RECEPTA na zorganizowanie ślubu w Toskanii

lip 22, 2025 | Europa, Recepty, Włochy | 0 komentarzy

lip 22, 2025 | Europa, Recepty, Włochy | 0 komentarzy

recepta_na_podroz_przygotowania

Nałogowa podróżniczka od dwóch dekad, blogerka od jednej – podróże mam we krwi. Dlatego wieść, którą nieco ponad pół roku temu obwieściłam rodzinie, nie była szokiem, a raczej naturalną koleją rzeczy: bierzemy ślub za granicą.

We Włoszech.

W sercu Toskanii.

Wizja tego dnia kiełkowała w mojej głowie na długo, zanim poznałam przyszłego męża. Jakoś tak podświadomie wiedziałam, że to będą, a raczej, że muszą to być Włochy. Przeczuwałam, że sakramentalne tak wypowiem w którymś z uroczych, zabytkowych rzymskich kościółków. Kiedy więc podczas naszej już wspólnej podróży przez Amerykę Środkową, pod malowniczym wodospadem z tuskusową wodą w Kostaryce na moim palcu wylądował pierścionek zaręczynowy, nie czekałam długo. Przedstawiłam świeżo upieczonemu narzeczonemu swoją wizję ślubu w Toskanii.

Mój narzeczony, początkowo sceptyczny wobec wizji jakiegokolwiek ślubu gdziekolwiek, po kilku długich rozmowach dał się w końcu przeciągnąć na moją stronę ślubnej mocy. Dostałam zielone światło. Machina ślubnych przygotowań ruszyła pełną parą.

Wspólnie braliśmy pod uwagę dwa kierunki: Chorwację i Włochy. Ta pierwsza odpadła niemal natychmiast, bez jakiegoś szczególnego powodu. Postawiliśmy na kameralną uroczystość w otoczeniu jedynie najbliższych nam osób, a ku temu najbardziej sprzyjała właśnie Toskania. Dla wielu zresztą kraina stworzona więc do przeżycia romantycznego ślubu.

Skoro zaś ściągaliśmy naszych ukochanych ludzi do Włoch, nie mogła to być tylko półdniowa ceremonia — głośno myśleliśmy. I tak podczas jednej z jakże licznych w tamtym czasie wspólnej burzy mózgów, zrodził się pomysł, by na zaproszeniach wpisać nie jeden, a pięć dni. I zaprosić wszystkich do serca toskańskiej wsi – do wspólnej, wynajętej willi.

Ale po kolei…

Polowanie na toskańską willę

Zaczęło się prawdziwe polowanie. Po naszkicowaniu listy gości musieliśmy dyskretnie wybadać, na kogo z najbliższych możemy liczyć. Bo określenie liczby osób było kluczowe w wyszukiwaniu wspólnego lokum we Włoszech. Toskańskiej willi.

Znalezienie wielkiego domu, który pomieści wszystkich i nada się na rodzinną celebrację, okazało się nie lada wyzwaniem. Całe kilka długich tygodni spędziliśmy na przeczesywaniu nie tylko Airbnb czy Booking.com, ale i najgłębszych zakamarków sieci. Były angielskojęzyczne luksusowe agencje, były szemrane strony włoskich najmów prywatnych, było też multum włoskojęzycznych ofert szytych na miarę ślubu agroturystyk.

Na szczęście mój mąż obdarzony jest nie tylko anielską cierpliwością, ale i nadprzyrodzoną umiejętnością wyszukiwania w czeluściach Internetu prawdziwych perełek. I tak pewnego zimowego wieczoru, zaprezentował mi ideał: zdolną pomieścić 18 osób Villa Borbone, położoną nieopodal nieznanej mi wtedy jeszcze toskańskiej miejscowości Lucca.

W willi Borbone zakochałam się dosłownie od pierwszego wejrzenia! Zresztą, ruszyłoby chyba każdego, bo willa wyglądała dokładnie tak, jak miejsce z moich ślubnych marzeń wyglądać powinno: willa była stara, ale luksusowo odnowiona, posiadała przestronne pokoje z wielkimi łóżkami, na których spoczywały tuziny miękkich poduszek, miała typową włoską kuchnię, która aż prosiła się o przygotowanie lasagne, risotto i tiramisu. Wreszcie willa miała basen i najpiękniejsze położenie chyba w całej Toskanii!

recepta_na_podroz_willa2
recepta_na_podroz_willa1
recepta_na_podroz_willa8
recepta_na_podroz_willa4
recepta_na_podroz_willa5
recepta_na_podroz_willa7
recepta_na_podroz_willa

Starcie z biurokracją i ratunek z nieba

Gdy kwestia dachu nad głową dla wszystkich była już załatwiona, przyszło mi zmierzyć się z potworem – włoską ślubną biurokracją, którą to zgodnie z naszym ślubnym kompromisem zgodziłam się przyjąć na siebie. Poległam, zanim na dobre podpisałam pierwszy dokument. Wiedziałam już, że aby nasz ślub był prawnie ważny, potrzebujemy przewodnika. Po wnikliwym researchu, kilku nieprzespanych nocach i wstępnych konsultacjach, oddaliśmy nasze marzenie w ręce profesjonalistów z agencji ślubnej — Ślub za granicą.

To właśnie ta, chyba najbardziej znana w Polsce firma, spełniająca zagraniczne marzenia nowożeńców, stała się naszym aniołem stróżem. To oni znaleźli toskański kościół z polskim księdzem, podsunęli pomysł na przyjęcie weselne poza willą i – co najważniejsze – wzięli na siebie cały ciężar formalności.

Nam pozostało kilka spotkań z naszym polskim proboszczem oraz wizyta w Urzędzie Stanu Cywilnego. Na koniec spakowaliśmy wszystkie dokumenty i wysłaliśmy je częściowo do polskiej siedziby firmy oraz odpowiednio przetłumaczone i zapieczętowane przez polskiego biskupa — do włoskiej diecezji.

Co zleciliśmy agencji?

Jak już wiecie z punktu wyżej, agencja Ślub za granicą zdjęła z naszych barków cały włoski ciężar biurokratyczny. A my przyjechaliśmy do Toskanii praktycznie na „na gotowe”. Bo…

  • Na dwa dni przed ślubem, z nieocenioną pomocą polsko-włoskiej tłumaczki Agnieszki, podpisaliśmy dokumenty we włoskim urzędzie. Sami znając po włosku głównie kulinarne terminy, bez niej zginęlibyśmy od razu. Zwłaszcza że młody urzędnik niewielkiej toskańskiej miejscowości Serravelle Pistoiese najwidoczniej opuścił wszystkie lekcje angielskiego.
  • Tego samego dnia, czyli na dwa dni przed ślubem poznaliśmy księdza, który udzieli nam ślubu. Księdza najlepszego pod słońcem, który mimo spotkania po raz pierwszy w życiu sprawił, że poczuliśmy się w jego towarzystwie, jakbyśmy całą trójką znali się co najmniej połowę życia. Za namową księdza (Polaka, bo zgodnie z włoskim prawem ślubu udzielić nam musiał ktoś w naszym języku) odbyliśmy próbę generalną przysięgi, a nawet testowaliśmy wino mszalne. Zobaczyliśmy też po raz pierwszy na żywo zabytkowy kościół, który już za dwa dni miał połączyć nas do śmierci.
  • Tego samego dnia też odwiedziliśmy oddaloną od kościoła o niecałą godzinę jazdy agroturystykę, w której miało odbyć się nasze przyjęcie weselne. Na żywo prezentowała się jeszcze lepiej niż na zdjęciach, bo to właśnie poprzez prezentowane nam przez agencję fotografie zdecydowaliśmy się właśnie na to miejsce. Był basem z turkusową wodą, był taras z widokiem na gaj oliwny i malowniczą toskańską okolicę, była bogata, w pełni rozkwitu roślinność otaczająca całą posiadłość. Poziom mojej ekscytacji i szczęścia był tak wysoki, że byłam gotowa rozpocząć wesele już tego samego dnia!

Jak to się stało, że przyjechaliśmy do Toskanii na gotowe? – zapytacie. Tak naprawdę wszystko to, co już na dwa dni przed naszym wielkim dniem zobaczyliśmy na żywo było owocem wielomiesięcznej pracy Bernadetty ze Ślub za granicą oraz setek wymienionych wiadomości i kilka telekonferencji odbytych z nami. Podczas tych mnóstwa przegadanych godzin z Bernadettą, analizowałyśmy każdy, nawet najmniejszy szczegół. To jeszcze z Polski ustaliłyśmy skład i ilość przystawek oraz dobór wszystkich dań weselnych. Pokazałam Berdanetcie zdjęcie swojego wymarzonego tortu ślubnego, a ona mi taki znalazła. Nie pytajcie jak! Ale już po jego zjedzeniu mogę przyznać, że był to najpyszniejszy tort jaki jadłam w życiu!

To z Bernadettą ustaliłyśmy wszystkie szczegóły dotyczące dekoracji kościoła i sali, ale też mojego bukietu ślubnego i butonierki Pana Młodego.

To jeszcze w Polsce wybrałyśmy utwory, które upiękniły naszą ślubną ceremonię, wygrywane przez włoskiego skrzypka oraz organistę, których zresztą też spod ziemi wynalazła nam Bernadetta.

Ponadto wtedy też przygotowałyśmy ślubną playlistę, która to wspomogła saksofonistę przygrywającego nam wraz z zespołem podczas pierwszej godziny przyjęcia weselnego, we Włoszech znanego jako aperitif.

Co zrobiliśmy sami?

No dobra. A co w takim razie spoczywało na naszych barkach? Prawda jest taka, że również i to, co poniższe mogliśmy śmiało zlecić Bernadetcie i jej koleżankom. Ale wtedy nie do końca bylibyśmy sobą, bo przecież wszystkie nasze dotychczasowe podróże zawsze organizowaliśmy zupełnie sami. Dlatego na liście naszych zadań znalazło się:

  • Wynajęcie Fiata 500 w wersji cabrio na lotnisku w Pizie. Co prawda mogliśmy skorzystać z profesjonalnej ślubnej wypożyczalni, których to zarówno w Polsce, jak i we Włoszech nie brakuje, auto wypożycza się już ślubnie przyozdobione, a można się nawet pokusić o opcję z szoferem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Cena jednak takiej atrakcji potrafi porazić, bo najtańsza opcja, którą udało mi się wyszperać to bagatela 900 euro za 3 godziny! Dlatego też udaliśmy się do klasycznej przylotniskowej wypożyczalni i za podobne auto (podobne, bo w ognistoczerwonym kolorze, a nie klasycznej ślubnej bieli) zapłaciliśmy ponad trzy razy mniej, przedłużając też czas jego posiadania do 48 godzin. Wypożyczalni w Toskanii szukajcie pod TYM LINKIEM.
  • Życie w samej willi, bo samodzielnie zaplanowaliśmy menu na cały pobyt, robiliśmy zakupy i dbaliśmy o wyżywienie naszych gości. W końcu to polskie, kilkudniowe wesele – nie mogło zabraknąć dobrego jedzenia i trunków. Sami też zadbaliśmy o upominki dla gości zarówno te powitalne, jak i podziękowanie przed wyruszeniem do Polski. Sporządziliśmy też plan tych kilku toskańskich dni i aktywnie braliśmy w nim udział, stając się nie tylko Parą Młodą, ale i przewodnikiem po Toskanii i Ligurii. O tym przeczytacie poniżej.

Podróż, przyjazd i wielkie przygotowania

Do Toskanii dotarliśmy na kilka dni przed weselem. Ważnym powodem wcześniejszego przybycia było umówione z wyprzedzeniem spotkanie we włoskim urzędzie. Ale przyznam, że przede wszystkim chcieliśmy odsapnąć przed ślubem, spędzić kilka ostatnich narzeczeńskich dni w cudownej Toskanii i poznać lepiej to miejsce. Z perspektywny zaś czasu ten wcześniejszy przyjazd okazał się genialnym sposobem na uniknięcie typowego przedślubnego stresu.

Do Toskanii przyjechaliśmy własnym samochodem. Podobnie jak reszta naszych gości. Na szczęście zarówno my, jak i nasze rodziny, mieszkamy w południowo-zachodniej części Polski, dlatego do celu udało nam się dotrzeć w mniej niż 15 godzin.

Nasz ślub odbył się w czwartek, zaś klucze do willi odebraliśmy w środę. Goście weselni byli jeszcze wtedy w drodze, więc mieliśmy czas, by przygotować dla nich pokoje. Każdy z nich został podpisany, dzięki czemu uniknęliśmy zamieszania, kiedy kilkanaście osób dotarło do mety po długiej podróży. Pierwsze chwile w willi umilił im też schłodzony Aperol oraz powitalne upominki, które czekały w każdym z pokoi. Chcieliśmy, by po kilkunastu godzinach za kółkiem trafili do prawdziwego raju, dlatego czekała też na nich ciepła kolacja, domowe ciasto i wyborne toskańskie wino.

Sami w końcu też mogliśmy odetchnąć z ulgą, bo wszsytko udało nam się dopiąć na ostatni guzik. Kiedy zasiedliśmy przy wspólnym stole z najbliższymi, po raz pierwszy dotarło do nas, co wydarzy się kolejnego dnia. Ale nie pozwoliliśmy sobie na stres. Wieczór upłynął nam na wspomnieniach z naszego dzieciństwa, a jego zwieńczeniem była prezentacja filmu z naszych licznych wspólnych podróży. Zmęczeni, ale przepełnieni emocjami, przede wszystkim szczęściem i wzruszeniem, bo od zawsze marzyliśmy, żeby którąś z naszych podróży spędzić wspólnie z najważniejszymi osobami w naszym życiu, zasnęliśmy, by o dziwo spokojnie przespać tę ostatnią narzeczeńską noc.

recepta_na_podroz_przed_slubem2
recepta_na_podroz_przed_slubem3
recepta_na_podroz_przed_slubem4
recepta_na_podroz_przed_slubem5

Dzień ślubu, który minął jak z procy

Sam dzień ślubu przeleciał w mgnieniu oka i podpisze się pod tym chyba większość Par Młodych.

Po wspólnym śniadaniu oddałam się w ręce moich wspaniałych dziewczyn, które zajęły się moim makijażem i fryzurą. Zrezygnowałam z profesjonalistów, po pierwsze z obawy, że włoskie kanony piękna rozminą się z moimi, a po drugie – by nieco podreperować nadszarpnięty budżet. Moja siostra, świadkowa i joginka, jak się okazało z ukrytym talentem fryzjerskim, oraz narzeczona mojego brata, wyczarowały look moich ślubnych marzeń. Spokojnie, nie szłyśmy na żywioł – miesiącami trenowałyśmy w Polsce!

Ponieważ ceremonia ślubna miała odbyć się o 16, na kilka godzin przed postanowiliśmy zamówić dla gości pizzę. W tym dniu absolutnie nikt z nas nie miał głowy do pichcenia nawet w tak klimatycznej kuchni. Ale tu pojawił się problem! Ponieważ nasza idealna willa znajdowała się na naprawdę totalnym odludziu i prowadziła do niej dość karkołomna droga, żadna pizzeria w Lucca nie chciała podjąć się zadania dostarczenia nam ciepłych i pachnących włoską pizzą kartoników. Na szczęście i tym razem wsparcie naszych najbliższych okazało się niezawodne i po raz ostatni, jako narzeczeni, zasiedliśmy do wspólnego biesiadowania.

Jak już wspomniałam wyżej, nasz ślub miał się rozpocząć o godzinie 16. Miał. Nagłe załamanie pogody, wypadek na autostradzie i komplikacje na bramkach sprawiły, że kluczowi goście dotarli do kościoła… kwadrans przed 17! Takie rzeczy mogą zdarzyć się tylko w Italii! Paradoksalnie, dzięki temu my – Para Młoda wraz ze świadkami – spędziliśmy na tyłach zabytkowego kościoła w Serrevalle Postoiese najbardziej niezapomniane i radosne chwile z najwspanialszym księdzem w całej Toskanii. Zresztą sam ksiądz przyznał, że we Włoszech śluby rzadko rozpoczynają się o zaplanowanej porze.

A potem wszystko potoczyło się tak szybko… Nim się obejrzałam, mój – już mąż – zakładał mi obrączkę na palec. Był toast, gromkie Sto lat!, tańce, wyśmienite jedzenie, fajerwerki i najpyszniejszy tort na świecie…

Powiedzcie mi, czy można cofnąć czas, by przeżyć to jeszcze jeden, jedyny raz?

recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania1
recepta_na_podroz_przygotowania2
recepta_na_podroz_przygotowania3
recepta_na_podroz_przygotowania4
recepta_na_podroz_przygotowania4
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania

Toskańskie dolce far niente

Kolejne dwa dni minęły nam wszystkim na błogim relaksie i włoskim celebrowaniu życia. Największym zainteresowaniem cieszył się basen przy naszej willi. To przy nim godzinami gawędziliśmy wspominając ślub i wesele, to tu odprężaliśmy się na sesjach jogi, to tu wieczorami graliśmy w kalambury sącząć włoskie wino.

Ale nie tylko lenistwo i chill towarzyszyły nam podczas tych najświeższych dni naszego małżeństwa. Było też grupowe zwiedzenie Pizy oraz niezapomniana przygoda w Cinque Terre – przeczytacie o niej w oddzielnym wpisie. Wreszcie nie mogło nas zabraknąć w prawdziwym sercu Toskanii i jednym z najchętniej odwiedzanych miast w całej Italii — Florencji.

Wieczorami zaś zasiadaliśmy przy wspólnym stole, przypominaliśmy sobie wzruszające momenty z naszego wesela, a potem prawie do rana graliśmy w planszówki.

recepta_na_podroz_po_slubie
recepta_na_podroz_po_slubie
recepta_na_podroz_po_slubie


Przydatne weselne linki

Na zakończenie, bo wiem, że będziecie pytać, zostawiam Wam przydatne linki, gdyby ktoś z Was marzył o własnym włoskim weselu. A uwierzcie mi, coraz więcej przyszłych Młodych Par myśli właśnie o takim rozpoczęciu swojej wspólnej drogi przez życie.

Czy było warto wydawać fortunę na wesele w Toskanii?

Tych z Was, którzy kliknęli w nagłówek tego wpisu z nadzieją, że dowiedzą się ode mnie ile pieniędzy wydaliśmy na nasze pięciodniowe wesele w Toskanii rozczaruję. Choć ostateczny budżet znacznie przewyższył nasze początkowe założenia, moja odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: to były niezapomniane, a przede wszystkim bezcenne chwile.

Na samo już zakończenie muszę dodać coś jeszcze. Czy wiecie, co w tym toskańskim ślubie i weselu była najpiękniejsze? Że spełniło się moje największe marzenie: dla nas i dla wszystkich naszych gości była to najpiękniejsza podróż. Rodzinny czas pełen miłości, radości i pięknych obrazów. Czas dobrego jedzenia, śmiechu i beztroskiej zabawy. Nikt nie myślał o stresie ani o liście ślubnych obowiązków do odhaczenia. Była tylko czysta, toskańska radość z oficjalnego rozpoczęcia naszego wspólnego życia.

recepta_na_podroz_przygotowania4
recepta_na_podroz_przygotowania
recepta_na_podroz_przygotowania

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *