Jeśli regularnie czytacie mojego bloga, zapewne ostatnio natknęliście się na pełny pięknych zdjęć zimowej Norwegii wpis o Lofotach i 15 must see podczas mroźnej wizyty w tym zakątku świata. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, gorąco Was namawiam, aby chociaż zapoznać się z fotografiami Lofotów. A jeśli po ich obejrzeniu poczujecie wielką potrzebę postawienia stopy tej zimy w tym jednym z najpiękniejszych zakątków nie tylko Norwegii i Europy, ale i świata, poniższe linijki są dla Was. Pomogą Wam poznać Lofoty od bardziej technicznej strony.

Kilka słów wstępu o Lofotach
Lofoty to grupa wysp rozciągniętych na długości 112 km u północno-zachodnich wybrzeży Norwegii. Dokładna liczba wszystkich wysp, wysepek i szkierów (malutkich skalistych wysepek) na Lofotach jest trudna do precyzyjnego określenia i zależy od przyjętej definicji „wyspy”. Mówi się o tysiącach skał i lądów wystających ponad powierzchnię wody.
Jednak z praktycznego i geograficznego punktu widzenia, archipelag Lofotów składa się z siedmiu głównych wysp. Pięć z nich tworzy słynny, połączony mostami i tunelami łańcuch, który turyści przemierzają drogą E10: Austvågøya (największa), Gimsøya, Vestvågøya (najgęściej zaludniona), Flakstadøya oraz Moskenesøya (najbardziej na południe w głównym łańcuchu). Do archipelagu zalicza się również dwie większe, oddzielone od głównego łańcucha wyspy Værøy oraz Røst (najdalej na południe).
Wszystkie siedem głównych wysp jest zamieszkałych. Oprócz tego, stała populacja zamieszkuje również kilkanaście mniejszych, okolicznych wysepek, często z bardzo małą liczbą mieszkańców, tworzących niewielkie, odizolowane społeczności.
Głównymi miastami Lofotów są Svolvær (stolica i największe miasto), Leknes (centrum administracyjne), Henningsvær (nazywane „Wenecją Północy”) czy Reine (uznawane za jedną z najpiękniejszych wiosek świata), o czym możecie się przekonać w tym wpisie.
Archipelag Lofotów, choć leżący w całości powyżej koła podbiegunowego (ok. 68°N) charakteryzuje się zaskakująco łagodnym klimatem. To jedno z miejsc na świecie o największej dodatniej anomalii temperaturowej w stosunku do szerokości geograficznej. Dzięki ciepłemu prądowi zatokowemu Golfsztrom, zimy na Lofotach są niezwykle łagodne, a porty nigdy nie zamarzają, mimo że leżą na tej samej szerokości co północna Alaska czy Grenlandia. Dlatego ostatnio da się zaobserwować wzmożone zimowe zainteresowanie tym norweskim archipelagiem.
Wam zapewne Lofoty kojarzą się z charakterystycznymi czerwonymi domkami rybackimi (rorbuer) i być może drewnianymi konstrukcjami do suszenia ryb (hjell), a temu wszystkiego towarzyszą dramatyczne, ostre szczyty górskie wyrastające prosto z morza.

Kiedy odwiedzić Lofoty?
Aż chciałoby się tu napisać: ZAWSZE! Ale przypatrzmy się poniżej jak na Lofotach prezentuje się sezonowość.
Lato (czerwiec — sierpień): dzień polarny i szczyt sezonu
Szczyt sezonu turystycznego na Lofotach przypada na lipiec i sierpień. Oznacza to więcej turystów, wyższe ceny noclegów i konieczność rezerwowania wszystkiego (samochodu, zakwaterowania) z dużym wyprzedzeniem.
To najpopularniejszy i najcieplejszy okres na wizytę, idealny dla miłośników długich dni, pieszych wędrówek i tętniącego życia. Pod względem pogody to najbardziej stabilny i najcieplejszy okres. Temperatury w ciągu dnia wahają się średnio od +10°C do +18°C, ale zdarzają się dni z temperaturą przekraczającą 20°C. Czerwiec statystycznie ma najwięcej słonecznych dni i najmniej opadów.
Warto wiedzieć, że dzień polarny trwa na Lofotach od około 27 maja do 17 lipca. Dla wielu jest to największa atrakcja lata. Słońce w ogóle nie zachodzi za horyzont, co daje nieograniczone możliwości do zwiedzania, fotografowania i wędrówek o każdej porze doby.
Latem wszystkie szlaki są dostępne i bezpieczne. Soczysta zieleń i kwitnące łąki tworzą przepiękne krajobrazy, a cieplejsza woda zachęca do aktywności wodnych i odpoczynku na rajskich, arktycznych plażach.
Dla kogo jest ten czas? Szczególnie dla osób, które chcą aktywnie spędzać czas, wędrować po górach i maksymalnie wykorzystać każdą chwilę dzięki białym nocom.
Zima (listopad — marzec): zorza polarna i magia śniegu
Zima na Lofotach to czas nieco surowy, ale jakże magiczny i niezwykle fotogeniczny. To okres dla tych, którzy szukają spokoju i chcą zobaczyć słynną zorzę polarną. Ostatnimi czasy Lofoty cieszą się wielkim zainteresowaniem również zimą, dlatego można się pokusić o wydzielenie także zimowego szczytu sezonu.
Pogoda zimą jest zmienna i nieprzewidywalna, z temperaturami oscylującymi wokół -2°C do +2°C. Dzięki ciepłemu Prądowi Zatokowemu (Golfsztrom) zimy są tu zaskakująco łagodne jak na tę szerokość geograficzną. Należy być jednak przygotowanym na silne wiatry i zamiecie śnieżne.
Jeśli na Lofoty zawitacie zimą, możecie dostąpić zaszczytu spotkania zorzy polarnej (wrzesień — początek kwietnia). Dla wielu to zresztą główny powód, dla którego odwiedza się Lofoty zimą. Najlepsze warunki do jej obserwacji panują od października do marca, kiedy noce są długie i ciemne. Zima to też noc polarna (ok. 7 grudnia – 6 stycznia), kiedy słońce nie wschodzi ponad horyzont, a dzień to zaledwie kilka godzin magicznego, niebieskiego półmroku, co tworzy niepowtarzalną atmosferę. Niskie zimowe słońce tworzy niesamowite światło, a ośnieżone szczyty górskie wyglądają spektakularnie. Od lutego do kwietnia trwają tu też największe na świecie połowy dorsza (skrei), co jest fascynującym, lokalnym zjawiskiem i przyciąga tłumy ciekawskich oczu.
Dla kogo jest ten czas? Z całą pewnością przede wszystkim dla fotografów, bo złota i niebieska godzina trwają i trwają. Ale też dla miłośników zorzy polarnej i osób szukających spokoju. W końcu dla eksploratorów arktycznego klimatu, ale nie na tyle surowego, jaki występuje przykładowo w Tromsø czy Alcie.
Wiosna i jesień (kwiecień — maj, wrzesień — październik): pory przejściowe
To doskonały kompromis między latem a zimą, oferujący unikalne zalety obu sezonów przy znacznie mniejszej liczbie turystów.
Jesień (wrzesień — październik) to czas kiedy pogoda wciąż jest stosunkowo łagodna (od +5°C do +12°C), ale bardziej deszczowa i wietrzna. Natomiast przepiękne, jesienne kolory pokrywają góry, kończy się też szczyt sezonu, więc jest znacznie spokojniej. We wrześniu pojawiają się już pierwsze, realne szanse na zobaczenie zorzy polarnej.
Wiosna (kwiecień — maj) to czas kiedy pogoda powoli robi się cieplejsza, ale na szczytach wciąż leży dużo śniegu, co może utrudniać wędrówki. Dni stają się coraz dłuższe. To czas, gdy można zobaczyć słynne drewniane konstrukcje uginające się od suszonego dorsza (stockfish) – ikoniczny widok Lofotów.
Dla kogo jest ten czas? Dla osób, które chcą uniknąć tłumów, szukają niższych cen i chcą połączyć zalety różnych pór roku (np. jesienne kolory i zorza).
Jak dostać się na Lofoty?
Tutaj sytuacja jest równie rozbudowana co w pytaniu poruszonym punkt wyżej.
Podróż z Polski na Lofoty jest łatwiejsza, niż mogłoby się wydawać, choć wymaga co najmniej jednej przesiadki. Niemal zawsze będzie obejmować przesiadkę w Oslo. Regularne połączenia z Warszawy (Chopin i Modlin), Krakowa, Gdańska, Katowic czy Wrocławia oferują m.in. LOT, Norwegian, Ryanair oraz Wizz Air.
Po przylocie do Oslo przesiądziecie się na lot krajowy do wybranego lotniska. Te trasy obsługują głównie linie SAS i Norwegian. Kluczem jest dotarcie do jednego z trzech strategicznych lotnisk w północnej Norwegii, skąd można kontynuować podróż na archipelag. Dlatego pierwszym celem będzie wybranie jednego z większych lotnisk w regionie:
- Harstad/Narwik, Evenes: najlepsza opcja, jeśli planujecie wynająć samochód. Lotnisko leży na stałym lądzie, a malownicza trasa E10 prowadzi stąd prosto na archipelag. Sama skorzystałam właśnie z takiego rozwiązania.
- Bodø: idealny wybór, jeśli chcecie połączyć lot z rejsem promem. Miasto jest głównym węzłem komunikacyjnym z regularnymi połączeniami promowymi na Lofoty. O promach przeczytacie niżej.
- Tromsø: opcja dla tych, którzy chcą połączyć wizytę na Lofotach ze zwiedzaniem „arktycznego Paryża”. Podróż z Tromsø na Lofoty jest jednak znacznie dłuższa (samochodem lub promem Hurtigruten). Na korzyść za taką opcją może przemawiać często dobra cena biletów do Tromsø oraz większe prawdopodobieństwo ujrzenia zorzy polarnej, z czego zresztą Tromso słynie już od wielu lat.
Następnie do wyboru macie kilka opcji:
Opcja 1: samolotem
Jeśli na same Lofoty planujecie dostać się wyłącznie drogą powietrzną, przez wielu uznawanych za tą najszybszą i najwygodniejszą, ale zazwyczaj najdroższą, pamiętajcie, że na najmniejsze lotniska na Lofotach (Leknes, Svolvær) dolecicie z Bodø liniami Widerøe. Z Polski nie ma bezpośrednich lotów na małe lotniska na Lofotach (Leknes i Svolvær).
Opcja 2: samochodem
To najwygodniejszy i dający najwięcej swobody sposób na zimowe zwiedzanie Lofotów. Sama zdecydowałam się właśnie na takie rozwiązanie. Przy okazji spędziłam też kilka dni na olśniewającej wyspie Senja, o czym przeczytacie w tym wpisie.
Decydując się na taką opcję na lotnisku w Evenes (albo Tromsø) odbierzcie wcześniej zarezerwowany samochód (jeśli wybieracie się tu zimą, koniecznie z oponami z kolcami, choć wydaje się to być na norweskim zimowym porządku dziennym). A potem ruszcie w jakże malowniczą trasę E10. Dojazd do Svolvær (głównego miasta Lofotów) zajmie Wam około 3 godzin (z Evenes. Z Tromso to już ponad 6 godzin jazdy) przepiękną, ośnieżoną drogą. Choć śmiem sądzić, że właśnie przez te niebotyczne widoki, nieco więcej czasu spędzicie za kółkiem.
Jeśli chcecie w naprawdę korzystnej cenie zarezerwować samochód na Lofotach (ale nie tylko), koniecznie kliknijcie w TEN LINK.
Opcja 3: promem
Sceniczna alternatywa dla tych, którzy chcą doświadczyć podróży przez fiordy i zobaczyć słynną „ścianę Lofotów” (Lofotveggen) od strony morza.
W tym wypadku z lotniska w Bodø dostaniecie się do terminalu promowego (taksówką lub pieszo – ok. 20-30 min). A potem wsiądziecie na prom do Moskenes (południowa część Lofotów, blisko słynnego Reine). Rejs trwa około 3-4 godzin.
Jeśli wybieracie tę opcję zimą, koniecznie sprawdźcie dokładny i aktualny rozkład promu, bo zimą kursuje on znacznie rzadziej niż latem. Liczcie się też z tym, że zimą rejsy mogą być odwołane z powodu sztormu. Warto tu uwzględnić zapas czasu i plan B. Po dotarciu do Moskenes musicie też mieć zorganizowany dalszy transport (wynajem auta na miejscu, autobus).
Opcja 4: pociągiem
Na samych Lofotach co prawda nie ma żadnej linii kolejowej ani stacji pociągów. Archipelag jest zbyt górzysty i poszatkowany fiordami. Pociągiem można dojechać jednak do miast na stałym lądzie, skąd trzeba przesiąść się na autobus, prom lub wynajęty samochód. Mimo wszystko postanowiłam zawrzeć tutaj również taką opcję, bo wiem, że nierzadko podróżnicy decydują się właśnie na takie rozwiązanie.
Wybór ten to z pewnością epicka, wielodniowa przygoda, która prowadzi przez jedne z najpiękniejszych tras kolejowych Europy. I tutaj mamy kilka opcji:
- pociągiem do Bodø (przez Norwegię)
To najbardziej „klasyczna” trasa kolejowa w kierunku Lofotów. Z dworca głównego w Oslo udajcie się w 18-godzinną podróż do Bodø. To najdłuższa linia kolejowa w Norwegii. Najpopularniejszą opcją jest tu pociąg nocny, co pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze na noclegu. Sama trasa jest legendarna. Przecina całą Norwegię z południa na północ, a za Trondheim wjeżdża w arktyczne krajobrazy, przekraczając koło podbiegunowe (co jest nawet ogłaszane w pociągu). Zimą widoki ośnieżonych płaskowyżów i gór są absolutnie zjawiskowe. A potem z Bodø albo samolotem bezpośrednio na Lofoty, albo promem do Moskenes (ok. 3-4 godziny rejsu). To już wiecie z punktu wyżej.
- pociągiem do Narwiku (przez Szwecję)
To alternatywna, równie spektakularna trasa, omijająca Oslo, jeśli przykładowo dużo tańsze okażą się akurat loty do Sztokholmu. Wtedy z dworca w Sztokholmie wyrusza słynny nocny pociąg do Narwiku w Norwegii. Podróż trwa około 18-20 godzin. Trasa prowadzi przez całą Szwecję, mija Luleå i słynną Kirunę, a następnie przekracza granicę z Norwegią w górach, zjeżdżając malowniczo w kierunku fiordu w Narwiku. To jedna z najwyżej położonych linii kolejowych w Europie. Następnie z Narwiku (który, choć leży bliżej Lofotów niż Bodø, nie ma połączenia promowego) trzeba wsiąść w autobus regionalny (linia 300), który jedzie trasą E10 przez całe Lofoty, aż do Å. Podróż autobusem z Narwiku do Svolvær zajmuje około 4 godzin. Można też w Narwiku wynająć samochód.
Opcja 5: kombinacja wszystkich powyższych
Tak naprawdę sposobów dotarcia na Lofoty jest dużo więcej i zależą one od pomysłowości samego zainteresowanego. Ale niech powyższe zapiski pomogą Wam naświetlić perspektywę.
Pamiętajcie, że niezależnie od wybranej opcji, rezerwujcie bilety lotnicze i samochód z dość dużym wyprzedzeniem. Z roku na rok zimowe Lofoty cieszą się też coraz większą popularnością, zwłaszcza wśród markowo ubranych Azjatów. Uwzględnijcie to szczególnie w przypadku wyboru auta.
Jeśli nasuwa Wam się teraz pytanie, ile może kosztować dotarcie na Lofoty, odpowiem krótko: to zależy. I to nie tylko od opcji, którą wybierzecie, ale też terminu, momentu rezerwacji, a w końcu i Waszej pomysłowości, a nawet cierpliwości. Dodam, że cenę transportu na Lofoty oscylującą wokół 1200 złotych uznałabym już za pokusę wartą grzechu.

Jak przemieszczać się po Lofotach?
I tu Lofoty oferują kilka opcji do wyboru.
Opcja 1: wynajęty samochód (najlepsza i najpopularniejsza)
Posiadanie własnego samochodu na Lofotach to synonim wolności i komfortu. Sama zdecydowanie najbardziej polecam właśnie taką opcję. Nie tylko na Lofotach zresztą. Wybór ten sprawi, że będziecie panem swojego czasu. Zatrzymujecie się, gdzie chcecie i na jak długo chcecie, co jest bezcenne przy polowaniu na zorzę polarną i fotografowaniu zmiennych krajobrazów. Dzięki posiadaniu własnego pojazdu dotrzecie do mniej popularnych plaż, szlaków i punktów widokowych, do których nie dojeżdża transport publiczny, zaś w razie nagłego załamania pogody macie zapewnione ciepłe schronienie. Możecie też łatwo przewozić sprzęt (statyw, dodatkowe ubrania, termos z herbatą).
Jeśli Lofoty odwiedzacie zimą, zwróćcie uwagę czy Wasze auto posiada opony z kolcami. Według mnie to absolutny standard i mus, ale bazując na swoim wieloletnim norweskich doświadczeniu, śmiem sądzić, że każdy, albo prawie każdy samochód z wypożyczalni w Norwegii o tej porze roku będzie w nie wyposażony. Pamiętajcie też, że główna droga, E10, jest regularnie odśnieżana i utrzymywana. Chyba że zima zaskoczy norweskich drogowców, a co ciekawe, jest to całkiem możliwe i spotkało mnie i moją ekipę podczas podróży na Lofoty. Skończyło się to nieplanowanym lądowaniem w rowie. Uważajcie też na boczne drogi dojazdowe do niektórych plaż czy wiosek, bo mogą być dość wąskie i często całkowicie zaśnieżone. Po prostu jedźcie ostrożnie i wolniej niż wskazują znaki.
Zarówno zimą, jak i latem sprawdzajcie regularnie prognozę pogody (np. na stronie yr.no lub na stronie vegvesen trafikk) przed wyruszeniem. Silne wiatry i zamiecie mogą powodować chwilowe zamknięcia niektórych mostów lub odcinków dróg.
Wreszcie, co podkreślałam już wielokrotnie w tym wpisie, nie czekajcie z wynajęciem auta do ostatniego momentu. Lofoty cieszą się coraz większą popularnością nie tylko latem, ale coraz częściej zimą. Nie chcecie się przecież dać negatywnie zaskoczyć! A samochód w dobrej cenie upolujecie TUTAJ.
Opcja 2: transport publiczny (autobusy)
Możliwe, ale wymagające dobrego planowania i gotowości na kompromisy. To opcja dla oszczędnych i cierpliwych podróżników. Główną oś komunikacyjną stanowi trasa wzdłuż drogi E10, łącząca Narwik na stałym lądzie z Å na samym końcu Lofotów. Autobusy kursują, ale ich częstotliwość jest mocno ograniczona (zwłaszcza zimą) – na głównych trasach może to być kilka (np. 3-6) kursów dziennie, a na bocznych jeszcze mniej lub wcale.
Wybierając taką opcję rozkład jazdy sprawdzajcie na stronie reisnordland.no.
Opcja 3: zorganizowane wycieczki i transfery
Dobra opcja uzupełniająca, jeśli nie macie samochodu (albo prawa jazdy) lub nie chcecie prowadzić w nocy albo w śnieżycy czy ulewie. Sama nie jestem eksprestem w tej kwestii, bo nigdy nie korzystam z takiej opcji, ale wiem, że wiele firm w Svolvær czy Leknes oferuje wieczorne „polowania na zorzę”. Przewodnik zabierze Was minibusem w miejsca, gdzie jest największa szansa na czyste niebo, z dala od świateł miasta. Podobna opcja dotyczy też innych atrakcji turystycznych (objazdówki widokowe, wizyty we wioskach rybackich, trekkingi). Często niektóre hotele lub organizatorzy wycieczek oferują transfery z lotniska lub do punktów startowych szlaków.
Co spakować do plecaka (albo walizki)?
Warstwowy ubiór to podstawa zarówno zimą jak i latem. Pogoda na Lofotach jest zmienna, kapryśna i nieprzewidywalna. Zimą na pewno postawcie na bieliznę termoaktywną, polar, kurtkę puchową oraz wiatrówkę ochronią przed mrozem sięgającym -15°C. Niezbędne są raki lub raczki śnieżne, które zwiększą przyczepność na oblodzonych szlakach. W plecaku warto mieć też powerbank (niska temperatura szybko wyczerpuje baterie), latarkę czołową i termos z gorącą herbatą.

Gdzie spać na Lofotach?
Wybór odpowiedniego miejsca do spania jest kluczowy dla klimatu całej podróży. Lofoty oferują szeroką gamę noclegów, od tradycyjnych, rybackich chatek po nowoczesne hotele.
Rorbuer i Sjøhus
Dla wielu to absolutny numer jeden i najbardziej autentyczne doświadczenie, jakiego można zaznać na Lofotach. Rorbuer to tradycyjne, często czerwone, drewniane domki rybackie, budowane na palach nad samą wodą. Sjøhus to podobne, nieco większe dawne budynki portowe. Wiele z nich zostało pięknie odrestaurowanych i przekształconych w komfortowe apartamenty dla turystów, często z salonem, aneksem kuchennym i tarasem z widokiem na fiord lub morze. Idealne dla osób szukających autentyczności, niezależności (dzięki własnej kuchni) i niesamowitych widoków tuż za progiem. Świetne dla fotografów i rodzin.
Dodam, że opcja ta nie należy do najtańszych.
Znajdziecie je w niemal każdej wiosce rybackiej. Najsłynniejsze i najbardziej fotogeniczne kompleksy to:
- Eliassen Rorbuer w Hamnøy: prawdopodobnie najczęściej fotografowane domki na Lofotach, z ikonicznym widokiem na góry.
- Reine Rorbuer w Reine: położone w sercu jednej z najpiękniejszych wiosek świata.
- Kræmmervika Rorbuer w Ballstad: oferują rustykalny klimat i często świetną restaurację na miejscu.
Nowoczesne domki i apartamenty (Hytte)
Dla tych, którzy cenią sobie skandynawski design i nowoczesne udogodnienia, ale nadal chcą być blisko natury. To często nowo wybudowane, w pełni wyposażone domki lub apartamenty, często z dużymi, panoramicznymi oknami, zaprojektowane tak, by maksymalnie wykorzystać widoki. Rozsiane są po całych wyspach, często w bardziej odosobnionych, malowniczych lokalizacjach. Warto sprawdzać oferty na platformach takich jak Booking.com czy Airbnb. Przykładem mogą być nowoczesne domki w okolicach Leknes czy Svolvær.
Albo domki bardziej na odludziu, skąd przy odrobinie szczęścia będziecie mogli podziwiać zorzę polarną wprost z kanapy salonu, siedząc przy kominku ogrzewanym pachnącym drewnem. Doskonale nadają się dla par, rodzin lub grup przyjaciół, którzy cenią sobie wyższy standard, komfort i nowoczesny design.
Hotele
Tradycyjna opcja, która oferuje najwięcej wygód i usług. Do wyboru macie klasyczne hotele ze śniadaniem, restauracją i recepcją albo nieco bardziej budżetowe bez wyżywienia i z nieco skromniejszym wystrojem. Skoncentrowane są głównie w większych miastach archipelagu.
Hostele i pensjonaty
Opcja budżetowa, idealna dla podróżujących solo i tych, którzy chcą poznać innych ludzi. Oferują zarówno łóżka w pokojach wieloosobowych, jak i proste pokoje prywatne, często ze wspólnymi łazienkami i kuchnią.
Przykładem jest wysoko oceniany FURU Hostel, który oferuje nie tylko nocleg, ale też świetną atmosferę i organizowane aktywności.
Niezależnie od wybranego typu noclegu, rezerwujcie z wyprzedzeniem! Również zimą! Mimo że zima to nadal nieco mniej popularny sezon niż lato, te najlepsze i najpopularniejsze miejsca (zwłaszcza klimatyczne rorbuer z dobrym widokiem na północ, skąd widać zorzę) mogą być szybko zajęte.
Co zobaczyć na Lofotach?
Lofoty miałam okazję odwiedzić tylko zimą. Gotową fotorelację oraz 15 must see znajdziecie w tym wpisie. Jeśli wrócę na Lofoty o innej porze roku, choć nie wykluczam też kolejnej zimowej odsłony, zostaniecie o tym poinformowani.
Jeśli nie chcecie, aby ominęła Was kolejna podróż (nie tylko ta na Lofoty), koniecznie zapiszcie się do newslettera!









0 komentarzy