O Maderze można by pisać w nieskończoność. Choć ta portugalska wyspa położona na Atlantyku nie należy do wysp o wielkich rozmiarach, jej bogactwo, różnorodność i zjawiskowość osiągnęły poziom giga! Zapewne zgodzi się ze mną każdy, kto na Maderze już był albo chociaż przeglądał zdjęcia pochodzące z tej portugalskiej perły.
Sama Maderę po raz pierwszy odwiedziłam kilka lat temu, w czerwcu, przepadłam od razu! Potem, kilka lat później, wybrałam się na Azory, które to rozkochały mnie w swoim pięknie jeszcze bardziej. Rozkochały do tego stopnia, że w swoich opowieściach o nich pozbawiłam nieco Maderę jej blasku…
Na Maderę wróciłam niedawno. Wróciłam zimą, w styczniu – najbardziej mokrym miesiącu. Zapomniałam o Azorach (choć to wyspy jak z bajki), zapomniałam o innych stronach świata. Maderę po tygodniu opuściłam ze szczerymi łzami rozdarcia i smutku…
Od tamtego czasu obsesyjnie myślę o Maderze. Myśli te kręcą się wokół hasła: chcę zamieszkać na Maderze. Na stałe! Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Tymczasem zapraszam Was na podsumowanie 15 najbardziej zjawiskowych maderskich perełek. Perełek, które sprawiły, że uzależniłam się od tego górskiego kawałka portugalskiej ziemi na oceanie.

Lewady
Przystępując do tworzenia tego wpisu, założyłam sobie, że nie będę szeregowała miejsc na Maderze pod względem atrakcyjności. Mimo wszystko, ilekroć myślę o tej wyspie, zawsze najpierw przypominam sobie lewady. Dlatego pozwólcie, że właśnie od lewad zacznę.
Jeśli Madera jest organizmem, lewady to zdecydowanie jej krwioobieg. Podczas planowania podróży z pewnością szybko zorientujecie się, że to słowo jest na wyspie odmieniane przez wszystkie przypadki. Zrozumienie, czym są lewady, to klucz do prawdziwego odkrycia Madery.
Lewady to unikalny system wąskich, kamiennych (a dziś często betonowych) kanałów nawadniających. Ich zadanie od zawsze było jedno: transport wody z deszczowej, górzystej i bogatej w źródła północy na nasłonecznione, ale suche południe wyspy. To właśnie na południu znajdowały się żyzne tereny rolnicze, na których powstawały potężne plantacje trzciny cukrowej (nazywanej tu „białym złotem”), winorośli, a w późniejszych wiekach – bananów. Dziś na Maderze znajduje się około 200 głównych lewad. Ich łączna długość szacowana jest na oszałamiające 2500 do nawet 3000 kilometrów. Oplatają one wyspę tak gęsto, jak gigantyczna pajęczyna. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o maderskich lewadach, odwiedźcie ten wpis.
Dlaczego więc wybranie kilku lewad to najlepsze, co można zrobić na Maderze? Madera bez lewad to jak Paryż bez wieży Eiffla – omija Was główny powód, dla którego to miejsce jest tak wyjątkowe. To właśnie na tych szlakach poczujecie prawdziwy mikroklimat wyspy: niesamowitą wilgoć, zapach eukaliptusów i wilgotnego mchu oraz absolutną ciszę, przerywaną tylko szumem płynącej wody i śpiewem ptaków (często spotkacie tu endemiczne zięby maderskie).
Wybranie 2-3 różnych lewad w trakcie wyjazdu pozwoli Wam poznać zupełnie inne oblicza Madery. Warto zestawić mroczną, dżunglową i prowadzącą do ogromnego wodospadu Levada do Caldeirão Verde, z bardzo widokową, poprowadzoną zboczem klifu Levada do Moinho czy baśniową Levada das 25 Fontes. To idealny detoks dla umysłu, fascynująca lekcja historii i gwarancja widoków, których po prostu nie da się podrobić. Po więcej cudownych lewad wpadajcie tutaj.

Veredy, czyli górskie szlaki
Veredy, choć w świadomości turystów bywają wrzucane do jednego worka z lewadami, najdokładniej można opisać po prostu jako klasyczne górskie szlaki. I to właśnie większość z nich gwarantuje najbardziej spektakularne, wysokogórskie widoki na wyspie.
Zanim na Maderze powstała sieć niesamowitych tuneli i asfaltowych dróg, to właśnie veredy były naturalnymi (i często jedynymi) pieszymi arteriami komunikacyjnymi. Łączyły one odizolowane wioski, pozwalały pokonać strome przełęcze i zejść do głębokich dolin. Dziś te historyczne trasy są rajem dla miłośników trekkingu z całego świata.
Czym różnią się od lewad? Różnica jest zasadnicza! O ile lewady to przyjemne, płaskie (zazwyczaj, ale są wyjątki) spacery (woda przecież nie płynie pod górę), o tyle veredy nie znają kompromisów. Prowadzą ostro pod górę, stromo w dół, ciągną się wąskimi grzbietami górskimi, pną się na szczyty wulkanów lub prowadzą samą krawędzią potężnych klifów. Wymagają lepszej kondycji i mocniejszych kolan, ale nagroda za ten wysiłek jest nieziemska.
To na veredach poczujecie w pełni potęgę wulkanicznego pochodzenia Madery. Wybierając odpowiednią trasę, możecie w kilka dni przenieść się do zupełnie innych światów, dlatego gorąco Was namawiam, aby na równi z lewadami do swojego planu na Maderę wybrać też kilka vered. Które? Odpowiedź znajdziecie w tym dedykowanym veredom wpisie.

Mistyczny las Fanal
Punkt ten nie wymaga długiego tekstu. To absolutny unikat! Las wawrzynolistny w Fanal to miejsce, gdzie czas się zatrzymał. I to dosłownie! Prastare, poskręcane drzewa zanurzone w gęstej, tajemniczej mgle tworzą klimat rodem z filmów fantasy. Nawet (a może zwłaszcza!) w pochmurny dzień jest to punkt obowiązkowy. Co więcej, nie wyobrażam sobie przybyć na Maderę i choć raz nie zmierzyć się z tajemniczym lasem Fanal. Wszystko, co o Fanal wiedzieć (i widzieć) trzeba, znajdziecie w tym wpisie.

Spektakularne punkty widokowe (Miradouros)
Madera to wyspa górzysta, znacznie pofałdowana, dzięki czemu liczba punktów widokowych przewyższa oczekiwania niejednego fana takich miejscówek. Biały napis Miradouros umieszczony na brązowej tabliczce rzuci Wam się w oczy co rusz. A co jeszcze lepsze, każdy z nich oferuje inną perspektywę na potężne klify i bezkresny Atlantyk. Możecie wybrać się na spontaniczną wycieczkę wokół wyspy albo w jej poprzek i pewna jestem, że będziecie oczarowani! A jeśli uwielbiacie planować i wolicie udać się w te najwybitniejsze perełki, koniecznie odwiedźcie ten wpis – znajdziecie tu kilkadziesiąt najwspanialszych widoków na całej Maderze.

Plaże i naturalne baseny
Choć Madera to nie typowy kierunek na plażowanie, jej wybrzeże i tutaj zachwyca! Znajdziecie tu zjawiskowe plaże z czarnym jak smoła, wulkanicznym piaskiem, znajdziecie plaże pełne uroczych otoczaków – gładkich, większych i mniejszych kamieni, przez długie lata obmywanych wodami oceanu, dzięki czemu nie można od nich oderwać wzroku. Wreszcie znajdziecie tu dwie piaszczyste plaże, z piaskiem przetransportowanym z samej Sahary! Do tego Madera oferuje też sporo naturalnych basenów – wyrzeźbionych przez Atlantyk. Po więcej szczegółów zapraszam do zapoznania się z tym wpisem.

Urokliwe miasta i miasteczka
Do tych wszystkich pięknych widoków, plaż oraz mniej lub bardziej górskich szlaków dodajmy również miasta, miasteczka oraz wioski. Oprócz tętniącej życiem stolicy – Funchal (z jej słynnymi drzwiami na Rua de Santa Maria), odwiedźcie mniejsze perełki: słoneczne Ponta do Sol, rybackie Câmara de Lobos czy Santana, gdzie znajdziecie tradycyjne, trójkątne domki kryte strzechą.
Albo przejedźcie na zachodni kraniec wyspy, by delektować się ciszą i spokojem, smacznym jedzeniem oraz najbardziej zjawiskowymi zachodami słońca podglądanymi z tutejszych miejscowości. Kolejnego dnia udajcie się na wilgotną, nieco bardziej kapryśną pogodowo północ, by przysiąść w tutejszych miasteczkach, nauczyć się surfować i zajadać się jeszcze gorącym bolo do caco.
Nie pomijajcie też wschodniego krańca wyspy, tak samo jak i środka Madery – tu wszędzie jest pięknie, tu wszędzie jest co robić. Nie wierzycie? Sprawdźcie ten wpis, który nie tylko na tacy poda Wam listę najciekawszych miejscowości na wyspie, ale pomoże też podjąć decyzję, w której części wyspy znaleźć nocleg na Wasze maderskie wakacje, a także gdzie dobrze zjeść.

Kolejki linowe na krawędzi świata
Wiecie już, że Madera klifami stoi! Z niektórych z nich, przy odpowiedniej porcji wysiłku, możecie zejść na własnych nogach aż do poziomu oceanu. Inne z kolei oferują niesamowity zjazd w dół. Zanim jednak przedstawię Wam najciekawsze maderskie kolejki linowe (teleféricos), poznajmy nieco fascynującej historii. Historii fajãs.
Słowo fajã (czyt. fa-ża) oznacza w języku portugalskim niewielki, płaski skrawek lądu u podnóża stromego klifu, stykający się bezpośrednio z oceanem. Większość z nich powstała setki lub tysiące lat temu w wyniku potężnych osunięć ziemi i skał ze stromych zboczy, a czasem w wyniku spływającej i zastygającej w wodzie lawy.
Dlaczego były tak ważne? Madera to wyspa niezwykle górzysta, a płaskie, łatwe pod uprawę tereny to tutaj od zawsze prawdziwy luksus. Maderyjczycy musieli wykorzystywać każdy, nawet najbardziej niedostępny kawałek żyznej ziemi. Szybko okazało się, że odcięte od świata fajãs to istne rolnicze eldorado. Otoczone potężnymi, nagrzewającymi się w słońcu pionowymi ścianami i osłonięte od górskich wiatrów, tworzyły unikalny, subtropikalny mikroklimat. To właśnie w tych izolowanych miejscach rosną najsłodsze banany, papaje, mango oraz winorośl, z której od wieków produkuje się doskonałe maderskie wino (szczególnie szczep Malvasia).
Wyobraźcie sobie jednak codzienną pracę na takich plantacjach. Przez stulecia lokalsi musieli schodzić do swoich upraw na dnie klifu po wąskich, przerażająco stromych ścieżkach, przypominających kozi szlak. Zebrane plony – ciężkie kiście bananów czy winogrona – wnosili na samą górę na własnych plecach w wielkich, wiklinowych koszach. Jedyną alternatywą był transport łodziami, co przy wiecznie niespokojnym Atlantyku bywało równie niebezpieczne. Aby ułatwić to mordercze zadanie, w XX wieku na wielu klifach zaczęto montować proste, mechaniczne wyciągi towarowe, które spuszczały na dół zaopatrzenie, a do góry wciągały plony. To właśnie one dały początek dzisiejszym nowoczesnym kolejkom linowym.
Z biegiem lat wyciągi te zmodernizowano i przystosowano do transportu pasażerskiego. Dziś maderskie teleféricos pełnią podwójną rolę: z jednej strony nadal wożą w dół rolników i ich zbiory, a z drugiej – stanowią absolutny hit turystyczny. Zjazd w przeszklonym wagoniku po niemal pionowej ścianie klifu wprost do zielonego, rolniczego raju nad oceanem to przypływ adrenaliny i potężna lekcja historii wyspy w jednym!
Na wyspie znajduje się kilka niezwykłych kolejek (teleféricos), które gwarantują zastrzyk adrenaliny. To wspaniała alternatywa zwiedzania wyspy, która szczególnie spodoba się tym najmłodszym podróżnikom.
Teleférico Achadas da Cruz to ta najbardziej stroma (na świecie!) i chyba najbardziej ekstremalna i spektakularna kolejka na wyspie. Już sam zjazd w dół robi kolosalne wrażenie! Ale to co najlepsze, czeka Was na dole! Wygospodarujcie co najmniej godzinę, aby pospacerować brukowanym szlakiem z falami oceanu po Waszej jednej stronie, a maderskimi ogródkami działkowymi po drugiej. Więcej informacji znajdziecie na tej stronie. Na dzień pisania tego posta, wbrew informacjom pokazanym na Google Maps, kolejka ta czynna jest codziennie. Kolejki szukajcie w północno-zachodniej części Madery. Koszt przejazdu w obie strony to kilka euro, płatne gotówką na miejscu przed wejściem do kolejki. Wybierzcie się tu późnym popołudniem, upewniając się uprzednio, kiedy odbywa się ostatni kurs kolejki w górę.
Teleférico da Rocha do Navio znajduje się w rezerwacie przyrody w okolicach Santany, czyli na północy wyspy. Kolejka rusza wprost z przepięknego punktu widokowego o tej samej nazwie, który to oferuje genialne widoki na wodospady wpadające prosto do oceanu. Kiedy zjedziecie kolejką w dół w stronę rezerwatu przyrody Rocha do Navio, oniemiejecie z zachwytu. Ta kolejka, tak samo jak ta opisana wyżej, to MUST SEE na Maderze!
Teleférico i Winda w Fajã dos Padres to dowód na to, że południe Madery również ma swoją kolejkę. To magiczne miejsce, do którego dostaniecie się niesamowitą kolejką linową lub widokową windą przytuloną do pionowej skały. Jeśli chcecie zaznać nieco orzeźwienia, spakujcie strój kąpielowy i spędźcie w Fajã dos Padres cudowne popołudniowe chwile. Jeśli dopadnie Was głód, udajcie się do lokalnej restauracji.
Teleférico das Fajãs do Cabo Girão to kolejka, która zabierze Was u podnóża najwyższego klifu w Europie, który dobrze już znacie z tego wpisu. Jeśli odczujecie potrzebę ucieczki przed cywilizacją i tłumami turystów (zwłaszcza w szczycie sezonu), spakujcie wodę i przekąski oraz niezbędnik do plażowania i zjedźcie kolejką w dół.

Najpiękniejsze drogi widokowe
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam poznawać nowe miejsca, wsiadając do auta (auto na Maderze w dobrej cenie wynajmiecie TUTAJ) i jadąc przed siebie bez większego planu. Zwykle podczas takich przejażdżek zupełnie niespodziewanie trafiam na jedne z najpiękniejszych, nikomu nieznanych, a już na pewno nie umieszczonych w Google Maps oficjalnych atrakcjach turystycznych. Madera zadowoliła mnie pod tym względem niebywale!
Jeśli więc chcecie pojechać moim śladem, dodajcie do swojej listy poniższe, jakże malownicze maderskie drogi widokowe.
Zacznę od wyjaśnienia zawiłej sytuacji być może najsłynniejszej maderskiej drogi widokowej ER110, abyście nie musieli się głowić, dlaczego nie widnieje już w internetowych nawigacjach. A wszystko to dlatego, że w wielu starszych przewodnikach przeczytacie właśnie o tej kultowej trasie – ER110. Spokojnie, asfalt nie wyparował! W wyniku reorganizacji numeracji dróg, dawna ER110 została w dużej mierze wchłonięta i zastąpiona przez wydłużoną ER105. Droga wciąż tam jest, wciąż zachwyca, po prostu zmieniła swój „dowód tożsamości”.
ER105: Droga przez mistyczny płaskowyż (Paul da Serra)
Jeszcze raz przypomnę, że to pierwotna ER110! To trasa, która zapewnia pełen przekrój maderskich krajobrazów, biegnąca od środka wyspy aż po rozległy płaskowyż Paul da Serra, na zachodnim krańcu Madery kończąc. To właśnie tutaj znajdziecie rzadko spotykane na Maderze… długie, proste odcinki drogi ciągnące się po otwartym terenie. Klimat przypomina tu szkockie Highlands, pogoda zmienia się w mgnieniu oka, a na środku jezdni często można spotkać zrelaksowane, wolno żyjące krowy. Bardzo często jest tu dużo chłodniej niż na wybrzeżu, często też okolica spowita jest gęstą mgłą, ale niech Was to nie smuci – mgła nigdzie nie wygląda tak pięknie!
WAŻNY AKTUALNY KOMUNIKAT: Na dzień pisania tego posta (kwiecień 2026) zjawiskowy, stromy odcinek ER105 pomiędzy punktem widokowym Boca da Encumeada a Malhadinha (wjazd na płaskowyż) jest całkowicie zamknięty dla ruchu samochodowego ze względu na zniszczenia po pożarach i osunięcia skał. Aby dostać się na płaskowyż, musicie nadłożyć drogi i wjechać od strony zachodniej lub północno-zachodniej (np. od strony Calheta lub Porto Moniz).
ER209: Widokowa petarda prosto do baśniowego lasu
Z malowniczej miejscowości Ribeira da Janela w kierunku południowego wybrzeża, również przecinając płaskowyż Paul da Serra, odbija kolejna niezwykła trasa – ER209. To właśnie ta niesamowicie piękna droga przecina słynny las wawrzynolistny Fanal! To ona więc zabierze Was do tego najbardziej zjawiskowego lasu.
Jadąc ER209, dosłownie wjeżdżacie w chmury. Krajobraz z surowego płaskowyżu płynnie przechodzi w gęsty, prastary las. Poskręcane, wiekowe drzewa pokryte mchem, wyłaniające się z gęstej mgły tuż przy krawędzi drogi, robią kolosalne wrażenie jeszcze zanim zdążycie wysiąść z auta. Przejazd tą trasą to absolutny punkt obowiązkowy każdego roadtripu po wyspie.
Przejechanie obu tych dróg to idealny plan na jeden intensywny, widokowy roadtrip!
ER101: Stara, ale jakże zjawisokowa droga
Zanim Maderę podziurawiono supernowoczesnymi, wygodnymi tunelami, jazda samochodem po wybrzeżu wyspy była prawdziwym sportem ekstremalnym. Główną arterią obiegającą wyspę była ER101 – wąska, często wyrąbana w pionowych klifach droga. Z jednej strony była przytulona do kruchej skały, a z drugiej, nierzadko pozbawiona barier, otwierała się prosto na setki metrów przepaści i wzburzony Atlantyk.
Dziś na najbardziej stromych i niebezpiecznych odcinkach (szczególnie na północnym wybrzeżu, m.in. w okolicach São Vicente, Seixal czy w kierunku Porto Moniz) auta mkną bezpiecznie wewnątrz gór, omijając klify. A co stało się ze starym asfaltem? Odcięte od ruchu samochodowego fragmenty dawnej trasy (tzw. Antiga ER101) zyskały drugie, absolutnie fascynujące życie. Stały się nieoficjalnymi, jednymi z najbardziej widowiskowych tras spacerowych na świecie!
Czego możecie się po niej spodziewać? Dziś nie da się objechać całej Madery, poruszając się tylko ER101, ale nadal spora jej część jest przejezdna. A jeśli traficie akurat na zamknięty fragment, zostawiając auto przy wlocie do nowoczesnego tunelu i wchodząc na stary odcinek drogi (tylko dla pieszych!), od razu przenosicie się w czasie. To zupełnie inne doświadczenie niż wędrówka górską veredą.
Będziecie spacerować dokładnie po krawędzi potężnych, pionowych ścian skalnych. Uczucie potęguje wszechobecny zapach jodu, wiatr i huk wielkich fal rozbijających się o brzeg tuż pod Waszymi stopami. Stara ER101 to także seria starych, ręcznie wykutych w skale tuneli. Są kompletnie nieoświetlone, ze stropu kapie woda, a w środku często hula wiatr (latarka w telefonie to tutaj absolutny mus!). Ponadto, natura powoli odbiera ten teren z powrotem. W wielu miejscach woda ze strumieni i mniejszych wodospadów spływa z góry bezpośrednio na dawną, popękaną jezdnię (w tym rejonie leży np. widowiskowy most nad wąwozem Ribeira do Inferno).
UWAGA: Ponieważ stare odcinki ER101 są oficjalnie wyłączone z ruchu pojazdów i nieutrzymywane regularnie, są bardzo podatne na obrywy skalne. Wybierając się na taki spacer, musicie zachować zdrowy rozsądek i mieć oczy dookoła głowy, bo wchodzicie tam na własną odpowiedzialność. Jeśli zauważycie wyraźne zagrodzenia lub zakazy wchodzenia po silnych deszczach – nie ryzykujcie. Kiedy jednak pogoda sprzyja, spacer fragmentem starej ER101 to gigantyczna porcja wrażeń i dreszczyk emocji, którego nie zapewni Wam żadna inna droga na Maderze!
Pamiętajcie, że większość odcinków ER101 nadal jest bezpiecznie przejezdna, dlatego gorąco Was namawiam, aby jedno popołudnie przejechać choć zachodnią oraz północno-zachodnią część tej drogi.

Płaskowyż Paul da Serra
O tym miejscu wspominałam Wam już przy okazji opisywania moich ulubionych, maderskich tras samochodowych, ale ten unikalny cud natury po prostu musi mieć swój oddzielny punkt w tym zestawieniu. Po kilku dniach spędzonych na pokonywaniu szalonych, stromych wzniesień i niekończących się serpentyn, wjazd na ten rozległy, niemal idealnie płaski teren był dla mnie prawdziwym szokiem. Madera nagle zapomina tu, że jest wyspą pionowych klifów i zamienia się w krajobraz do złudzenia przypominający surowe, szkockie Highlands. Zamiast bujnej dżungli zobaczycie tu rdzawe trawy, potężne wiatraki i… stada zrelaksowanych krów, które nic sobie nie robią z samochodów i potrafią ucinać sobie drzemki na samym środku asfaltu.
Pogoda na wysokości około 1500 m n.p.m., bo właśnie na takim poziomie znajduje się płaskowyż, żyje własnym, nieprzewidywalnym życiem – nieraz wjeżdżałam tam w pełnym słońcu, by pięć minut później utknąć w gęstej jak mleko chmurze. Ten płaskowyż to zresztą gigantyczna, naturalna gąbka wyspy, która pochłania wilgoć i zasila podziemnymi źródłami wodospady oraz lewady, na które z pewnością prędzej czy później stąd wyruszycie!
Dodam, że nawet jeśli nie przyjedziecie tu celowo, wybierając inne atrakcje Madery, chociażby główny MUST SEE – las Fanal, i tak tu zawitacie. I przepadniecie!

Dolina Chão da Ribeira
Kiedy już zjedziecie z otwartego, surowego płaskowyżu Paul da Serra, maderski krajobraz znowu wywróci się dla Was do góry nogami. Woda, którą ta wielka górska gąbka zbiera na szczytach, spływa stromo w dół, rzeźbiąc niesamowite, głębokie wąwozy, a jednym z najbardziej spektakularnych jest właśnie dolina Chão da Ribeira, ukryta tuż nad miasteczkiem Seixal na północnym wybrzeżu. Wjeżdżając tam, miałam wrażenie, że przekraczam bramy do zupełnie innego wymiaru, a wręcz wkraczam prosto na plan filmowy Parku Jurajskiego.
To niesamowicie głęboki, zacieniony amfiteatr, szczelnie otulony przez prastary las wawrzynolistny, z którego ze wszystkich stron – zwłaszcza po deszczu – spływają dziesiątki mniejszych i większych wodospadów. W powietrzu unosi się intensywny zapach wilgotnej ziemi, a pionowe ściany gór niemal zawsze spowija tajemnicza mgła. Nie znajdziecie tu masowej turystyki czy komercji. Zamiast tego czeka na Was tylko kilka tradycyjnych, kamiennych domków rolniczych (tzw. palheiros), malowniczo rozrzuconych wśród soczystej, wręcz jaskrawej zieleni i małych poletek.
Błądząc tamtejszymi ścieżkami i wsłuchując się w absolutną ciszę przerywaną tylko szumem rwącej rzeki, czułam, że odkryłam sekretną, nietkniętą ludzką ręką część wyspy, w której za chwilę zza ogromnych paproci naprawdę wyłoni się dinozaur. Jeśli szukacie ucieczki od tłumów i chcecie poczuć potęgę tutejszej natury w jej najczystszej, prehistorycznej formie, ten zielony wąwóz totalnie Was pochłonie!
A jeśli dopadnie Was tu głód, koniecznie odwiedźcie Casa de Pasto Justiniano. Oj, ależ tu wyśmienicie karmią!

Dolina Zakonnic
Zostając w klimacie monumentalnych, głębokich wąwozów, nie mogę pominąć miejsca, które od lat pobudza wyobraźnię i kryje w sobie fascynującą historię. Curral das Freiras, czyli słynna Dolina Zakonnic, to miasteczko położone na samym dnie potężnego, skalnego kotła w sercu wyspy. Wielu turystów (a nawet niektóre starsze przewodniki!) powtarza romantyczny mit, że osada leży we wnętrzu gigantycznego, wygasłego wulkanu.
Prawda jest jednak nieco inna, choć równie imponująca – to spektakularne dzieło erozji i rzeki, która przez miliony lat wyrzeźbiła w skałach ten nieprawdopodobny kształt. Zjeżdżając w dół krętymi drogami, czułam się, jakbym zstępowała do tajnej, odciętej od świata górskiej fortecy. I dokładnie taką funkcję to miejsce spełniło w 1566 roku! Kiedy wybrzeże Madery zostało zaatakowane i plądrowane przez francuskich piratów, zakonnice z klasztoru Santa Clara w Funchal uciekły w te niedostępne góry, znajdując tu bezpieczne schronienie dla siebie i klasztornych skarbów.
Dzisiaj dojazd jest o wiele łatwiejszy dzięki nowoczesnym tunelom, a samo miasteczko słynie z obłędnych wyrobów z jadalnych kasztanów – od zup, przez ciasta, aż po lokalne likiery, których po prostu trzeba tam spróbować. Zanim jednak zjedziecie na kawę i kasztanowe przysmaki na sam dół, gorąco polecam Wam zatrzymać się wyżej, na punkcie widokowym Eira do Serrado. Spojrzenie z tamtejszego balkonu na malutkie, białe domki wciśnięte między pionowe, pnące się pod niebo ściany gór, to jeden z tych maderskich widoków, które autentycznie odbierają mowę i na zawsze zapisują się w pamięci.

Monte Palace Tropical Garden
Zmieńmy na chwilę charakter maderskich must see. Ten punkt to kolejny przykład miejscówki na Maderze, którą koniecznie należy odwiedzić. To też doskonała opcja na bardziej luźny dzień, ale też na gorszą pogodę albo podróż z dzieckiem.
Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce na Maderze, które łączy w sobie niesamowitą naturę, sztukę i historię, to bez wątpienia byłby to Monte Palace Tropical Garden. To nie jest „zwykły” ogród botaniczny – to ogromna, wielopoziomowa kraina czarów, położona wysoko na wzgórzach nad Funchal, która zachwyca na każdym kroku. Można się tu zatracić na pół dnia, a nawet dłużej!
Na powierzchni 70 tysięcy metrów kwadratowych zgromadzono roślinność z całego świata. Przechadzając się alejkami, miniecie gigantyczne paprocie drzewiaste z RPA, azalie z Belgii, sekwoje z Ameryki i setki innych gatunków. Sercem ogrodu jest ogromne jezioro z czarnymi i białymi łabędziami, które majestatycznie pływają wśród wodospadów. Spacerując alejkami, a dokładniej w okolicach słynnej Studni Życzeń (Poço dos Desejos), natraficie na stado prawdziwych, różowych flamingów. Te pełne gracji ptaki świetnie czują się w tutejszym mikroklimacie i na stałe wpisały się w krajobraz ogrodu, leniwie brodząc w zacienionych, płytkich wodach stawu. Ich jaskrawe upierzenie absolutnie rewelacyjnie kontrastuje z intensywną, niemal dżunglową zielenią egzotycznej roślinności i rzeźbionymi kaflami azulejos w tle.
Jedną z najbardziej fotogenicznych części ogrodu są Ogrody Orientalne. Znajdziecie tu japońskie bramy torii, czerwone mostki, posągi Buddy, latarnie z kamienia i stawy pełne kolorowych karpi koi. To miejsce emanuje spokojem i jest idealnym tłem dla niesamowitych zdjęć.
Wewnątrz ogrodu znajduje się Monte Palace Museum, które skrywa dwie unikalne wystawy: „Pasja afrykańska”, czyli ponad 1000 współczesnych rzeźb z Zimbabwe, które robią piorunujące wrażenie swoją formą i wielkością, oraz „Tajemnice matki natury” – jedna z najlepszych na świecie prywatnych kolekcji minerałów i kamieni szlachetnych (głównie z Brazylii, Portugalii i RPA). Zobaczycie tu gigantyczne geody i kryształy, które wyglądają jak nie z tej ziemi!
Najlepszym i najciekawszym sposobem na dotarcie do ogrodu jest wjazd kolejką linową (Teleférico do Funchal) bezpośrednio z nadbrzeża stolicy. Podczas 15-minutowego wjazdu będziecie mieli Funchal jak na dłoni. Jeśli jednak to Was nie przekonuje albo na Maderę wybraliście porę, kiedy kolejka akurat nie kursuje, spokojnie dotrzecie tu autem, które zaparkujecie na obszernym, darmowym parkingu.
Pro Tip: Po zwiedzaniu ogrodu możecie wrócić do centrum Funchal w najbardziej szalony sposób, jaki oferuje Madera – zjeżdżając w dół asfaltowymi ulicami w wiklinowych koszach (Carreiros do Monte), sterowanych przez dwóch mężczyzn w słomkowych kapeluszach. Więcej o tej i innych nietypowych atrakcjach na Maderze przeczytacie w tym wpisie.
Po więcej informacji oraz aktualności, godziny otwarcia oraz zakup biletów (można też w kasie na miejscu), odsyłam Was na oficjalną stronę.

Malownicze kapliczki (Capelas)
Zawsze powtarzam, że kiedy już nasycicie oczy potęgą gór i bezkresem oceanu, warto na Maderze zwolnić i poszukać mniejszych detali. To one nadają tej wyspie niezwykle mistyczny, uduchowiony klimat. Mam tu na myśli urocze, często zagubione w czasie kapliczki (capelas), rozsiane po całej wyspie w najmniej oczekiwanych lokalizacjach. Budowano je w ramach podziękowań za ocalenie, w intencji udanych połowów, albo po prostu jako punkty orientacyjne dla rolników i żeglarzy. Zamiast ogromnych, ociekających złotem kościołów, to właśnie te surowe, zatopione w krajobrazie perełki robią na mnie zawsze największe wrażenie.
Oto moja prywatna, maderska „wielka piątka”, którą po prostu musicie dopisać do Waszej trasy!
Capelinha de Nossa Senhora de Fátima (São Vicente)
Mój absolutny faworyt! Ta niezwykła, śnieżnobiała kapliczka w kształcie smukłej wieży z zegarem dumnie wznosi się na samym szczycie zielonego wzgórza Pico da Cova. Aby do niej dotrzeć, trzeba pokonać sporo kamiennych schodów, ale widok z góry na całą dolinę spotykającą się z Atlantykiem dosłownie zwala z nóg i jest warty każdej kropli potu. Bo widok stąd to dosłownie wielkie WOW!
Capela de São Sebastião (Ponta do Sol)
Zabytkowa perełka z XVII wieku, wtopiona w krajobraz najbardziej słonecznego miasteczka na Maderze. Jej tradycyjna, prosta architektura i urocze położenie sprawiają, że to świetny, fotogeniczny punkt na złapanie oddechu podczas spacerów po tutejszych wąskich uliczkach. Wybierzcie się tu na zachód słońca!
Capelinha do Calhau (São Vicente)
Kolejny punkt w São Vicente, ale tym razem nad samym oceanem. To mikroskopijna kapliczka (kapliczka w skale), która została wbudowana bezpośrednio wewnątrz wielkiej, bazaltowej skały wulkanicznej u samego ujścia rzeki! Dźwięk potężnych fal rozbijających się dosłownie kilka metrów dalej sprawia, że to jedno z najbardziej surowych i niezwykłych miejsc do zadumy na wyspie. Ciekawa jestem, czy uda Wam się ją znaleźć!
Capela de Nossa Senhora da Piedade (Caniçal)
Kapliczka dumnie stojąca na samotnym, bardzo stromym wzgórzu (Monte Gordo). Żeby do niej dojść, czeka Was krótki, ale wymagający spacer, jednak w nagrodę otrzymacie obłędną, szeroką panoramę na pustynny półwysep św. Wawrzyńca. To właśnie do niej co roku we wrześniu zmierza niezwykle widowiskowa, morska procesja kilkudziesięciu łodzi rybackich.
Capela Miradouro da Sagrada Família (Ribeira Brava)
Absolutnie unikatowe i rzadziej odwiedzane miejsce, ukryte w górnej części doliny Ribeira Brava. To niesamowity, prywatny projekt pewnego mieszkańca, który wraz z rodziną własnymi rękami stworzył urokliwą kapliczkę przypominającą nieco szaloną, patchworkową architekturę Gaudíego. Oprócz cudownych widoków na dolinę, znajdziecie tam pięknie zagospodarowany teren z miejscem na piknik, tradycyjnym piecem i grillem – idealne, bardzo lokalne miejsce na spędzenie popołudnia!

Najbardziej imponujące wodospady
Wspominałam Wam już wcześniej o epickich wodospadach ukrytych na końcu długich lewad, takich jak Rabaçal czy Caldeirão Verde (i wiele innych – koniecznie sprawdźcie TU). Jednak Madera to wyspa, która potrafi zaskakiwać na każdym kroku, a jej ukształtowanie terenu sprawia, że wcale nie musicie zakładać butów trekkingowych i iść w dół mrocznego wąwozu przez kilka godzin, żeby poczuć na twarzy wodną bryzę. Czasami wystarczy… po prostu otworzyć szybę w samochodzie!
Poniżej przygotowałam dla Was zestawienie moich ulubionych, najbardziej imponujących wodospadów na wyspie, do których dotrzecie łatwo, szybko i niemal bez wysiłku – prosto z asfaltowej drogi lub po zaledwie kilkuminutowym spacerku. To idealne rozwiązanie na dni, kiedy bolą Was nogi po intensywnych górskich veredach!
Cascata dos Anjos (Wodospad Anjos)
Najsłynniejsza, wręcz legendarna „darmowa myjnia samochodowa” Madery w okolicach Ponta do Sol. A raczej, była myjnia! Kiedy odwiedziłam Maderę po raz pierwszy kilka lat temu, byłam świadkiem, jak lokals podjechał swoim wiekowym już autem pod wodospad, po wstępnym namoczeniu wyjął z bagażnika szczotkę i przystąpił do szorowania zakurzonej karoserii swojej bryki… No cóż, woda spada ze stromego klifu wprost na starą, regionalną drogę i grzechem byłoby nie skorzystać.
Choć obecnie wjazd autem pod sam wodospad bywa oficjalnie zamykany ze względów bezpieczeństwa (zdecydowanie polecam zostawić auto kawałek dalej i podejść pieszo!), to stanięcie pod tą potężną kaskadą w promieniach zachodzącego słońca jest punktem obowiązkowym. Jest też jednym z najchętniej wybieranych na Maderze spotów na obłędne zdjęcia w promieniach zachodzącego słońca, rozproszonych na kropelkach wody.
Cascata do Véu da Noiva (Welon Panny Młodej)
Klasyk, którego nie da się pominąć. Znajduje się na północnym wybrzeżu, blisko Seixal. Nie da się do niego podejść, ale najlepiej widać go z genialnego punktu widokowego (parking jest tuż przy samych barierkach). Woda wylewa się z soczyście zielonego, pionowego klifu i majestatycznie wpada prosto do wzburzonego oceanu Atlantyckiego.
Cascata de Água d’Alto (São Vicente)
Uwaga, nie pomylcie go z trudniej dostępnym wodospadem w rejonie Faial/Santany! Ten w São Vicente to prawdziwy, ukryty gigant na północnym wybrzeżu. Znajdziecie go tuż przy starej trasie ER101 – wystarczy zaparkować auto na niewielkim poboczu, przejść dosłownie 5 minut prostą, wydeptaną ścieżką wzdłuż rzeki, by nagle stanąć u podnóża obłędnej, kilkudziesięciometrowej ściany wody otoczonej dżunglą.
Cascada do Lombinho
Przepiękny, bardzo klimatyczny wodospad ukryty w zielonej dolinie, w rejonie Ribeira da Janela. Jego unikalność polega na tym, że strumień spływa z naturalnego, bazaltowego „zadaszenia”. Dzięki szybkiemu dojazdowi i minimalnemu dystansowi do przejścia, to świetna, bezwysiłkowa opcja na niesamowite zdjęcia w otoczeniu dzikiej natury.
Wodospad z punktu widokowego przy Calhau da Lapa
To moje absolutne odkrycie, do którego wciąż z nostalgią powracam myślami! Widok z tego nieoficjalnego miradouro na wodospad spływający z potężnego, surowego klifu prosto do oceanu (oraz na leżące w dole Calhau da Lapa) po prostu odbiera mowę. To magiczne miejsce jest wprost idealne na podziwianie zachodów słońca, szczególnie w zimowych miesiącach. Samo dotarcie tam to krótka, ale świetna przygoda. Samochód najlepiej zostawić przy drodze Estrada da Amoreira, a następnie skierować się w dół po schodkach tuż obok plantacji bananów. Ścieżka szybko zamienia się w betonową rynnę i wyprowadza na otwarte pole, gdzie niemal na pewno spotkacie… pasące się kozy! Kiedy dojdziecie prosto do krawędzi klifu, poszukajcie charakterystycznego betonowego słupka. Gwarantuję, że widok z tej perspektywy na pędzącą w dół wodę zapamiętacie na zawsze.
Wodospad Garganta Funda
Jeśli szukacie czegoś o epickiej, wręcz przytłaczającej skali, koniecznie ruszcie na zachodni kraniec wyspy, w okolice Ponta do Pargo. Słowo garganta oznacza po portugalsku gardło lub wąwóz, i to słowo oddaje wszystko! Z niewielkiego parkingu czeka Was tylko bardzo krótki, zaledwie kilkuminutowy spacer urokliwą ścieżką wśród łąk. Sielanka kończy się w momencie, gdy ziemia nagle urywa się pod Waszymi stopami, ukazując krawędź gigantycznej, zielonej przepaści. Wodospad Garganta Funda ma około 140 metrów wysokości i majestatycznie spada na samo dno niesamowitego, skalnego kotła w kształcie litery U.
Mała uwaga: największe wrażenie robi w miesiącach zimowych lub po obfitych deszczach. Latem często zamienia się w delikatną strużkę, ale sam ogrom tej wyrzeźbionej w skale dziury i tak przyprawia o solidny zawrót głowy!

Opuszczony Antigo Hotel o Rancho Madeirense
Dla fanów nieco mroczniejszych, alternatywnych klimatów i urbexu, Madera ma w zanadrzu coś zupełnie innego niż zielone lewady i urocze miasteczka. Zjeżdżając z głównych turystycznych ścieżek, możecie natrafić na ruiny „Antigo Hotel o Rancho Madeirense”. Ten opuszczony, zrujnowany kompleks dawnego hotelu to niesamowity pomnik niezrealizowanych ambicji i dawnych planów. Spacerując po tym terenie, za każdym razem uderza mnie, jak niesamowicie surowe, betonowe ramy budynków, pokryte graffiti i odzyskiwane powoli przez naturę, kontrastują z absolutnym, sielankowym błękitem oceanu w tle. Przechadzając się między pustymi ścianami przez wybite okna można łapać naprawdę unikalne, lekko postapokaliptyczne kadry. Oczywiście, jak to przy urbexie bywa – wchodzicie tam na własną odpowiedzialność, więc bardzo uważajcie, patrzcie pod nogi i nie ryzykujcie dla jednego zdjęcia na krawędzi rozpadającego się dachu!









0 komentarzy