGIA: Wszystko, co musicie wiedzieć przed podróżą na Lofoty.
15 MUST SEE zimowych Lofotów
Nusfjord – skansen norweskiej wioski rybackiej
Jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych wiosek rybackich w Norwegii, wpisana na listę dziedzictwa UNESCO. To podróż w czasie do epoki, gdy życie kręciło się wokół połowów dorsza. I choć podobnych wiosek na Lofotach nie brakuje, to Nusfjord jest tym top of the top.
Wejście do wioski jest płatne. Nie jest to zbyt wygórowana kwota, poza tym to jedno z nielicznych płatnych atrakcji na całym archipelagu. Gorąco Was namawiam do jej uiszczenia i spokojnego spaceru po wiosce. A jeśli zmarzniecie, rozgrzejcie się kawą w klimatycznej Landhandleriet Café.


Henningsvær – Wenecja Północy
Tętniąca życiem wioska rybacka zbudowana na kilku małych wyspach. Słynie z artystycznej atmosfery, klimatycznych kawiarni i, może już się domyślacie, ikonicznego boiska piłkarskiego na końcu portu (albo jak kto woli, na końcu świata).
Poza boiskiem szczególnie polecam Wam tu urocze kawiarnie (szczególnie Henningsvær Lysstøperi and Cafe), galerie oraz butikowe sklepiki sprzedające norweską jakże genialną wełnę albo, dla tych bardziej wygodnych, ręcznie dziergane najcieplejsze swetry świata.




Reine – królowa Lofotów
Uznawana za jedną z najpiękniejszych wiosek na świecie! Kwintesencja Lofotów, bo jeśli na myśl o tym zakątku świata widzicie przed oczami czerwone drewniane domki ustawione na drewnianych palach nad morską taflą, gęsto porozrzucane u stóp strzelistych, granitowych szczytów – to właśnie Reine. To właśnie kwintesencja Lofotów.
Latem można pokusić się tu na wejście na Reinebringen. Nie polecam Wam jednak tego zimą, bo szlak może być ekstremalnie niebezpieczny (lawiny). Podziwiajcie widoki z poziomu drogi, zwłaszcza podczas magicznej błękitnej godziny, która zimą nie każe tu na siebie czekać do późna.


Sakrisøya i Hamnøy – kolorowe rybackie wioski
Kolejne dwie jakże urocze wioski rybackie. Sakrisøya wyróżnia się charakterystycznymi, dla odmiany, żółtymi domkami, zaś Hamnøy to miejsce, z którego pochodzi najsłynniejszy kadr Lofotów – widok na trzy czerwone domki na tle góry Olstinden. Nie może Was tu zabraknąć!
Najlepszy punkt widokowy na Hamnøy znajduje się na moście. Zachowajcie szczególną ostrożność, bo może być ślisko i wąsko, a przy tym ruch na drodze rzadko tu całkowicie ustaje. Do tego silny wiatr na pewno nie pomaga. Ale niech Was to nie zraża, inaczej będziecie żałować!




Å – wioska na końcu świata
Skoro kręcimy się wokół lofockich wiosek, nie może zabraknąć i TEJ! Myślę, że nawet nie trzeba jej jakoś szczególnie przedstawiać, bo wiele osób to właśnie tą miejscowość nieodłącznie łączy z Lofotami. Å (wymowa jak nasze O) to również symboliczny koniec drogi E10. Cała miejscowość to w zasadzie skansen rybołówstwa, dlatego wybierzcie się tu na spokojny spacer.




Vikten: plaża, kamienie i szkło
Trafiłam tu zupełnie przypadkowo i to jeszcze w momencie sztormu, a przepadłam totalnie. Gdyby nie moja narzekająca na zimno, deszcz i wiatr ekipa, mogłabym spędzić na tej malowniczej plaży kolejne kwadranse. Ośnieżone, czarne i obłe kamienie na plaży tworzą niesamowity, minimalistyczny krajobraz. Do tego rozwścieczone morze, równie złowrogo wyglądające niebo – magia! Przynajmniej dla mnie i obiektywu mojego aparatu.
Największą atrakcją znajdującą się tuż przy plaży jest huta szkła Glasshytta Vikten. Można tu zobaczyć proces dmuchania szkła. A już na pewno się rozgrzać.


Plaża Ramberg (Rambergstranda)
W tym i kolejnych punktach zabieram Was na jedne z najpiękniejszych plaż nie tylko na Lofotach, ale i w całej Norwegii. Choć nie są to typowe wakacyjne plaże, a przynajmniej w okresie zimy, ich piękno jest wręcz zniewalające.
Zacznijmy od Rambergstranda, rozległej plaży tworzącej idealny biały łuk. Słynie z charakterystycznej, samotnej czerwonej chatki rybackiej, której mnie samej nie udało się upolować na zdjęciu z powodu przenikliwego wiatru. Ale nie tylko czerwona chatka czyni tę plażę tak wyjątkową. Zresztą zobaczcie sami poniżej.
Szczególnie zimą kontrast białego śniegu i turkusowej wody jest wręcz onieśmielający! Co prawda plaża leży tuż przy drodze E10, ale uważajcie na ekstremalnie silny wiatr od morza.



Plaża Haukland (Hauklandstranda)
Nazywana „karaibską plażą Arktyki” ze względu na biały piasek i turkusowy kolor wody. Otoczona przez potężne góry, tworzące wrażenie amfiteatru. Zachwyca przestrzenią i spokojem. Plażę Haukland wybierzcie przede wszystkim na zachód słońca.


Plaża Uttakleiv (Uttakleiv Strand)
Skalisto-piaszczysta plaża, która słynie z formacji skalnej „Oko Smoka”, ale przyznam, że akurat owo oko mocno mnie rozczarowało. Za to sama plaża oczarowała mnie niezmiernie!
Przez to, że plaża ta jest idealnie zorientowana na północ uznawana jest za jedno z najlepszych miejsc do obserwacji zorzy polarnej. Warto jednak przyjechać tu jeszcze za dnia, by rozpoznać teren i nie potknąć się w nocy o oblodzone kamienie.



Plaża Unstad (Unstadstranden)
Gdybym miała wybrać tylko jedną najpiękniejszą plażę na całych Lofotach, byłaby to właśnie Unstadstranden. Dla wielu to ta legendarna plaża i światowa mekka arktycznych surferów. Dla mnie zaś najdoskonalsza odsłona raju.
Będąc tutaj, nie zapomnijcie wdrapać się o tu 68°16’54.3″N 13°33’58.6″E. Intensywny spacer dobrze Wam zrobi, a widoki, które stąd się rozpościerają to… No cóż, WOW!





Hovsund – najpiękniej położona latarnia morska
Do miejsca tego trafiłam zupełnie przypadkowo i pokochałam razu. Nie tylko w powodu jednego z najlepszych zdjęć, które udało mi się zrobić podczas podróży. Nie tylko ten na Lofoty!
Latarnia ta znajduje się w małym porcie na wyspie Gimsøya, stoi na końcu falochronu. To miejsc jest tym bardziej fantastyczne, bo jest zdecydowanie mniej uczęszczane. Jeśli wybierzecie się tu przy gorszej pogodzie uważajcie na oblodzenie i potężne fale, które mogą Was z kilka sekund zdmuchnąć z falochronu.




Svolvær i Leknes – główne miasta archipelagu
Ponieważ nie samą przyrodą człowiek żyje, do listy must see zimowych Lofotów dodałam też dwa miasta. Nie są to typowe miasta, a miasta cudownie położone.
Svolvær to oficjalna stolica Lofotów, z największym portem, klimatem małego miasta i skałą Svolværgeita, zaś Leknes to centrum administracyjne i handlowe, położone centralnie na wyspie Vestvågøya, o bardziej nowoczesnym charakterze. Oba są urocze, klimatyczne i z pewnością niezapomniane.
Svolvær to też najlepsza baza na zorganizowane wycieczki, zaś Leknes uznawane jest za idealną bazę dla fotografów i osób chcących codziennie eksplorować słynne plaże na zachodzie. Oba miasta oferują najszerszy wybór usług (sklepy, restauracje, lotniska) dostępnych przez cały rok.

Silsandholmen – mój ukryty klejnot
Miejsca tego nie znajdziecie w absolutnie żadnym przewodniku. Ktoś może powiedzieć, że nic tu nie ma, a ja Wam mówię, że jest i to sporo! Trafiłam tu zrządzeniem losu, a raczej Airbnb, bo to tutaj znajduje się najprzytulniejszy drewniany domek świata, w stylu norweskim — ma się rozumieć.
Czekają tu na Was góry w oddali, a bliżej ośnieżone skały, wszystko zaś otoczone jest idealnie turkusową wodą. Przy odrobinie szczęścia to tutaj spotkać Was może zorza polarna tańcząca w najpiękniejszej scenerii.
Czy wystarczająco przekonałam Was do dopisania Silsandholmen do Waszej listy must see na Lofotach? Jeśli nie, z pewnością zrobią to poniższe zdjęcia.





Dorsz, który suszy się na wietrze
Jeśli Lofoty odwiedzacie zimą, chcąc nie chcąc natkniecie się na ten lofocki fenomen kulturowy. Suszony na wietrze dorsz (tørrfisk) wisi na ogromnych, drewnianych konstrukcjach (hjell) i nie sposób ich nie zauważyć.
Sezon na suszenie trwa od lutego/marca, choć ostatnimi laty obserwuje się tendencję do lekkiego odstępstwa od tego terminu. Obojętnie zaś o której porze roku odwiedzicie archipelag, bez wątpienia zauważycie tu ciągnące się kilometrami specjalne drewniane konstrukcje cierpliwie czekające na swój etap pracy.
Dodam też, że sama dałam się namówić na skosztowanie tørrfisk. I cóż, jakoś niespecjalnie przypadliśmy sobie do gustu. Ale może Wam pójdzie lepiej?

Vestvågøya – wyspa do polowanie na wschód słońca
I na to miejsce trafiłam przypadkowo w drodze na najsłynniejsze boisko, o którym czytaliście już wyżej. Zimą słońce wstaje późno, tworząc wielogodzinny spektakl różowych i złotych barw. Sama zaś wyspa Vestvågøya, z licznymi zatokami i wzgórzami otwartymi na wschód, jest idealnym miejscem, by doświadczyć nie tylko malowniczego wschodu słońca.
Jeśli chcecie tu większej precyzji, najlepszym miejscem jest szczyt Offersøykammen – stosunkowo łatwa i bezpieczna (przy dobrych warunkach) trasa z panoramą 360 stopni.



Na koniec
Podsumowując wszystko, co powyższe, pamiętajcie, że zimą na Lofotach dzień jest krótki, ale za to całe te niezbyt długie godziny to jedna, wielka „złota” i „błękitna godzina”. Nic dziwnego, że co roku zimą Lofoty przyciągają bardziej lub mniej profesjonalnych fotografów z całego świata. Planujcie więc swoje trasy tak, by być w tych najpiękniejszych miejscach właśnie wtedy, gdy światło jest najbardziej magiczne.
Regularnie sprawdzajcie prognozę pogody na yr.no i stan dróg na Vegvesen Trafikk. Nigdy nie ignorujcie ostrzeżeń o lawinach czy silnym wietrze, bo nie tylko na Lofotach z pogodą nie ma żartów.
Jeśli wybieracie się na zaśnieżone lub oblodzone szlaki, niech raczki na buty staną się Waszym nieodłącznym przyjacielem. Proste, nakładane na buty kolce mogą uratować Was przed bolesnym upadkiem i wszelkimi przykrymi dolegliwościami z nim związanymi.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniałam tu o mojej ulubienicy północy — aurorze. Zorza tańczy według własnych zasad, dlatego bądźcie cierpliwi. Używajcie aplikacji (np. My Aurora Forecast) do śledzenia prognoz, ale pamiętajcie, że kluczowe jest bezchmurne niebo. Najlepsze zdjęcia zrobicie z dala od świateł wiosek. A jeśli chcecie receptę na jej upolowanie, koniecznie odwiedźcie ten wpis.
Wreszcie na sam koniec zaznaczę i bynajmniej nie jest to sprawa niskiej rangi, że będąc na Lofotach nie tylko zimą postawcie na SPONTANICZNOŚĆ. Dajcie się ponieść chwili i otaczającej Was przyrodzie. Niech powyższy plan będzie tylko delikatną sugestią, gdzie postawić swoje pinezki, a resztę niech zrobi Matka Natura, która w tej części Europy poszła na całość!
P. S. Po techniczne informacje z Lofotami w roli głównej odwiedźcie ten wpis: NORWEGIA: Wszystko, co musicie wiedzieć przed podróżą na Lofoty.








0 komentarzy